Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Widoki wiosny

Na starówce normalnie tyle luda że do lodów włoskich koło Wysokiej Bramy
stało ze 30 osób w kolejce ...


w sklepie na Jarotach rowniez kolejka, lecz nie za lodami. Wiosna i organizm
domaga sie chmielu :)

Wracalem z W-wki i podziwialem poczatki wiosny, widoki wspaniale, kobiety
poczuly ciepelko

pzdr Kolo



w sklepie na Jarotach rowniez kolejka, lecz nie za lodami. Wiosna i
organizm
domaga sie chmielu :)

Wracalem z W-wki i podziwialem poczatki wiosny, widoki wspaniale, kobiety
poczuly ciepelko

pzdr Kolo


o tak wiosna a ja z otwartm szyberkiem dzisiaj smigalem...
CaS



Hej
Proponuję kolejną zabawę ruchową :) Podejmuję się zrobienia za jakieś dwa
tygodnie stronki (może z ładnym adresem kończącycm się na .prw.waw.pl ;)
na której chciałbym umieścić widoki z Waszych okien.
Zobaczylibyśmy naszą codzienną, zaokienną Warszawę. Możliwe, że już ktoś
kiedyś taki pomysł miał, może zrealizował, ale co tam. Ja czegoś takiego
nie widziałem, więc proponuję.
Zbieram chętnych :) [jedyny wysiłek to zrobienie i wysłanie mi mailem
zdjęcia]


Pomysl mi sie podoba (mam ladne widoki to moge sie pochwalic :P), ale
moze by tak poczekac do wiosny?


Jeśli strop jest drewniany na polepie (czyli wióry i jakaś glinka chyba) to
marne widoki... Jak się takie wióry nasączą to przez zimę nie wyschnie
raczej. (Troche to może NTG, ale właściwie nie wiem gdzie by było TG)


Trzeba solidnie grzać oba pomieszczenia. Zimowe powietrze jest
suche, więc ja bym do wiosny nie czekał...




| Jeśli strop jest drewniany na polepie (czyli wióry i jakaś glinka
| chyba) to
| marne widoki... Jak się takie wióry nasączą to przez zimę nie wyschnie
| raczej. (Troche to może NTG, ale właściwie nie wiem gdzie by było TG)

Trzeba solidnie grzać oba pomieszczenia. Zimowe powietrze jest
suche, więc ja bym do wiosny nie czekał...


Tutaj dobry trop, ale jedna uwaga... koniecznie trzeba to pomieszczenie
wietrzyć. Grzać w opór, potem wietrzyć, grzać i wietrzyć... inaczej
katastrofa będzie, smród i grzyb.

Pozdro,
Tomek



     Ja mieszkam na takim chronionym osiedlu i bardzo jestem zadowolona.
Holota nie lazi po podworku i nie smaruje na klatkach. Nikt nie smieci,
samochody nie stoja na trawniku kolo drzwi, psy nie zalatwiaja sie na
chodniku pod domem, nikt nieproszony mnie nie nachodzi, czuje sie znacznie
bezpieczniej i lepiej tutaj niz w slamsie, w ktorym mieszkalam poprzednio.


Mam podobne wrazenia. Wczesniej mieszkalem na Ogrodowej. Blok z okresu
komunizmu, wokol kamienna pustynia, a z okna widac bylo rozwalajaca sie
kamienice. Towarzystwo w okolicy takie sobie, duzo meneli i pijaczkow,
mnostwo babc karmiacych golebie, ktore sraly, gdzie tylko popadlo i
milosniczek kotow, dzieki czemu zapach kocich sikow unosil sie juz od
wiosny po pozna jesien. Pelno psich gowien wokol bloku. Na klatce
schodowej smierdzace zsypy, karaluchy i oszpecone, brudne i pomazane,
smierdzace czasem moczem windy. Na korytarzach pomontowane wszedzie
kraty jak w zakladzie karnym. Oczywiscie bylo co chronic - sterta
szpargalow typu lozka albo jakies meble.

Pozniej przenioslem sie na osiedle na Tarchominie. Blisko Wisly, ladne
widoki, z okna widac niewielki las, ale zawsze cos. Sporo zieleni, jest
kolorowo i czysto. Duzo miejsc, gdzie mozna pojezdzic rowerem, pobiegac
albo sie przespacerowac. Bloki ladne, nie pomazane, klatki schodowe
ladnie pomalowane i czysciutkie. Na schodach czysto, w windzie czysto,
nie ma zadnych krat, porzadni, usmiechnieci sasiedzi. Zupelnie inny
swiat. Zero meneli. Zero syfu. Zero brudu.

..:: fabio



Mam podobne wrazenia. Wczesniej mieszkalem na Ogrodowej. Blok z okresu
komunizmu, wokol kamienna pustynia, a z okna widac bylo rozwalajaca sie
kamienice. Towarzystwo w okolicy takie sobie, duzo meneli i pijaczkow,
mnostwo babc karmiacych golebie, ktore sraly, gdzie tylko popadlo i
milosniczek kotow, dzieki czemu zapach kocich sikow unosil sie juz od
wiosny po pozna jesien. Pelno psich gowien wokol bloku. Na klatce
schodowej smierdzace zsypy, karaluchy i oszpecone, brudne i pomazane,
smierdzace czasem moczem windy. Na korytarzach pomontowane wszedzie
kraty jak w zakladzie karnym. Oczywiscie bylo co chronic - sterta
szpargalow typu lozka albo jakies meble.

Pozniej przenioslem sie na osiedle na Tarchominie. Blisko Wisly, ladne
widoki, z okna widac niewielki las, ale zawsze cos. Sporo zieleni, jest
kolorowo i czysto. Duzo miejsc, gdzie mozna pojezdzic rowerem, pobiegac
albo sie przespacerowac. Bloki ladne, nie pomazane, klatki schodowe
ladnie pomalowane i czysciutkie. Na schodach czysto, w windzie czysto,
nie ma zadnych krat, porzadni, usmiechnieci sasiedzi. Zupelnie inny
swiat. Zero meneli. Zero syfu. Zero brudu.


Poczekaj troche - dzieci podrosna, dorosli sie zestarzeja,
ludziom troche sie pozmienia
sytuacje materialna. To jest raczej kwestia tego kto tam mieszka,
a nie ogrodzenia. Czy ogrodzenie tego osiedla na Ogrodowej cos
by zmienilo?


bo windsurfing sie kończył wraz ze skutym jeziorem i zimną wodą ,a jak pada śnieg to się przenosze na ląd i dalej świruje ,a nie czekam do wiosny

No i te skoki i widoki na gości z rozdziawioną japą na lądzie i te teksty : a gdzie ty durniu idziesz z tym latawcem jak tak wieje , albo jak sie zabijesz to ja ci dam, jak złamiesz rękę to nie wracaj do domu kocham to po prostu
Ostatnio do swojego słonka powiedziałem,że jak bym miał wybrać rok picia czy latawce to powiedziałem że...

Witam,

U nas juz chyba powoli coraz lepiej dzisiaj goraczki nie było

Dziekuje za odpowiedzi w sprawie nocniczka w takim razie tez poczekam do wiosny, wogóle to ja mam jakies dziwne uczucie ze jak mu juz tego pampka odstawie to jak tak bedzie ganiał to cos sobi zrobi w siusiaka albo jajeczka teraz pampers wszytsko amortyzuje eh chyba plote głupoty

bwiolab fotki rewelacja piekne widoki ja to anty narciara jestem nigdy nart na nogach nie mialam wiec nie weim jak to jest tak smigac na stoku

... ja to ambiwalentnie do takich przybytków podchodzę. Niby ok, ale jest coś dziwnego. Siedzi się na rowerze który nie jeżdzi, biegnie się na gumowej taśmie, wiosłuje się, a plusku wody nie słychać. Jeszcze zimą to bym zrozumiał, ale od wiosny do jesieni? Można wziąć stare pepegi i pobiegać w lasku miejskim. Oprócz tego zmęczenia, co go za opłatą dostajesz w clubie masz zapachy , dźwięki i widoki i powietrze lepsze.
Sam dość regularnie chodzę na sztuczną ścianę, ale te panele nie miałyby u mnie żadnych szans, gdyby w okolicy były jakieś fajne górotwory. Chodzę nie dla samej ściany, choć zabawa bywa przednia, tylko po to, żeby (kiedy juz się zdecyduje na 8 godzin w pociągu) sprawniej i bezpieczniej poruszać się w prawdziwych skałach... a to już bardzo lubię.
Kult tak zwanej sprawności fizycznej jest okropnie stresujący. Ta pogoń za sprawnością, za fitdizajnem, to permanentna autolustracja, ciągłe samooskarżenie, czy wręcz samopotępienie (za mało, za wolno, za nisko). Te fitneskluby to jakby inkubatory niepokoju.
Rzecz ma się oczywiście inaczej jeśli ktoś to lubi, (oddychanie klimatyzowanym powietrzem), wiele jednak bywalców nazywa to katuszą - a chodzi.

Moji mali przociele

Och, gynsipympki żółte,
Coście pole porosły
Ozdobiocie go piyknie,
Od nowa kożdej wiosny.

Och, brzózki siwobrode,
Przistrojocie go szumnie,
Kłaniocie sie na wietrze
I uśmiychocie skrómnie.

Och, ptoszki roztoliczne,
Wróble, skowrónki, szpoki,
Co śpiywym wychwolocie
Te cudowne widoki.

Och, słónko, tam na niebie,
Co sie uśmiychosz dó nich
I, jak mijosz te stróny,
Poradzisz sie ukłónić.

Och, wszystki ptoki, kwiotka,
Jo przaja fest wszystkim Wóm,
Moji mali przociele,
Sam kedyś stoł tyż mój dóm.

Ależ przecież podobno wyjątki potwierdzają regułę, a jedna jaskółka wiosny nie czyni
w taki sam sposob moge pisac i o Kalibrze44...

po co Ksiadz wiecej cytuje?? co ma byc udowodnione tymi tekstami...

ja tez napisze wiecej:

"Ale ojciec o zgrozo zagroził nam kozą
ale ojciec o zgrozo zagroził nam kozą
ale byłbym cymbał gdybym się bymbał
ale byłbym cymbał gdybym się bymbał
mówiła mi matuś herbu nie miał tatuś
lecz miewał w dni parne podniebienie czarne" [Elektryczne Gitary » Cymbał]

"Spokój grabarza wszystko będzie dobrze
siódma dziesięć kwas chlebowy w barze
pukanie w głowę wszystko będzie dobrze
dobre chęci ładne widoki
spojrzenie w górę wszystko będzie dobrze
paproch w oku układ słoneczny
niedaleko pada wszystko będzie dobrze
człowiek człowiekowi orłem
machanie ręką wszystko będzie dobrze
wspomnienie życia dowód osobisty
dwadzieścia cztery godziny wszystko będzie dobrze
na pochyłe drzewo każda koza
spokój grabarza wszystko będzie dobrze
szerokiej drogi
spokój grabarza wszystko będzie dobrze
siódma dziesięć szerokiej drogi
na pochyłe drzewo wszystko będzie dobrze
następny proszę" <Elektryczne Gitary » Spokój grabarza>

Prawdę mówiąc to nie cały mój ogród. Podobno mogę zamieścic jednorazowo 5 zdjęc. Następnym razem postaram się zrobic ładniejsze zdjęcia. Te to widoczki od wczesnej wiosny, więc 3 z nich to, to samo miejsce. Jak ogladałam wasze zdjęcia to ładniej wygladają pojedyncze rośliny niż widoki ogólne. Następnym razem

Normalnie 3 tygodnie do wiosny a ja już proponuję taki wypad: skutem zielonym szlakiem z gdyni orłowa do kolbud (tam jest taki ośrodek w którym można kimnąć).. około 60 kilosów lasem i pokonałem ją pieszo.. super widoki ale czasem i przeprawa przez niezłe górki.. acz da rady na skucie zrobić tą trasę. Kto się pisze? Polecam tym co lubią przyrodę i wycieczki oraz nie boją się dzików, cmentarzy i rwących potoków.

przenioslam, poniewaz nei wyglada mi to na propozycje spontanicznego spotkania "za 5 minut" /gaga

O 17:30 sypał tak gęsty śnieg, że w ciągu kilku minut zrobiło się biało.



