Wyniki wyszukiwania dla zapytania: wiersze na zakończenie klas

No a nasza wychowawczyni już nie bedzie uczyć w szkole więc jej nawet nie
zobaczę. A że gimnazjum jest w tym samym budynku co nasza podstawówka to
napewno kogoś odwiedzę. Ale jutro będzie płacz. I najgorsze jest to że
przygotowują 6 klasom osobne zakończenie roku, które podobno jest bardzo
wzruszające. Ja jeszcze mówie taki wiersz...mam nadzieje że sie nie rozrycze:(.
Ale szkoda.. może nie bede tęsknić za niektórymi osobami, ale są osoby których
już pewnie nie zobacze:(O my God. Nie wiem jak sobie dam rade. Będzie bardzo
smutno bo nasi nauczyciele byli naprawde wspaniali;(. No i w pokoju stoi już
bukiet od całej klasy dla pani. I te lilie tak pachną, i cały czas przypominają
mi o tym że jutro trzeba iść i się żegnać. Z chęcią bym nie poszła ale
świadectwo i nagrode ktoś musi wziąć.:(Eh...

Moja średnia to 5.1 i marzyłabym mieć tak wysoką średnią jak ty!! Może w
gimnazjum się uda być troche zdolniejszą i ambitniejszą.

Dzisiaj dzień ojca! Pamiętajcie. Kwiatki i wogóle trzeba kupić. Ja dałam 2
dychy za wiązankę, ale warto. Dla taty wszystko poświęcę!:)


do Pani prof. Danuty Kostuch
Tyle lat mineło, od zrobienie matury w LO w Wieliczce i w żdanych moich myslach
nie przeszlo mi przez glowę, że tą drogą moge podziekować za cztery lata nauki,
za najpiekniejszy czas spędzony w tym własnie Liceum. Klasa, w której przyszlo
mi się uczyć, klasa B prof. Marii Wiśniewskiej była rocznikiem nadzwyczaj
zgranym , a grono pedagogiczne nadzwyczaj miłe. Często powracam wspomnieniami
do tych chwil, kiedy z każdego prawie wypracowania z polskiego dostawałam
sluszną ocenę niedostateczną, jakby inaczej , gdy wtenczas nie było czasu ma
czytanie lektur, ale teraz zasiadając do czytania kolejnej książki mysle sobie
w żartach - gdyby to widziała moja Pani prof. Kostuch, to by się zdziwiła - jak
to się mówi lepiej pózniej czytać niż wcale.
Dowiedziałam się, że zajmuje się Pani wierszami Franciszka Surówki
Wieliczanina, którego fragmenty twórczości są zamieszczone w tym watku i
zaczynają poznawać świat. Ogromnie jest mi miło słyszeć takie wieści. :)
Wiele dobrego , by jeszcze pisać, zakończę jednak skromie - słowami cesarza
Marka Aureliusza:
" A mieć to przekonanie, że każdy taką przedstawia wartość, jaką mają
przedmioty jego starań "

Tą drogą pozdrawiam też całe grono pedagogiczne wielickiego liceum -
sierotka z Olsztyna, jedyna w klasie grająca w tenisa ziemnego, to tak dla
ułatwienia skojarzenia z byłą uczenicą LO
jeszcze raz cieplutko pozdrawiam
i zyczę zdrowia :)

dziękuję Panu A, za pośrednictwem Jego watku pozwalam sobie przesłać to
podziękowanie, dziekuję kgeorge za podanie szkolnej strony :)

Danuta Wawilow-Strasznie wazna rzecz
swoj ierwszy egzemplarz dostalam na zakonczenie pierwszej klasy (1978). Lubilam
bardzo. Przypomnialam je sobie, kiedy siostra urodzila corke, potem ja urodzilam
corke i tak ta "strasznie wazna rzecz" z nami jest. cieple, madre wierszyki,
czasem smutne, czasem smieszne i wesole. dzieci bardzo lubia tez.