Na takie widoki czekałam 23 grudnia, a nie w przeddzień nadejścia wiosny.

Właśnie napisałam na czacie,że ..biało,czysto i pięknie jest znowu
Również wolę takie widoki zimą niz okropny brud ulic i trawników podczas bezśnieżnych zim.
Co ciekawe ten brud znika wraz z nadejściem wiosny... latem jest prawie niezauważalny a przecież nic więcej właściciele psów nie robią wtedy....
Jest jednak wtedy zdecydowanie przyjemniej.

Danusiu , u mnie śniegu stanowczo za dużo , przyjeżdżaj z kontenerem i zabieraj :śm: Piekne widoki , Krysiu , ale nie wiem , jak Wy , ale mnie ciagnie do wiosny, słoneczka , roślinek. W domu wszyscy kaszla , kichaja i goraczkują , a za oknem ponuro i monotonnie bialo , beznadziejnie ! Wioooooooooooosny !

Nie pisałam chwilę w Twoim wątku , a tu przepiekne widoki od wiosny do jesieni
Urocze primule ząbkowane i aucalisy - tyle kolorów :śm:

Ta ciemniejsza ratbida podbiła moje serce

W kwestii oczarów -podobnie jak KaRo zachwycam się przepieknym przebarwieniem liści i dla tego widoku zapragnęłam ich w swoim ogrodzie
Cudowne zdjęcią - czy tylko ta odmiana tak się przebarwia ?
Foto niedostępne K.

Zazdroszczę i ja tej kolorowej wiosny u Ciebie , a czerwone tulipany super
Krysiu taki busz w ogrodzie , to najwspanialsze widoki

Słoneczko grzeje i do nas też wkrótce zawita urocza Pani Wiosna

U mnie o dziwo nie jest tak spóżniona to i owo zbiera sie do kwitnienia , tylko nie umiem zdjęć wrzucic na dysk Upiekłam synkowi wielką blachę karpatki a i tak nie znalazł czasu , by mnie nauczyc - teraz juz tylko passs zostaje

Wiosna... Wiadomo, wszystko się budzi, człowiek ma chęć do życia, jakiś lepszy humor. Jednak nie lubię początku wiosny. Roztopione śniegi, błota, zimno, chociaż człowiek by już chciał ciepło.

Lato... Wakacje. Hmm... To samo za siebie mówi. Poza tym chodzenie nad wodę, wyjazdy, opalanie się. Aczkolwiek jeśli są takie upały jak w tej chwili to ja bardzo podziękuję.

Jesień... Kolorowe liście spadają z drzew, piękne widoki. Ale robi się smutnawo, szaro, depresyjnie. I w dodatku zaczyna się szkoła.

Zima... Robi się trochę jaśniej. Do tego ja zazwyczaj zakochuję się zimą. Tak jakoś. Jednak zimą jest zimo i jest śnieg, a ja tego nie lubię.

Czyli nie mam ulubionej pory roku. Jednak gdybym miała wybrać- zagłosowałabym na jesień. Ot tak. Za piękno.

Na Szpiglasową Przełęcz(2114m.n.p.m)szlak żółty.Czas przejścia od rozwidlenia ok 1h 30 min.Szlak średniotrudny

Szlak żółty rozpoczyna sie na Niżnim Solnisku.Ścieżka prowadzi pomiędzy Czarnym a Wielkim Stawem Polskim.Po lewej stronie od Wielkiego Stawu znajdują sie Szpiglasowe Stawki.Szlak pnie się na krawędź Kotła Szpiglasoewgo.Znajdujemy sie na Czerwonym Piargu.Tu nawet pod koviec wiosny znajdują się pola śnieżne.Trasa prowadzi pod skalna-trawiastą rynnę.Pokonujemy ją częściowo przy pomocy łańcuchów>po przejściu Rynny stajemy na Szpiglasowej Przełęczy skąd schodzi trasa nad Morskie Oko.Z przełęczy rozciągają sie interesujące widoki na Dolinę Pięciu Stawów,Rybiego Potoku i Słowackie Tatry Wysokie

Witaj Kasiu:)

Ja też dzisiaj niestety zaspałam, pędziłam na uczelnie jak wariatka ,a jak byłam w połowie drogi autobusem na wykład, to dostałam kilka smsów od ludzi z roku,że wykład odwołany istne szaleństwo hehe:)

Wiesz ja tak sobie myśle,że gdy jest Ci trudno czy jesteś już zmęczona pracą, to pomyśl sobie o tych pięknych egispkich wakacjach, które są przed Tobą )) po prostu piękne marzenie, które się spełni. Tam nie będzie kaprysnej wiosny, tylko wspaniała pogoda, cudowne widoki i te tajemnicze piramidy, można chcieć czegoś więcej ?

Trzymaj sie cieplutko życze Ci pięknego popołudnia:)))

W pierwszy dzień wiosny, jak zwykle pod wieczór, 17.30 wybiegłem z domu. Po 10 minutach wbiegłem na górkę koło Carrefoura i pierwszy raz w tym roku zobaczyłem Śnieżkę, obok niej Chełmiec, bliżej Ślężę i Góry Sowie. Co prawda, gdy po 20 minutach wbiegałem na górkę na Oporowie, Śnieżki i Chełmca już nie było. Musiało tam solidnie wiać. Będę musiał kiedyś wybrać się na wrocławskie górki z lornetką w taką wietrzną, gwiaździstą noc. Może zobaczę światła spodków na Śnieżce? Tego jeszcze z Wrocławia nie oglądałem. Macie jakieś swoję niesamowite widoki z tras biegowych?

[Moderator: wirek nie wpisuj miejscowości do tematu tylko pisz dzień a następnie datę (np.: niedziela, 21 marca 2004); temat musi być ogólny dla wszystkich a jeżeli chcesz, aby wiadomo gdzie miało miejsce dane zdarzenie to napisz to w swoim poście

Buty będą potrzebne głównie na wędrówki w Tatrach. Wycieczki jednodniowe, może czasem z noclegiem w schronisku. Na razie strona polska, potem pewnie Słowacja. Wycieczki lubię jednak dłuższe 8- 12 godzin, szczególnie w te rejony gdzie luźniej, chciaż OP mimo tłoku też nęci. Na wyryp się nie piszę - jakoś nie przepadam a i lata już nie te. Co do terminów to od wiosny do jesieni, ale przecież jeśli zdarzy się okazja zimą to nie pogardzę bo widoki piękne tyle, że wyżej się nie pobryka.
No i wszystkie inne góry które los pozwoli odwiedzić o każdej porze dnia i nocy
(chwilowo piszę jako Gutek1 bo już się zarejestrowałem ale nie mam jeszcze potwierdzenia i nie mogę się zalogować)

Konala, jak tu pieknie letnio widoki przepiekne, pola kwitnącego rzepaku to dla mnie hit każdej wiosny. Ten Wasz pies to ma książęce zycie

zupelnie zapomnialam o wczorajszyn programie, wiec nie znam argumentow
podziele sie tylko moimi spostrzezeniami z wakacji

pewnego dnia zupelnie niespodziewanie wjechalismy na kolejny super asfalt wiodacy do... zamordeji (nie jestem pewna odmiany ale nic to). poprzednia stara zwiroka, ktora wspominamy juz teraz z sentymentem, zastapiona zostala prawie kosmiczna wstega. glebokie jary wyrownano i teraz widoki jak na zakopiance. juz tam jezdza ale barierek nie ma. ciekawe ile samochodow tam spadnie. powstaly wysokie piaszcyste skarpy. nawet laik widzi, ze rosnace tuz tuz wielkie drzewa sa zagrozone i one stanowia zagrozenie, bo potrzeba tylko nawalnicy aby spadly na ten piekny asfalt, ktory zreszta nagle sie urywa bez zadnej zapowiedzi. obserwowalismy rozne techniki radzenia sobie z tym problemem. niektorzy nawet nie zdazyli zauwazyc zmiany, tak szybko pedzili, inni gwaltownie hamowali i wtedy dopiero byl cyrk. Podobny asfalt wiedzie juz do jaskowa ale tez jeszcze nie do konca. rowerem bedzie swietna jazda ale juz bez romantyzmu.
tymczasem mieszkancy biednego i nieturystycznego pogobia, wielkiego lasu itd dalej sie tej zimy i wiosny pomecza, patrzac z zazdroscia na kosmiczne asfalty powstajace dla wygody turystow z okropnej warszawy.
obawiam sie, ze zamordeje i czapla przestana byc tak piekne, gdy przyjada tam tysiace.

pozdrawiam ze wspomnieniem starych miejsc (nie wiem, jak ci warszawiacy moga wytrzymac na tym campingu przy takiej liczbie wielkich psow, ktore sie z soba bez przerwy gryza, koty gora!)

http://img181.imageshack.us/img181/7264/sierpien050dk6.jpg

widoki wspaniale, Pawle

moje marzenie senne sie spełnia: Tatry widoczne na Mazurach, zorze polarne w wyk. Pawla
tylko nie ma tatuazu...

oto co o nadejsciu wiosny w Tatrach pisze moj ulubiony ratownik TOPR, Adam Marasek:
http://www.topr.pl/index.php?str=6,1&id_news=214

a u mnie wewspomnieniach zimowe Zakopane - sanie na Krupowkach:

http://img158.imageshack.us/img158/5091/1sanie4bh.jpg

Ja uwielbiam wręcz zime. Jest tak ładnie, biało, mozna rzucać sie w zaspy snieżne, robić aniołki, bitwy na snieżki po za tym nie jest tak gorąco jak w lato, że az nie chce si nic robić, a dla zimy warto pójśc do parku, albo lasu i popatrzeć na te cudowne widoki Po za tym z zimą identyfikuje swoją nature
Mogłabym dorzucić jeszcze lato, ale lato ma duży minut - za gorąco i nieznosze słońca, nie lubie nosić krótkiego rękawku i w ogóle słońce w nadmiarze jest ble!
Nienawidze wrecz jesieni i wiosny! ciagle pada, ciagle mokro, ni to ciepło, ni to zimno, beznadzieja =/
Za to kocham letnie, ciepłe deszcze i burze

ja jeszcze wspomnę o fajnej trasce w okolicach Torunia,którą tej wiosny zrobiłem

Dystans 100 (właściwie 90, ale to grzech nie dociągnąć)
Vmax=61 (a można więcej, ale będąc samemu bałem się przegiąć pały)
Vmin = ok 10 - na piachu
Vśr = ok 17

Asfalt (pardon - Afroamerykanin) ~ 30 km
Szuter/Ubity grunt ~45 km
Piach ~15

Jest to szlak z Torunia do Golubia-Dobrzynia i z powrotem. Wyjeżdża się żółtym szlakiem pieszym - generalnie wiedzie on asfaltami i leśnymi drogami, jedynie ok 8 km przed wsią Ciechocin jest duuuuużo piachu. W Ciechocinie najfajniejszy zjazd jaki dotychczas zaliczyłem - prosty asfalt, 30m różnicy wysokości (no dobra - pod Chełmnem miałem potem lepszy, ale wtedy miałem problemy z hamulacami i bez pedałowania się "niechcący" rozbujałem do 60, nie wpominając zjazdu pod Suwałkami - 70metrów względnej, ale na rowerze z wypożyczalni (Blaskowizna-Wodziłki))
Potemskręca się w prawo i jadąc wzdłuż Drwęcy mija się m.in prawdziwy młyn (działający -jako mała elektrownia). Z Golubia powrót zielonym szlakiem rowerowym drugą stroną Drwęcy.

Całą drogę piękne widoki (momentami iście górskie ) na skarpy Pradoliny Drwęcy, dużo lasu i wogóle pięknie, polecam. Trochę drażniąca końcowka - przez przedmieścia Torunia

Polecam

Dowiedziałem się od kumpla z sekcji, że na mecie dają pierwszym 50 zawodnikom reklamówkę z owocami. Podobno trasa jest górzysta i widoki nieziemskie. W dodatku 14 kwiecień to środek wiosny. Aby tam wystartować trzeba wcześniej pobiegać po górkach. Z tego co wydedukowałem to trasa nie okrąży całego jeziora żywieckiego, bo przekraczałaby 21,1 km.

W tamtym roku... regularnie jeździłem do Lázně Libverda - w dwie strony to coś około 50 km. Ładne widoki, i w ogóle fajna trasa
Rowerem?
Sympatyczna trasa biegnie wzdłuż Smedy. Polecam wszystkim początkującym cyklistom.
Trasa jest łatwa lekka i przyjemna.
Dla bardziej ambitnych, ale tych którzy nie lubią się przemęczać polecam cyklobus. Jest to autobus z przyczepką na którą "wchodzi" ok 40 rowerów. Odjeżdza z Frydlantu ok 9 rano i jedzie do Smedavy Chaty - ok 800 m npm. Stąd prowadzi wiele pięknych tras grzbietem gór. Jest niemal płasko a widoki - marzenie. Na koniec, to co tygrysy lubią najbardziej,
zjazd krętą ścieżką stromo w dół, 40 km/h na liczniku. Ech nie mogę się doczekać wiosny

Dzięki za opinie. Zgadzam się z nimi jak najbardziej.
Tak czy owak - za kilka miesięcy kupię to co jest obecnie na rynku, być może, trochę taniej. Ale cudów się nie spodziewamy, na pewno nie stanieje optyka, tu ceny są już w miarę stabilne. A dalej - pewnie już nie będzie tego co teraz, a za tę samą cenę kupię coś nowszego, doskonalszego. Poczekam chyba jednak do wiosny.
Inny problem to: czy w ogóle potrzebna mi jest lustrzanka?
W moim odczuciu - na pewno tak! Ale tak w chłodnym rozrachunku...
Większość moich zdjęć to widoki, krajobrazy. Jestem fotografującym (przy okazji) turystą - tylko amatorem, a nie fotografem z krwi i kości, do tego mi daleko. Czy tu nowy aparat będzie wart swojej ceny w porównaniu z moim obecnie używanym, poczciwym C-4000? A trochę stracę - lustrzanka jest znacznie większa i delikatniejsza, jak to pogodzić z rowerowymi wyprawami czy przedzieraniem się pieszo przez roztoczańskie lasy. Teraz mam wszystko w "jednym kawałku", małe, wygodne...

Ale nic, rozpisałem się nie na temat.

Witam Ciebie Kokolka.
Grunt to nie stanąć w miejscu.

Tak ciągle iść i iść, to mogę się za nadto zmęczyć i nie odczuwać przyjemności bycia trzeźwym.
Moje trzeźwienie porównuję często do jazdy samochodem.
Jak jadę samochodem do celu, to tak prowadzę aby po drodze oglądać widoki.
Czasami się zatrzymać, odsapnąć, sprawdzić mapę.
Tyle, że teraz zaczyna się dla Mnie, jako kierowcy, trudna pora roku.
Coraz cieplej słonko grzeje, a To-To ÂŁdnokształtne, rozgałaszone,
zaczyna stukać w szpileczkach po chodnikach.
Trudno skupić się na jeździe.
Od paru lat, od wiosny do jesieni, ciągle się zastanawiam czy aby nie kupić jakieś bilety miesięczne i nie zacząć podróżować komunikacją publiczną.
A nie możecie gdzieś się schować i przeczekać do jesieni?
Albo też wszystkie macie tak ubogie portfele, że nie stać Was Moje Panie wpadające samoistnie w zasięg mego wzroku, na dłuższe szmatki?
Miejcie nade mną litość.
Ja mam już swoje lata, siwe włosy.
... i dobry wzrok. :wink:

Zostańcie w zdrowiu.
Pozdrawiam późnonocnie. Keszel - Leszek.

Widzę - profesjonaliści.

Ja mam rower: 21 przekładni (osprzęt Shimano: manetki obrotowe z telewizorkiem), przedni amortyzator, dwa koła z nowymi oponami i dętkami, rogi na kierownicy, lampkę przednią i tylną (6 programów "świecenia"), hamulce (pewnie też Shimano) i pedały (wymiana wkrótce). Nie mam błotników i licznika.

Słyszałem, że Shimano wcale nie jest taką dobrą firmą, za jaką ją laicy postrzegają. A szkoda, bo dużo pieniędzy władowałem w modernizację rowera. Na razie cena przekłada się na jakość, bo jestem zadowolony.

Jeżdżę od wiosny po jesień, rekreacyjnie. Zimą rower jest przywiązany, jak pies do budy, w garażu. Nie potrafię powiedzieć ile kilometrów przejeżdżam dziennie. Czasami będzie około 40 km, czasami 10 km. Nie zależy to od pogody. Po dłuższej jeździe mam nogi jak z waty cukrowej.

Trasy bywają różnorodne, najczęściej krajoznawcze:
- Siemianowice (Bytków) - Chechło (przy okazji się opalam i pływam);
- Siemianowice (Bytków) - "Dorotka" w Będzinie (moja ulubiona trasa) - głównie jeżdżę przez pola kapusty na Dąbrówce, czasami przez pola różnych rodzajów kapust na Bańgowie;
- Siemianowice (Bytków) - WPKiW - najpierw daleko, daleko, na sam koniec Siemianowic, wjeżdżam na hałdę obok dawnej cynkowni, podziwiam widoki, a potem z górki, przez Wełnowiec, prosto do parku.

Kontuzje: brak.

Teraz napadało śniegu, a nie mam zimowych opon więc wolę nie ryzykować mandatu.

Wczoraj po po?udniu pojecha?em do G.K. Widoki niesamowite.Niektóre sady zaczynaj? kwitn??.Odurzaj?cy zapach wiosny ,w mie?cie zupe?nie nieodczuwalny,tutaj wali po nozdrzach.Czu?em go ,gdy? z powodu du?ej ilo?ci pszczó?/po zesz?orocznym do?wiadczeniu/stara?em si? oddycha? tylko nosem.Zrobi?em 54 km,w drodze powrotnej jecha?em po zmianach z du?o mocniejszym "wycinakiem".Troszk? z nim porozmawia?em.Stwierdzi?,?e w tym roku je?dzi tylko Golonk? i Grabka. ?r.29.4 km/h "dzi?ki" temu koledze. Teraz na Kabatach leje. Chyba pójd? na basen,jutro jak rano nie b?dzie la?o,jedziemy z W?odkiem do Mszczonowa.

pierwszy dzien wiosny...wspaniale...w koncu dni sa dluzsze, slonce wspaniale roztapia snieg...

no wlasnie...roztapia snieg po minionej zimie nasuwa sie taki oto wniosek, ze wlasciciele czworonogow z powodu zimna niejednokrotnie wyprozniali swoich milusinskich tuz pod naszymi domami. spore wowczas ilosci sniegu idealnie maskowaly wszelkie zanieczyszczenia. kiedy stopnieje do konca, to za pare dni bedziemy mieli wspaniale widoki...

widok jako zywo przypomina okolice spoldzielcze, gdzie wszystkie trawniki sa regularnie zdefekowane. niby nie jest to wielki dramat, ale pokazuje system wartosci, ktorym sie kierujemy (niektorzy sie kieruja) w kontekscie poszanowania wspolnej wlasnosci.

Raz byłem i nigdy nie zapomnę, ale nie pieszo, tylko z pielgrzymką ministrancką na początku maja, przed tzw. "sezonem komunijnym". Najbardziej wstrząsnął mną widok mężczyzny klęczącego i kłaniającego się pod jedną ze stacji Drogi Krzyżowej. W życiu nie widziałem tak poruszającej sceny. Z wieży bazyliki roztacza się cudowny widok, z Pałacu Kultury i Nauki widać tylko posępne blokowiska i brudne od spalin bloki, zaś w tym przypadku niskie bloki mieszają się z plamami zieleni, a to wszystko w scenerii rozkwitu wiosny... Chwalmy Pana, że takie widoki dla nas stworzył

Panowie, wpadłem. Wpadłem na pomysł który jest dziełem Marcina, jego uwagą zwróconą na statki, wycieczki, biznes. A jeszcze szczególik: do jesieni kursował po wiśle niemiecki statek rzeczny- wycieczkowiec, bardzo eks. I woził z Warszawy do Gdańska chętnych z Niderlandów i innych. Zgadnijcie? Wszystkie rejsy, od wiosny, były wykupione. Teraz pomyśmy chwilę, jak mozna sprzedać widoki pięknej Ziemi Ełckiej. Zapewne i tak autokarami czy prywatnie przyjeżdżają do Was, ale gdyby w jakiś sposób ten fakt urozmaicić. Dlatego, tak jakoś powiązało mi się, te loty w kosmos, rejsy po Wiśle i myśl sprzedaży widoków Powiatu Ełckiego?! Ruszmy głową? Ps Czy można już przepłynąć małym wycieczkowcem z Ełckiego na Sunowo? Z N. Wsi do Chrzanowa?

Od wiosny rusza znów kolejka wąskotorowa piaseczyńska. Polecam, super wyprawa na pół dnia w weekend. Możemy zebrać się grupą, razem z tatusiami i wyruszyć na majówkę. Jedzie się w plener kolejką ( można brać też rowery) podziwia widoki, a na postoju jest zorganizowane ognisko i kiełbaski i czas na spacer .Mój starszy syn był bardzo happy czeka na kolejny raz. Jest super, choć warunkiem dobrej zabawy jest pogoda. Co wy na to?

WIOSNA

Moją ulubioną porą roku jest wiosna, gdyż wtedy wszystko rodzi się do życia.
Meine Lieblingsjahreszeit ist der Frühling, weil dann erwacht alles zum Leben.

Bardzo lubię spacery, a wiosną są one wyjątkowo pięknie.
Ich liebe/mag es spazieren zu gehen und im Frühling sind die Spaziergänge besonders schön.

Widoki są malownicze i jest bardzo ciepło.
Die Landschaft ist beeindruckend und malerisch und es ist sehr warm.

LATO
Moją ulubioną porą roku jest lato.
Meine Lieblingsjahreszeit ist der Sommer.

Latem jest ciepło i nie mam szkoły.
Im Sommer ist es warm, ich habe keine Schule.

Lubie wstawać jak jest słońce za oknem,bo odrazu mam lepsze humor.
Ich mag es aufzustehen, wenn schon die Sonne scheint, dadurch habe ich sofort eine tolle Laune.

Jak jest lato można sie opalać na plaży i kąpać,bo wtedy jest niebo bezchmurne i świeci słońce.
Wenn es Sommer ist, da kan man sich sonnen und schwimmen gehen, die Sonne scheint, der Himmel ist wolkenlos.

Moją ulubioną porą roku jest lato, ponieważ można chodzić w krótkich rękawkach, jeść ulubione lody, opalać się na plaży i leniuchować do woli, bo latem są wakacje.
Meine Lieblingsjahreszeit ist der Sommer, man kann T-Shirts tragen, Eis essen, sich am Strand sonnen, faulenzen, im Sommer haben wir die Sommerferien.

W wakacje można robić to, co w ciągu roku szkolnego jest trudne np. chodzić wieczorami na plażę, wyjeżdżać na morze, wyjeżdżać do babci.
Während der Sommerferien kann man das machen, was während des Schuljahres verboten ist, man kann abends zum Strand gehen, ans Meer oder zur Grossmutter fahren.

JESIEŃ
Jesień, złota jesień , różnokolorowe liście spadają z drzew.
Der Herbst, der goldene Herbst, die bunten Blätter fallen von den Bäumen.

Przyroda szykuje się do snu i zaczynają się pierwsze przymrozki.
Die Natur bereitet sich zum Winterschlaf vor, es kommen die ersten Frosttage auf uns zu.

Zwierzęta odlatują lub zasypiają, kwiaty więdną lecz tylko do wiosny .
Die Tiere fliegen in die wärmen Länder oder schlafen ein, die Blumen verwelken, aber nur bis zum Frühling.

ZIMA
W zimie nawet kiedy świeci słonce jest zimno, wszędzie leży śnieg, ludzie spacerują po parku.
Im Winter, auch wenn die Sonne scheint ist es kalt, der Schnee liegt überall die Menschen spazieren in Parks.

W taka pogodę dobrze jest wybrać się na deskę.
Bei so einem Wetter ist es gut Snowboard zu fahren.

osobiscie nie cierpie zimy. oby do wiosny.

Ja również,ale widoki masz piękne

Wczoraj w nasze malownicze gory przyjechala na goscinne wystepy druzyna z Norski.
Wraz z nia przyjechala kupa kibicow - bylo ich wiecej niz naszych, co sie az tak czesto nie zdarza.

Pogoda byla piekna, jako ze wlasnie srodek wiosny, polany (i boisko) zazielenione, piekne blekitne niebo ze slicznymi obloczkami... No sielanka, w takie dni nawet najbardziej zatwardziali podziemni wojownicy wychodza na chwile z kopaln powygrzewac sie na sloncu.

Trzeba bylo zobaczyc jak te widoki wplynely na Norsemanow. U nich zimno, trawe dla swoich koz w workach z poludnia sprowadzaja, niebo szare, mokre i ponure, chyba ze akurat nie leje, to wtedy tylko szare i ponure.

Mecz zaczal sie od wykopana pilki w strone Norsemanow, po czym T'A'T bez zapalu (i efektow) weszli w zwarcie z krasnalami
Nastepnie krasnale ochoczo przystapily do odbijana pilki.

Wtedy sie zaczelo - dwaj Norsemani (tlumaczac sie potem ze niby ich popchnelismy) zamiast grac rzucili sie na ziemie i zaczeli zrec trawe. Zachlanni byli jak wyglodzone po zimie muflony, ich brzuchy spuchly jak beczki sledzi na sloncu i reszte meczu spedzili w lazarecie gapiac sie bezmyslnie w niebo. Czy moze w latrynie gapiac sie w... nie wazne.
Reszta dokonan Norsemanow wygladala juz tak samo:
- oo, trawa, mniaaam!
- oo, niebo, patrz, dwa baranki!
- oo, kupa elfa co sie w poprzednim meczu rozpekl, mniaaam!
- oo, guza mam, co ja tu robie, przed chwila bylem na boisku?
- oo, aptekarz, growl!
- nie wstane, tak bede lezal, growl!

Jednym slowem, jak sie nie wylegiwali na boisku to w lazarecie albo w sekcji dla tych z pomrocznoscia jasna. O ile mnie pamiec nie myli to w pewnym momencie siedzialo ich tam 10.

Podsumowanie meczu:
- Norska mocno bije. Na osatnia ture nie wyszlismy w komplecie, Troll Slayer i runner siedzieli na knockoucie i nie chcieli wyjsc. Nie szkodzi, i tak ustawilismy sie linia przy touchdownie zeby im nie bylo przykro.
- Nie widze oficjalnego protokolu, ale niestety nie udalo sie wyrownac naszego rekordu CAS (9:0 w meczu z Kamigawa Champions z zeszlego sezonu) - tym razem tylko 8:0. Ale sie staralismy.
- W przylozeniach 3:0. To byl bardzo jednostronny mecz, mialem nawet czas nabijac punkciory rzucajac od runnera do runnera.

Nie lubie wiosny bo ludziom zaczyna coś odbijać, wszyscy wracaja do życia i zaczynaja szukać swoich drugich połówek, zaczynaja się widoki zakochanych siedzących i całujących się na ławkach... ble

11.
Ostatecznie przynajmniej sprawa ataków bombowych została wyjaśniona i nawet zachowano pewną spójność (przy okazji, w tłumie nagusów pojawił się na moment NEET sprzed paru odcinków - ubrany - przynajmniej nie udali, że go nie ma :P). Okazuje się, że Akira wymazał sobie pamięć, żeby zachować kondycję psychiczną - całkiem mądrze - i umieścił NEETów w rezerwie, by mu pomogli powstrzymać ataki zaplanowane na później (wyszło just according to keikaku, ale ciekawe, co by było, gdyby nie odzyskał do tej pory wiadomości i nie wiedział, co się dzieje :P).

Sceny z armią golasów w centrum handlowym były obiektywnie epickie. Drużyna Hirasawy, która dotąd raczej bezsensownie pętała się po planie, wreszcie się przydała w wygenerowniu pierwszorzędnej komedii ♥
'Nie bój się, ich interesuje tylko 2D' - rozpadłam się XD
Scena, w której Micchon wyrwała Oosugiemu laptop i nawrzeszczała na niego, żeby nie dotykał klejnotami komputera, też była mocna :P

Oops, wygląda na to, że 10 został wy....ekhm przez wszystkich.

Itazu rujnuje klimatyczną scenę swojej śmierci, okazując się nie wiadomo po co być żywy, ta maszyna do społecznych prognóz naprawdę jest do luftu.

Kuroha my love ♥

No i na koniec oczywiście cliffhanger (hello, Akira, jak wydasz cały majątek, przyjdzie po Ciebie supporter), przypominający, jak daleko jeszcze do listopada. :P
Ale ponad wszystkim, atmosfera w tym epie, zwłaszcza w scenie bombardowania, była naprawdę niesamowita, muzyka i widoki - rakiet lecących nad górami i miastem, zniszczonej karuzeli - budowały klimat, który sprawiał, że można było łatwo odpłynąć przed ekranem i pozostawiły na mnie wrażenie, przez które nie mogę objechać tego anime w całości, choć trochę ogólnie do zarzucenia mu mam. Może wrócę do tematu później :P
W każdym razie zdecydowanie była to najlepsza seria wiosny (przynajmniej z tych, z którymi się zapoznałam) i na pewno ciężko się z nią rozstawać.

PS. Gratulacje, przez całą emisję wytrwaliśmy jako jedyny żywy temat z 'nowości' bez screenów :P

Otwieramy zapisy na zimowy, podstawowy, kurs nurkowania P-1.
Szkolenie rozpoczynamy w pierwszych dniach marca i trwać będzie do wiosny.
Kurs zimowy ma poszerzony cykl basenowych zajęć praktycznych.
Zakończenie zimowego kursu planowane jest na pierwsze dni maja. W zależności od wymagań grupy, kurs może być zakończony na naszych wodach otwartych, lub na cieplejszych akwenach zagranicznych.

Wszystkich chętnych proszę o zgłoszenia telefoniczne
instr. płetwonurkowania
Ryszard Szwajcer tel. +48 606982470
Na gadu-gadu nr 3600509
Na Skypie delfin0509
lub mailem: beskid_divers@op.pl

Gdy jeszcze nie jesteś płetwonurkiem, pomyśl już teraz o przyszłych wakacjach i o tym, co chcesz tak naprawdę robić na urlopie.
Może właśnie nurkowanie jest najlepszą alternatywą czynnego wypoczynku nad wodą?
Proponujemy zatem ZIMOWY KURS NURKOWANIA.
Kurs kończy się wiosną, więc po kursie stajemy się pełnoprawnymi płetwonurkami z międzynarodowymi uprawnieniami i możemy wyjeżdżać od razu na wakacje.

Dlaczego warto zrobić kurs nurkowania u nas w kraju?
Robiąc kurs nurkowania u nas, wyjeżdżamy na wakacje już z uprawnieniami i jesteśmy traktowani, jak pełnoprawni nurkowie. Zwiedzamy najciekawsze miejsca nurkowe okolicy, podziwiając podwodne widoki.
Jeżeli jedziemy na wakacje z myślą o zrobieniu kursu dopiero na miejscu, możemy praktycznie zapomnieć o prawdziwym nurkowaniu, zwiedzaniu i podziwianiu widoków, ponieważ cały czas poświęcamy na szkolenie i wykonywanie podstawowych ćwiczeń, niezbędnych na każdym kursie. Dodatkowym elementem przetargowym, który przemawia za szkoleniem w kraju jest fakt, że za kursy poza granicami kraju, płacimy oczywiście w znacznie cięższej gatunkowo walucie, a jakość "wczasowego" szkolenia, często znacznie odbiega od standardów.

Warunki, w jakich robi się kursy w kraju i za granicą, są tak różne, że wracając do kraju z kursem „egipskim” czy „chorwackim” niewiele osób potrafi odnaleźć się w realiach polskich jezior.
Przechodząc kurs w naszych, trudnych wodach, jesteśmy przygotowani na wszystko, więc nurkując w krystalicznie czystych wodach ciepłych mórz i oceanów, Potrafimy swobodnie bawić się cudowną przejrzystością i pięknymi, podwodnymi widokami.

Działka ogrodzona, domek stoi , piękne widoki, teraz tylko czekać do wiosny.
Każda nowa budowla oko cieszy,miłego wykańczania.
Pozdrawiamy

cześć
aaa, jakie widoki
czemu mnie tam, kurna, nie ma?

tymczasem wyjazd do Londynu przeleciał mi koło nosa, a wkoło kupę bezsensownych rzeczy, którymi się muszę zajmować

byle do wiosny

Oj, tym razem pomylił się Gajowy, oj pomylił. Właśnie jestem wielkim miłośnikiem przyrody, lasów. W lesie spędzilem chyba jedną czwartą swego żywota. A do lasu chadzam nie tylko na grzyby.Łażę po nim jak zwierz jakowyś, nasłuchuję śpiewu ptaków, m.in. SŁOWICZYCH treli, niemal tak, jak kochał śpiew tego ptaszka Władysław Jagiełło i to przypłacił swym życiem. Już jako stary,po osiemdziesiątce, tak się zasłuchał długo w noc w trele słowika w parku w Medyce k. Przemysla w 1434r.,że przeziębił się i zmarł w kilka dni później na zapalenie płuc w pobliskim Gródku, później Jagiellońskim nazwanym.
Do lasu chodzę sam, z żoną, z kolegami, kiedyś nie tylko z kolegami.W Krakowie mamy wiele parków, skwerków /sam mieszkam na styku z parkiem/, ale mamy też Lasek Wolski / z ZOO/, o powierzchni 412 ha! Kocham nie tylko lasy, ale i bujne łąki, i góry / kiedyś zdobyłem nawet Złotą Oznakę GOT, przemierzyłem wszystkie nasze góry pieszo, niektóre wielokrotnie, znam wszystkie Beskidy, przeczesałem Bieszczady,znam Alpy, Pireneje, Bałkany, byłem w Himalajach.Kiedy zimową porą aura nie sprzyja leśnym wędrówkom, otwieram albumy fotograficzne pokazujące piękno polskiej przyrody. Pozakładalem sobie albumy fotograficzne, z moimi zdjęciami, ilustrujące przepiękne widoki polskiej złotej jesieni, wiosny i nie tylko, z podpisami.
Wczoraj wybierałem się z żoną odwiedzić kolejny raz przepiękne jurajskie podkrakowskie dolinki, ale zła pogoda pokrzyżowała nam plany. Jutro też nie ma być pogody, więc ruszamy na piękny nasz rynek krakowski, by nie siedzieć w domu.
Może te powyższe opisy moich wędrówek wyglądają na przechwałki, ale skoro zostałem sprowokowany,chciałem napomknąć,że nie jestem szczurem domowym i wiecznie ciągnie mnie na łono przyrody...

Tutaj zgłaszamy chęć udziału w konkursie. Kiedy tylko administracja/moderatorstwo/forumowicze zdecydują się ogłosić konkurs literacki/plastyczny/icojeszczeduszazapragnie, tutaj pojawi się ogłoszenie wraz z kryteriami dotyczącymi tegoż konkursu. Pod takim właśnie ogłoszeniem czekamy na Wasze zgłoszenia.

W tym temacie obowiązuje całkowity zakaz offtopowania.

Aktualnie:
Organizują się dwa konkursy- Libby i Kidyppe. Zapraszamy do zgłaszania się, nieupoważnieni są jedynie zawieszeni.

1. Temat: Podróżni.
Na podstawie: "Podróżnych" Adama Mickiewicza.

Błądzącym wśród ciasnego dni naszych przestworza
Życie jest wąską ścieżką łączącą dwa morza -
Wszyscy z przepaści mglistej w przepaść lecim mroczną.

Jedni najprościej dążą i najrychlej spoczną,
Drugich ciągną na stronę łudzące widoki:
Plony, ogrójce wdzięków lub sławy opoki.
Szczęśliwi, jeśli goniąc mary wyobraźni,
Przed końcem drogi znajdą Świątynię przyjaźni!

Długość: 3 strony Worda. Około trzech.
Nastrój: Dowolny.
Forma: Dowolna.
Termin: 5 maja (dużo czasu).
Organizator: Jadzia.

2. 'DG-miłość niebanalna'
czas trwania - do końca maja, żeby nie było, że brakuje czasu
długość - min. 3 A4 max. 8 A4 tnr 12
wymaga się - paringu Draco/Ginny, pocałunku, wiosny oraz co najmniej jednego z elementów zawartych w dodatkowo
dodatkowo - sala od eliksirów ; letnia, zielona sukienka w białe groszki ; czerwony imbryczek ; bal ; bukiet ze srebrnych i czarnych róż ; Prorok Codzienny ; śniadanie ; praca ; pojedynek na miotłach ; dziecko ; potajemna schadzka ; słuchanie mugolskich piosenek ; noc.
nastrój - dowolny
narracja - dowolna
prace wysyłać przez PW

Uwaga! W razie potrzeby można pominąć tom/kilka tomów sagi pani Rowling, ale a - należy o tym napisać na początku tekstu!!!! [na zasadzie: tekst nie bierze pod uwagę wydarzeń z części 6], b - nie można np. pominąć tomu 4, ale 5 i 6 uwzględnić! Jak już tniecie, to tnijcie konsekwentnie! Nie chcecie tomu 3? Macie do dyspozycji jedynie wydarzenia z dwóch pierwszych części - resztę musicie wymyślić sami.

Trwa jednocześnie Wielki Gwendowski Konkurs Trójmagiczny. Jak wszyscy mamy nadzieję, wyniki z drugiego etapu powinny pojawić się już niedługo.

Lem&Ross

Wiosna ma isc, a ty tu takie pesymistyczne widoki prezentujesz.


Wszystko w porządku: jeden wypatruje wiosny, drugi patrzy na plecy odchodzącej zimy. Fajne.

4 x 1.0 calcium Pliva + 4 x 1,0 g Vit C (5 tabl na dawke) wystarczy, bys byl jutro na nogach... wspaniale widoki Rafale... Nie szczuj błagam... ... niewiele mi trzeba, bym wiosny chciał bardziej niż inni... czekam czasu, gdy bedę mógł ruszyć w te rejony, napawać się ich widokiem....

Ufff udało się ... 2 dni bez słodyczy za mną ... Ufff bo wczoraj wróciłam bardzo późno do domu oczywiście głodna jak wilk ... Zjadłam kilka pieczarek, papryczkę marynowaną i kawałek kabanosa ... ale przede mną leżała jeszcze ogromna Milka z orzechami ... Matko jaką miałam na nią ochotę ... Ale rozsądek podpowiedział żebym jej nie jadła ... Było przecież tak późno ...

Musiałam wieczorem zostać dłużej u mamy i przyglądać się jak rehabilitantka bandażuje jej specjalnie rękę ... No cóż po jednym razie niewiele się nauczyłam ale mam nadzieję, że za drugim razem będzie mi łatwiej pojąć to wszystko ... jeden bandaż w prawo, drugi w lewo ... W sumie tych bandaży chyba z 5 warstw ... Masakra ...

Byłam wykończona i nie poćwiczyłam ... Ostatnio zastanawiam się nad moimi ćwiczeniami ... Jak wpadnę w dobry rytm to ćwiczę codziennie ale potem czuję jednak zmęczenie ... Nie da się być na pełnych obrotach cały czas... Wracam do domku najwczęsniej o 18 ... Podkreślam najwcześniej ... I wtedy wypadałoby już zacząć ćwiczyć ... A kiedy porobienie czegoś w domu i odpoczynek ??? Bardzo często przecież zostaję dłużej w pracy więc kurcze nie da się chyba przy takim trybie ćwiczyć codziennie ... Po prostu się nie da Dziś idę na aerobik ...Zobaczymy jak noga się zachowa

Staram się codziennie pamiętać o dużej ilości płynów ... Wczoraj było napewno 3 L
Dziś już mam 2 kawy na koncie... Kupiłam 1L colę light i wodę Sprint 0,75L czyli jak to wypiję to będzie już 2,25 L za mną Do tego dodam jeszcze kilka herbatek i będzie 3L

Emilko jest lepiej ... Wiesz właśnie myślę nad moim ćwiczeniami i dochodzę do wniosku, że przy mojej pracy i trybie życia jaki mam nie ma szans żebym ćwiczyła codzinnie systyematycznie ... Muszę wybrać jakieś dni bo inaczej będę się zadręczaj, że znów dziś nie poćwiczyłam ... A to bez sensu ...

Kasieńko no ładny mi pierwszy dzień wiosny ... Śnieg powrócił Kto to widział

Lunko u mnie widoki bardzo podobne ... Pierwszy dzień wiosny a ona sobie poszła ... Też licze na sobotnie spotkanie z Toba Buźka.

Martusia za co dziękujesz???Przeciez nie ma za co A moja waga nadal nie jest tą z wykresu więc nie cieszę się Buźka.

Andzia zaglądnę do Ciebie ... Nie ma już tamtych dziewczyn ale są inne też fajne babeczki

Anusia przykro mi z powodu twojej pracy ... Mam nadzieję, że jakoś się ułoży ... A rowerek mój się troszkę zakurzył... Muszę go rozruszać

Witam kochani
W Raciborzu też odwilż,jest szaro i brzydko,mężus pojechał do pracy i znowu zostałam sama.
Chciałam sie zarejestrowac do kardiologa i co usłyszałam?niestety juz nie rejestrujemy ,limit sie wyczerpał i musze sobie radzić w inny sposób,i niewiem co mam zrobic ,przecież ja niewiedziałam że będę miała zawał i teraz jest potrzebny lekarz.
Do reumatologa na 20.04 -ale badania muszę zrobic prywatnie ,bo pan doktor jak niechce to nie musia dac skierowania,pielęgniarka naszkrobała jakie badania sa potrzebne i tyle na dzisiaj.
Moj lekarz rodzinny stwierdziła dzisiaj że ona przewidywała że coś się wydarzy ,bo mój cholesterol był wysoki już 2 lata temu a żyły były w fatalnym stanie-szkoda że ja tego nie wiedziałam ,może jakoś zapobiegłabym temu.
KINGUŚ-nowe zdjęcie,jakoś nie mogę sie przyzwyczaić
nie szalej z małym za bardzo,jak tam twoje bioderka zdrówka życzę
KICIA73-mnie też miło Ciebie poznać,widzę że masz problemy ze spaniem,miałam taki problem ,juz mineło
PAPROSHKA-super że Maksio zdrowy i oby tak zostało,tobie też zdróweczka duzio-nio
BEATA B-aby wizyty perzbiegły pomyślnie
LIDIA-proszę nie poddawaj się,wiem jak to być w rozsypce,musisz sie jakoś pozbierać,może ja przyjde do ciebie i przegonię tewszystkie złe sprawy
AGATKA03-no to nieźle,w zimiwe naprawiaja dach,tylko u nas sa tacy idioci,w mojej klatce też ciągle biegają po dachu i jest co raz gorzej-zrób małą wojne,jak potrzebujesz wojska to jestem chętna
MARIOLA -jestem i wracam do formy,jak twój kręgosłup
KASIAKUC-jak głowa -przestała boleć?zdrówka
MARGARET-napewno masz super widoki,mieszkająć w takiej okolicy,pozazdrośćić
DIDULKA-może i ja się wybiorę do tego maca,odpoczywaj ile się da
ABISYNKA-w domu masz wiosnę -życzę wiosny w serduszku,wracaj do formy
KARI -życze aby znalazł się facet rehabilitant
DORCIA -dużo pozytywnej energi,widzę że tez problem z kardiologiem
BASIULA-udanego balu,miłej zabawy
MONIKA-wracaj szybko do zdrówka,
Napewno pominełam jeszcze sporo osób--JAGULA,ŁUKASZ ,VEG.....wszystkim życzę miłego i spokojnego wieczorku,a jutro poranka bez bólu i problemow

Hejka, wczoraj wrocilismy z doliny Zillertal. Smutne bo jesli o mnie chodzi zostalabym tam do wiosny. Polecamy to miejsce wszystkim, ktorzy jeszcze w nim nie zawitali!! Rewelacyjne stoki na wysokosci 2000-2500 m npm, na wyzszy o 1000 metrow lodowiec HinterTux niestety nie zdazylismy juz dotrzec. Na stokach doliny jest ponad 500 km tras, setki kolejek, gondoli, wyciagow krzeselkowych...>, dzieki Zillertal Super Ski Pass wyjezdzilismy sie na Arenie, Hochzillertal i Hochfugen, Penken, reszte stokow i tras oraz lodowiec objezdzimy za rok bo zapewne tam wrocimy. Rewelacyjne alpejskie widoki, wspaniale przygotowane trasy, extra knajpy, snowboardowe parki, no... istne biale szalenstwo, do tego pare w pelni slonecznych dni, wiecie, granatowe niebo, sniezek oslepiajacy i gorace slonce.
Z Warszawy do Tyrolu, gdzie lezy dolina Zillertal, to droga okolo 1200 km. Mozna machnac za jednym razem, o ile jest zmiennik, to cos okolo 14-15 godzin w podrozy, albo przespac sie gdzies po drodze. My zatrzymnalismy sie tuz przed granica czesko-austriacka, w milutkim hoteliku i nie takim znow drogim, na uboczu. Juz na miejscu Agnieszka z Dominikiem zarezerwowali nam apartament w Uderns, skad mielismy blisko do kazdej z gor, na ktore byl nasz Super ski pass. Dojezdzalismy autkiem, bez problemu parkujac za darmo na parkingach pod gondolami, tuz przy stacjach. Kto nie chce autem, moze przejechac ski bussami tez za darmo, podobno jest tez skikolejka, oczywiscie free. Organizacja godna pozazdroszczenia, wysoka kultura i poziom. Bylam juz parokrotnie we wloskich Alpach, ale Austria to Austria. Nasz apartament z widokiem na wysokie gory i wyciagi gdzies hen hen wysoko, to mile mieszkanko z wszelkimi wygodami, przestronna kuchnia i nawet piwnica rekreacyjna. Wlascicilka Alexandra przywitala nas sznapsikiem i od pierwszej chwili bylismy zachwyceni. Coz... pobyt w skali 1-10 oceniamy na 10 z plusem!!! Dziekujemy Agnieszce i Dominikowi za opieke i pomysl wlasnie tej doliny, my za to polecamy Zillertal w Tyrolu kazdemu, kto jeszcze tam nie byl. Nie pozaluje, to pewne, pozdrawiamy, czesc.

JEzeli ktos mieszka w Exmoor to juz wam zazdroszcze bylem tam kilka razy, super widoki, gorki, morze, wrzosowiska. Ulubione Lynmouth i sciezka nad morzem. Juz sie doczekac nie moge wiosny aby tam pojechac.

Jak już wspomniałem pobudka była o godz.5 ale to dobrze bo i tak więcej bym nie spał z dwóch powodów: po pierwsze poszłem dosyć wcześnie spać a po drugie było troszke chłodno no i twardo(karimata to nie materac niestety). Pogoda była wyśmienita bezchmurne niebo i lekki mrozik tak około -8 stopni Na graniach Baszt i Szatanie świeciło ładnie słoneczko i nastrajało optymistycznie. Po zagotowaniu wody i śniadanku przygotowania do wyjścia(zakładanie raków,uprzęży,kasków i podział na dwie ekipy po cztery osoby w zespole). Wszystkie zbędne rzeczy zostawiamy w namiotach(można byłoby spowrotem schodzik Doliną Złomisk ale doszliśmy do wniosku że lepiej iść bez bagażów). Na szlak wychodzimy o 6.45 powiązani oczywiście linami do asekuracji. Na Wage wchodzimy szybko i bez bólu(śnieg był zmrożony i wychodziło sie super) dalej droga biegnie trawersem w poprzek ścian Ciężkiego Szczytu a następnie ostro do góry do Przełączki pod Kogutkiem(nachylenie zbocza około 55-60 stopni i pierwsze wrażenie jest troche zniechęcajace ale póżniej człowiek się oswaja). Po drodze Bogdan zakłada kilka punków asekuracyjnych. Po przejściu przełączki pod Kogutkiem ukazuje się piekny widok na Dolinke Smoczą i Doline Złomisk(niewidoczne dla chodzących znakowanymi szlakami no chyba że wejdzie się pod Osterwe ale to już jest troche daleko). Dalej trawersem przechodzimy pod żleb spadający z Wysokiej i jest to drugie niebezpieczne miejsce. Żlebem tym wychodzimy wybijajac stopnie prawie pod samą grań i odbijamy w lewo gdzie Bogdan zakłada znowu 2 punkty asekuracyjne. Z stąd na szczyt jest już rzut beretem. Na samym szczycie jest krzyż i miejsca też jest dużo no i te widoki. Niebo bez jednej chmurki i widok z góry na bliziutkie Rysy które sa pod nami(naprawde ciekawy widok i cała droga od strony słowackiej jak na dłoni). Po około 30 min. droga powrotna bez niespodzianek. Po dojściu na Wage poćwiczyliśmy jeszcze posługiwanie się czekanem po upadku i uślizgu w dół. Potem pakowanie sprzętu i namiotów i zejście w dół. Pogoda około 13 popsuła sie i zaczął nawet padać deszcz. Po dojściu do Popradzkiego Plesa pierwsze to oczywiście piwko a potem obiad i znowu piwko W międzyczasie pogoda zrobiła się znowu ładna i było naprawde ciepło-prawdziwa ładna wiosna aż żal było wracać. Staw jest jeszcze zamarzniety ale pewne objawy wiosny już są. W domu byłem około 21.30.
Podsumowując wyjście na Wysoka w warunkach zimowych jest godne polecenia(zreszta każdy szczyt jest wart wejścia ) No ale zima się niestety w Tatrach kończy i teraz zostanie czekanie conajmniej do listopada na następne wejścia zimową porą.


Ja też już liczę dni do wiosny ale jak popatrzyłam Alya na zdjęcia z Jordani to od razu mi się cieplej i milej zrobiło

Ależ tam pięknie,widoki takie,że aż dech zapiera

Chodziłyśmy, szukałyśmy - NIC. Nawet przebiśniegi łebków jeszcze nie wystawiają.
I tylko takie widoki:


A my chcemy wiosny!!!

Tak minął następny tydzień wiosny rowerowej.
Informuję, że zieloną trasą rowerową można dojechać do Ustronia. Trzeba tylko chcieć. Niestety na forum trudno znaleźć chętnych do wspólnej jazdy. Liptonowi coś z łańcuchem nie zagrało. Pozostali są chętni do dopóki jest to w fazie wspomnień lub przypuszczeń niezależnie ile się ma
na karku
. Na moją telefoniczną propozycję zareagowali moi znajomi rowerzyści nieforumowi, ale za to praktykujący - Marsmo i Misiek.
Nie zamieszczę tu relacji, ale w skrócie mogę opowiedzieć. Trasa ciekawa, sporo pałaców potocznie zwanych zamkami, mini ZOO, teren górzysty, piękne widoki dzięki słonecznej w tym dniu pogodzie. Trasę można polecić szczególnie tym, którzy lubią się turystyką, a pokonywanie wzniesień jest ich pasją.
Oczywiście samymi znaczkami zielonego szlaku rowerowego kierować się nie da. Trzy razy zjechaliśmy ze szlaku, ale dzięki mapie i napotkanym informatorom lokalnym szybko zawracaliśmy na wyznaczoną sobie trasę.
Do tego dodam trochę faktów i statystyki.

Uczestnicy – Pstern z Żor, Marsmo z Jastrzębia i Misiek z Czerwionki. Miro z Żor odprowadził nas do Jastrzębia – Ruptawy.

Dojazd z Żor 9:10 do Ustronia15:20 – 70 km. Czas 4 godz. 20 min
Prędkość średnia 16,15 km/godz.

Z Ustronia 15:30 do Żor 17:30 – 41 km Czas 1 godz. 54 min
Prędkość średnia 21,58 km/godz.

Czas całkowity 8 godz. Prędkość średnia 17,76 km/godz. Prędkość maksymalna 54,7 km/godz.

W tę niedzielę 18.03.2007 r. wybieram się na wycieczkę do Nieborowic, gdzie CYKLOTURYSTA organizuje rajd "powitania Wiosny". Wiem, że Wandrusy zbierają się w tym celu na Rynku w Żorach o godz. 10-tej, by wspólnie pokonać trasę. Może tym razem będę miał możliwość spotkania na żywo jakiegoś żorskiego forumowicza rowerowego

Następna okazja to Topienie Marzanny na Gichcie. Szczegóły na http://wandrus.zory.pl/index.php/imprezy.

Do zobaczenia na wiosennych trasach rowerowych.

Ajj

Ile razy oglądam fotki ze środkowego, tyle razy wspomianm te widoki, wędrówki i niesamowicie spędzony czas na roztoczu.

Hasło na zbliżającą się zimę:
...byle do wiosny

Na czasie ten wątek.
Dobre rady pod tytułem, skoro źle, to do Chorwacji czy Maroko, proponuję zostawić zmięte w najbliższym koszu na śmieci. Nie nadają się do niczego, bo mieszkamy w Polsce, a dwutygodniowy wyjazd do ciepłego kraju guzik zmieni, gdy przez resztę roku będzie znane klimatyczne piekiełko.

Pogoda od co najmniej 5 lat jest KOSZMARNA. Odczuwalne jest wyraźne ochłodzenie klimatu. Widoczne wahania ciśnienia, prawie nieustająca cyrkulacja pn.-zach., letnia temp. nocna rzadko przekraczająca 10 stopni, prawie już nie występujący sprawca upałów, czyli Wyż Rosyjski (w zimie daje srogi mróz) i podobnie działający południowo-wschodni siewca gorącego i suchego powietrza.
Jest FATALNIE i nie ma co zakładać różowych bryli, by wypowiadać komunały, że pojawi się jeszcze upał. Magdalinha, są bardzo mierne widoki na taki scenariusz. Gdy tylko pojawia się gorącą masa, od razu styka się z wilgotnym i zimnym powietrzem z zachodu, by nawet nie dać jednego upalnego dnia z czystym niebem, za to sprawadzając nagłe i niebezpieczne burze, po których wystąpieniu gwałtownie rośnie ciśnienie i ściąga do nas kolejną porcję arktycznego chłodu lub zachodniego atlantyckiego syfu, przy którym człowiek zaczyna wspominać czasy, gdy zad można było posadzić na trawie w nocy i wdychać erotyczny zapach rozgrzanej, wilgotnej ziemi wraz z aromatem bzów, lipy, jaśminu i akacji. To cudo może już nie wrócić za naszego życia, ponieważ COŚ się zaczyna dziać - jak to mówicie - nie teges.

Teraz lekka dygresja:
Często chodzimy z Marishką na długie spacery. Gdy zdarzy się czysta pogoda z prawie granatowym niebem, natychmiast jak na zawołanie:

- zaczynają latać w ilościach OLBRZYMICH (kilkanaście naraz) samoloty
- latają na dużych wysokościach i przez to w ogóle ich nie słychać
- każdy z nich wypuszcza jakieś [bluzg] z dysz na końcach skrzydeł
- ten shit - jak pamiętam z czasów mego dzieciństwa- nie rozpływa się po góra kilku minutach, ale zostaje na kilka godzin, tworząc zarodki chmur, które powstają po kilku godzinach, tworząc nienaturalnie długie ich pasma. To nie są chmury, które można napotkać w podręcznikach.
- gdy jest częściowe zachmurzenie, latają tak samo intensywnie. O dziwo, szczególnie w niedziele. Z tych "spalin" tworzą coś na kształt zygzaków. Po kilku godzinach jest już po pogodzie. O czystym niebie można zapomnieć. W górze wisi jakaś zawiesina. Ludzie nie zwracają na to uwagi, bo to się dzieje po cichu.

Pytałem się przypadkowej osoby, to gość odesłał mnie do sieci i mówił to ze spuszczonym wzrokiem. Jeszcze trochę i polezę do Urzędu Miasta w tej sprawie albo zadzwonię do jakiegoś ministerstwa.
Niebawem zacznę wklejać tu zdjęcia.

No dobra, uważam, że tzw globalne ocieplenie to ściema, która została wymyślona po to, by móc wprowadzić szereg obostrzeń prawnych i przed wszystkim CARBON TAX. Jak już pisałem, nie będzie można swobodnie mieć kominka i zostaną opodatkowane jakiekolwiek próby samodzielnego dawania sobie rady z zimnem. W tym miejscu chciałbym dodać, że duże zasługi w propagowaniu tego ohydnego klimatycznego łgarstwa ma niejaki Al Gore - były post-wyborczy frustrat, który po przegranych wyborach wpadł w dołka. No, ale jak widać, swoją niszę znalazł. Dałem się swego czasu nabrać na "global warming". Jednak bardzo duża grupa naukowców uważa, że bliżej nam do lekkiej epoki lodowcowej. Ale wielu obstaje przy ociepleniu, choć jest coraz zimniej. Jedynym pozytywem tego dynamizmu klimatycznego są bezśniegowe zimy z małym mrozem.

ps: To prawda. Uwielbiam upał, skwar, żar lejący się wodospadem z nieba, a wieczorem i w nocy gorącą wilgoć pełną zapachów natury. Zimne powietrze, co wszyscy wiemy, ogranicza zapachy.

Co jeszcze? Coś się dzieje z populacją komarów (praktycznie u nas ich nie ma, dawniej zatrzęsienie). To mnie akurat nie martwi, bo gdyby ode mnie zależało, wytrułbym całe populacje kleszczy, komarów, pluskiew itp. Oczywiście muchy zostają, bo czyszczą skutecznie, choć nienawidzę tego paskudztwa.

Reasumując, pogoda jest do bani, najzimniejszy czerwiec jaki pamiętam, brak zupełnie wiosny, lato nie istnieje. Ciągle mam wrażenie, że nastąpi zmierzch lub spadnie śnieg.
To wynik zmiany, pytanie tylko, czy naturalnej.

Tomek

Wędrówki z ONR Podhale:
Z Polany Chochołowskiej na Grzesia

Szkoła, praca, szarość codziennych dni w połączeniu z wszechobecną propagandą sukcesów obecnego rządu i kabaretem związanym z nadciągającymi wyborami do eurokołchozu przyprawia o zawrót głowy. Czas więc zaczerpnąć świeżego powietrza.



Weekendowa pogoda po raz kolejny dopisuje. Po ostatnich – co prawda jak na lekarstwo – opadach deszczu, wegetacja roślinności rusza z kopyta! Może nie w piorunującym tempie, ale na Podhalu zaczyna być wyraźnie zauważalna. Drobnymi krokami wdziera się również w tatrzańskie doliny, w których jeszcze niedawno zdawało się, że będzie panować niekończąca się zima. Smak wiosny i powiew przyjemnego wiatru niosącego żółtawe drobiny pylących świerków napełnia wszystkich (wyłączając alergików) pozytywną energią.

Wyruszamy w góry. Po raz kolejny jako cel obieramy dobrze znaną Dolinę Chochołowską, w której z racji ochrony krajobrazowej i własności (większość terenu to własność Wspólnoty Leśnej 8 Wsi w Witowie) nie panuje iście policyjny rygor jak w pozostałych dolinach zarządzanych przez Tatrzański Park Narodowy. Spotykamy się w niedzielę (17 maj) o 10-tej na parkingu u wylotu doliny. Łyk czarnej kawy odsuwa w zapomnienie trudy minionego tygodnia. Ruszamy w głąb doliny mijając jakże znane i przyjazne nam twarze obsługi doliny, raz po raz pozdrawiani rzymskim salutem.
Okres pierwszych komunii świętych sprawia, że dolina jest stosunkowo pusta. Po spokojnym marszu docieramy do największego w polskich Tatrach schroniska na Polanie Chochołowskiej posiadającego ok. 130 miejsc noclegowych. Po półgodzinnym korzystaniu z promieni słonecznych uzupełniamy płyny w organizmie i ruszamy przyjemniejszą niż szlak nartostradą w kierunku Przełęczy Bobrowieckiej. Po kilku minutach na czołach pojawiają się pierwsze krople potu. Temperatura otoczenia rośnie, mimo to leśny trawers nartostrady pokonujemy z przyjemnością. Wszystko co dobre szybko się kończy, tak jest również w tym wypadku. Pod Bobrowiecką Przełęczą nartostrada łączy się ze szlakiem i dalej trzeba podążać z amatorami dżemu i pasztetu. Kilka minut i jesteśmy na przełęczy, na której zaraz po słowackiej stronie znajdowały się niegdyś kopalnie niskoprocentowej rudy żelaza, które to były czynne w czasach świetności górnictwa i hutnictwa w Tatrach – przełom XVIII i XIX wieku.

Rezygnujemy z powrotu na szlak biegnący polską stroną, idziemy pasem granicznym, który do czerwca zeszłego roku był jeszcze szlakiem turystycznym w kierunku Grzesia. W miarę pokonywania wysokości natrafiamy na coraz większe płyty zbitego śniegu zalegające w zacienionym terenie. W końcu jesteśmy na szczycie. Widoki przy tak przejrzystym powietrzu rekompensują trud naszego podejścia. Chwila przerwy. Jeszcze ostatnie spojrzenie na ogrom i majestat Tatr Zachodnich i ruszamy z powrotem. Droga powrotna wydaje się być jakby krótsza. Raz, dwa i jesteśmy w schronisku, w którym to tym razem fundujemy sobie napój chmielowy… Równie szybko mija sześciokilometrowy odcinek do Wielkich Korycisk przy których – zaopatrzeni wcześniej w kiełbasę i potrzebne dodatki – postanawiamy już tradycyjnie rozpalić ognisko. Godzinne wylegiwanie się przy ognisku na suchej leśnej ściółce rozleniwia człowieka maksymalnie. Położenie słońca wskazuje, że czas kończyć wycieczkę tym bardziej, że zostają do przejścia 2 km by znaleźć się u wylotu doliny. Godzina 19.00, jesteśmy na dole…

Czas spędzony w górach przynajmniej na chwilę odciął nas od bieganiny dnia codziennego. Oby powtarzał się częściej – być może jeszcze w maju. Tak więc do zobaczenia na szlaku, a czasami poza nim… Czołem! (gb)






Cześć Kochani….wczoraj miałam ciężki czas pod wieczór. Sama nie wiem co się ze mną dzieje, chyba zwariowałam i odbija mi już. Po jednym zdarzeniu mąż na mnie patrzał ze zdziwieniem. Do tego cały czas ryczę i mały problem urasta do rangi dużego problemu. Jakoś dziś nie mam za bardzo siły, a jeszcze parę rzeczy muszę zrobić. Mama dziś do mnie się dobijała na gg i skype i w końcu się odezwałam. Przeżywa to że się nie odzywałam dwa dni i się martwi a także że jej tak brakuje mnie i ryczy mi do komputera. Niestety nie mam siły na to aby moją mamę pocieszać…daje jej namiastkę radości, ale to widocznie za mało. Wydaje mi się, że nie daję radości nikomu, że jestem tylko kulą u nogi. Może lepiej dziś nie czytajcie tego, bo tylko i Was zdołuje.
Może jak wypije sobie kawkę z Wami i moimi 4 ścianami i pluszakami, które mam w pokoju to zrobi mi się lepiej.
Troszkę naskrobaliście od wczoraj i od razu jak wstałam z łóżka to hyc do komputera i sprawdzam co u Was i u Kasi.

Kasiu z jednej strony czytam że z teściową lepiej i kryzys minął to z drugiej strony z Rysiek jest ciężko i mama przeżywa. Co do Rysia…to sama już jesteś przygotowana na najgorsze i w sumie nie musiał by tak cierpieć i Twoja mama tak samo. Teraz to tylko chyba pozostało czekać i być koło mamy. I tak myślę Kasiu że jesteś dla niej wsparciem. Dla każdego z nas ciężka choroba i śmierć są czymś strasznym a jeszcze jak to dotyka bliską osobę to podwójnie się to przeżywa. Może mama powinna coś lekkiego na uspokojenie brać? W sumie nie ma żadnego lekarstwa na ból wewnętrzny, cierpienie, bezsilność , które są chorobami duszy. Nie wyleczy tego żadne lekarstwo, żaden lek …może zagłuszy. Myślę, że czas, bliskość najbliższych, Bóg, modlitwa…jest tym lekarstwem. Jestem z Tobą Kasiu…nagle się tyle na Ciebie złożyło

Mariola Moim zdaniem alkohol spożywany w odpowiedniej dawce nie szkodzi, ale w nadmiarze na pewno szkodzi.

Olusiam 03 dobrze, że dałaś znać co tam u Ciebie

M_Wilczek a z czego robisz szaszłyki? w piekarniku? Dobrze, że lenistwo odchodzi. Te zdjęcie kwiata przepiękne, kolory bajka. A jakiego aparatu używasz? Ja także interesuję się fotografią i jak byliśmy w PL to z mężem kręciliśmy na weselach i różnych uroczystościach i robiliśmy zdjęcia. W planach mamy zamiar zakupić lustrzankę cyfrową.
Zazdroszczę Ci trochę, że masz możliwość pójścia na terapię psychologiczna, aby poukładać sobie swoje wewnętrzne życie. Ja na razie nie mam wyboru i muszę sobie radzić bez terapii.
Gdzie tak pędzisz….kawa wystygnie.

Basiula no mogę potwierdzić, że było pysznie na grillku u Ciebie…i ten karczek, do dziś mam smaka w ustach Z tą symboliką…10 km, jestem w szoku Ja na rowerze ujadę no może z trzy kilometry, czasami 4 km a potem nie mam siły aby wrócić. Kondycję masz Basiula. Moja mama mówiła, że w pomorskim też straszna susza i u nich tak samo – ziemia popiół. W Anglii nie ma tego problemu, tutaj czasami popada, a jesienią i zimą cały czas prawie pada. Teraz w maju i okres wiosny jest zazwyczaj ładny, wiosenny i deszczu na tyle ile potrzeba. A poza tym wilgotność jest inna.

Kicia widziałam zdjęcia…są superowe i te kolory, widoki i Ty jaka szczęśliwa. A ten chlebuś ze smalcem…pychota

Teresa środa dzięki za Aniołka

Margaret to fajnie, że miło spędziłaś dzień grillowania. Ja już widzę ten Twój tarasik…ach rozmarzyłam się i arbuza siejesz, dobrze przeczytałam?

Cyrylia Czasami jesteśmy na rozdrożu…wahają się nasze losy, ale myślę, że ten u góry ma swój plan i nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny i wszystko ma swój sens.

Paproshka widać na zdjęciach że także miło spędziliście wczorajszy dzień, na łonie natury.

Kingunia wybaczamy Ci, dotleń się przed nauką. Co do pomidorów koktajlowych to też lubię je jeść, są takie słodziutkie i smakują pomidorami, a nie te wielkie pomidory jak ziemniaki.

Ok idę robić sobie kawkę, kto chętny?



Boss,

uwierz mi - to polska tradycja. Mieszkalem w roznych miastach, krajach i zawsze - podkreslam tu to zawsze, mieszkancy danego obszaru byli najbardziej wobec niego krytyczni.
Zupelnie inaczej np Litwini - oni z kolei narzekali na okolice ich miejscowosci, ale sama uznawali za 7 cud swiata ;)

Zawsze podaje przyklad z Lodzi. Kiedy przyszedlem do niej na studia - narzekano na brak remontow drog.
Kiedy po kilku latach tam wrocilem - ci sami taksowkarze narzekali na remonty.
Ten narod tak ma ;)

Ale...wracajac do Kielc i opinii.
Jestem tu stosunkowo nowy, (pol roku) wiec moze to sie komus przyda.Nie znajac Kielc znalem je tylko z opinii obiegowych - ze sa biedne, ze wieje i ze Liroy i scyzoryki.
Jeszcze cos o Babie Jadze...
(I tu zgadzam sie z Michauem - takie rzeczywiscie sa obiegowe opinie)

Kiedy je zobaczylem pierwszy raz, latem urzekly mnie...kwiaty na rondzie.
Zaraz potem mnostwo zieleni.
I to jest olbrzymi plus tego miasta.
Osoby odpowiedzialne za zielen miejska - olbrzymi, ale to olbrzymi na tle kraju i nawet (nie boje sie tego powiedziec) Europy - plus.
Fajny kompleks palacowy i park wokol.
Mnie na przyklad rozwala (ale pozytywnie) idea Muzeum Wsi Kieleckiej w centrum miasta.
No, odjazd zupelny :)

Lyzka dziegciu - czy naprawde nie mozna nic zrobic z trawnikami?
Ja nawet nie sadzilem, ze stalem sie takim esteta zagranica, ale najwiekszym dla mnie szokiem po powrocie byly wlasnie...trawniki.
Nie ulice i chodnik, ale wlasnie trawniki.
Jak to jest, ze w takich Niemczech - lezacych przeciez w podobnej strefie klimatycznej - te trawniki sa caly czas zielone i zadbane, a u nas...

Swietna ulica reprezentacyjna - Sienkiewka.
Znow...smiem stwierdzic, ze jedna z piekniejszych w Europie, ale...praktycznie kompletnie nie zagospodarowana jako przestrzen publiczna w porownaniu z jej odpowiednikami w glownych miastach Europy.
Wystarczy wyjsc na konkurentki w Paryzu, Londynie, Berlinie czy Dublinie , by zauwazyc, ze na tamtych caly czas cos sie dzieje.
I nie mowie tu o kupujacych, ale o grajkach, tancerzach, mimach.
U nas - zeby nie Cyganki i Plac Artystow - nie byloby nic wesolego, zywego, klimatycznego.
Az sie prosi o jakiegos grajka.
Az sie prosi...

Lyzka dziegciu - to, ze kiedy ide niedawno (to widac) wyremontowanym odcinkiem chodnika - zwlaszcza poza centrum, wczesniej czy pozniej napotykam na dziure lub nierownosc.
Ludzie z nadzoru!
Czy to naprawde tak trudno przejsc sie wyremontowana niedawno trasa i zabaczyc, ze ktos ja niedbale zrobil? I dosolic jakies kary?
Powiedzcie mi gdzie, to sam zaczne skladac zazalenia nawykonawcow...

Plusem sa niezle widoki ze wzgorz otaczajacych miasto.

Unikatowa w skali swiata nawet, Kadzielnia.
Ten amfiteatr jest niesamowity...

Jest dosc czysto.
(Moze nie zawsze to widzac, bo nierowne chodniki psuja czesto klimat, ale generalnie smieci jakos duzo nie widac. Pare miast mogloby nam tego pozazdrosic)

Stosunkowo nieduze korki.
(Wiem, ze wielu sie tu pewnie oburzy - ale na pewno nie ci, ktorzy mieszkali dluzej w innych miastach ;)

Fajny stadion. Choc straszy mnie ten nieosloniety beton. Zeby go chociaz jakos pomalowac, a nie tylko szarosci.

Zreszta - tu najwiekszy zarzut do miasta - ale to do wszystkich w Polsce - bloki pokomunistyczne. I ich szre, smutne elewacje.
I patrzac np. na Sloneczne Wzgorze - kolorowe, radosne, pastelowe, a niektore inne osiedla - brrrr.

I dzis, gdybym mial podsumowac - Kielce wygladaja naprawde uroczo w porach zielonych - wiosna, (choc wiosny tu jeszcze nie przezylem ;) lato, jesien - poki sa jeszcze liscie.
Bo bez maskowania zielenia, a zima sniegiem - zbyt sa podobne w wielu miejscach do takiej Nowej Huty blokowisk i szarosci wczesnego Gierka.
Ale znow - ten sam zarzut dotyczy praktycznie wszystkich polskich miast, a naszym plusem jest to, ze bijemy je latem - bo mamy wiecej tej zieleni wlasnie...

To tyle tak na goraca okiem "nowaka" skieleckiego ;)
Pozdrawiam innych w miare "nowakowatych"

Teraz się wytłumaczę:

1. październik
- najczęściej to ta prawdziwa jesień, murawy brązowe, czerwonawe, kolorowe drzewka, dużo ładnych dni, często kilka z fenomenalną widocznością się trafia, ze śniegiem też inaczej jak spadnie - jeziora zwykle bez lodu - problem - można sie umordować przecierając drogę, są miejsca gdzie już się nie da wejść

2. wrzesień
- najpewniejsza pogoda, choć często za wcześnie na jesień - zwłaszcza w I połowie m-ca, zwykle ciepło w dzień co oznacza lżejszy plecak, wszystkie drogi zwykle dostępne

3. styczeń
- jedno ważne zdanie o zimie: większość śniegu spada od drugiej połowy lutego przez marzec do kwietnia, jak chcemy mieć I-II stopień zagrożenia lawinowego to zwykle w styczniu trzeba jeździć (przy III-ce też można co nieco), pogoda mroźna, mniej opadów
3. maj
- tutaj chodzi o początek wiosny zwykle przełom kwietnia i maja - bardzo często dobra pogoda, śniegu mniej z dnia na dzień a przedewszytkim góry sie ciekawie prezentują jak śnieg się tylko wokół żlebów skupia, nawt upały miewałem

4. listopad - cisza, spokój ludzi tak mało jak w lutym czy marcu, zwykle po jakimś halnym warto zaglądnąć bo takiego koloru to nigdzie indziej nie ma, jednak często jest to taki wstęp do zimy - mało śniegu a dużo lodu i niskie chmury...
4. sierpień - tu warunki zwykle dla turystyki najlepsze, dość długi dzień, choć świtu tak wcześnie to ja nie lubię (będzie o tym w kolejnych postach), przejżystośc latem to jednak nie to, zwykle rozwój chmur od godzin południowych, zanik po 16-tej, barwa gór taka sobie - można pokombinować z fotografią czarno-białą

5. grudzień - już mniej sympatyczny miesiąc, pogoda bardzo różna, często lód, czasem odwilże, trochę za mało śniegu do "normalnych" wejść zimowych

6. czerwiec, lipiec - interesujący przyrodniczo (większość kozic i świstaków mam z tych miesięcy, te ostatnie raczej lipiec albo jeszcze później), mniej ciekawa aura na widoki, góry w tym kolorze wybitnie mi nie leżą: zielono-szaro-żółte (zeszłoroczne murawy) i śniegu szczypta do tego, długi dzień można planować każdą trasę, dobry czas na nowe szlaki, uwaga na burze i obfite opady!
6. kwiecień - dwa oblicza: alarm lawinowy albo prawie brak śniegu, raczej trudno coś planować miesiąc wcześniej, nawet jak śniegu mało to bardzo mokro i zwykle kiepska widoczność no chyba że maj się wcześniej zrobi

7. luty - tu 2 razy trafiłem na obfite opady śniegu i nic nie dało sie zrobić, chyba że w dużej grupie, widoków też raczej nie miałem - stosunkowo mało razy byłem, na pewno bywa też inaczej, zasadniczo odradzam

8. marzec - za dużo śniegu w większości przypadków, jak już przedwośnie to dużo niskich chmur, czasem krokusy się już pokazują, kilka dni deszczu ze śniegiem non-stop też możliwe - odradzam