Z idea wycieczki do McDonalda akurat sie nie zgadzam... Ale spotkanie
towarzyskie na koniec roku - pod warunkiem, ze uczestniczy w nim cala klasa, a
nie tylko Ci wyrozniajacy sie - to wspanialy pomysl. Wydaje mi sie, ze w ten
sposob wszystkie dzieci swietuja swoj sukces - bez wzgledu na to, czy sukcesem
tym jest jedynie przejscie do nastepnej klasy, czy swiadectwo z czerwonym
paskiem. W szkole mojego syna na zakonczenie roku szkolnego organizowane byly
mini-imprezy towarzyskie w klasach (jakis poczestunek, gry, zabawy z
symbolicznymi nagrodami typu olowek czy gumka do mazania), bardzo je mile
wspomina. Nagrod rzeczowych zwykle nie bylo. Aha, na zakonczenie trzeciej klasy
szkoly podstawowej dostal zbior wierszy Norwida...


Wlasnie doczytalam, ze p Wiercinski nie zyje i P Grzegorczyk. Piszcie co z
innymi. A pamietacie jak Mikolajewska uczyla WOSu i geografii? A jak Kaczmarek
oceniala odpowiedz z historii po dlugosci wywodu - czyli ruszania ustami.
Dlaczego? Bo slyszala tylko niektore rzeczy. A u nas po lapach nila Styczynska -
stara jedza, bila takim wskaznikiem zakonczonym drewniana spiczasta strzalka.
Jak zostaly mi blizny i kolezance Monice - zagrozono jej (Styczynskiej)
prokuratorem i sie uspokoila a potem przeszla na emeryture. Pamietam tez P
Biernacka od geografii, ale chyba byla krotko bo mnie uczyla jeden rok, a potem
nie wiem czy odeszla czy uczyla inne klasy.
Jeszcze wczesniej - nauczanie poczatkowe wych byla P Gapinska (jej corka zostala
miss Polonia wlasnie w tym okresie i wyjechala do USA.

A w klasie p Staniszewskiej mielismy zawsze apele, zawsze takie z poezja
Galczynskiego. POtem przez wiele lat nie moglam czytac jego wierszy, nawet
Teatrzyk Zielona Ges mi nie wchodzil. Za duzo tego bylo przez 5 lat - od 4 do 8
klasy.

Jeżeli utworzysz tablice z polami ustawionymi w wiersze i kolumny(np
prostokątny kawałek wielkiej szachownicy) i kazdy wiersz przyporządkujesz
kolejnym uczniom twojej klasy, a kazdą kolumne kolejnym przedmiotom nauczania
(polski, matemastyka itd)i po zakończeniu roku szkolnego wstawisz tam oceny
końcowe, to otrzymasz przykład macierzy. o wymiarach k,n -k -liczba wierszy,
n - liczba kolumn. W taki sposób możesz napisać informacje o wybranych
produktach i ich cenach w kolejnych miesiącach. To tylko kilka uwag o budowaniu
macierzy. Działania w zbiorze macierzy(dodawanie, mnożenie) nie jest
skomplikowane pojęciowo, ale - jak pisał belial - trudne technicznie do
przekazania. Trzeba skorzystać z podręcznika.

> mając 10h polskiego w
> tygodniu

10?! To musi być klasa bardzo humanistyczna :). Ja, na tymże profilu, mam 6.
Ale mój polonista jest fatalnym nauczycielem. Dla dobra polskiej edukacji
powinno mu się odebrać prawo wykonywania zawodu.

Po świętach mamy omawiać "Inny świat". Potem jeszcze "Folwark
zwierzęcy", "Dżuma", "Tango" i kilka wierszy z podręcznika. To w temacie
literatury współczesnej. Po jej zakończeniu (czy też raczej "przemęczeniu")
wrócimy do dwudziestolecia, żeby zerknąć na Bułhakowa, Kafkę i Witkacego
(wcześniej ich ominęliśmy). Trochę to zagmatwane, wiem. Ale postanowiłam się
już niczemu nie dziwić.

Moje miasteczko nie śpi i nie spi wspaniała młodzież wraz ze swymi opiekunami-
pasjonatami.Niedawno pisałam o pieknym koncercie na zakończenie okresu
kolędowego /60 gitar naraz!/ - szkoda,że nikt na to nie zwrócił uwagi -
a już przygotowali poetycko-muzyczne Walentynki.
Aula szkoły muzycznej znowu pełniuteńka.
Zamysł przedstawienia był taki,że piosenki i wiersze przedstawiały 4 pory roku
ale i 4 rodzaje miłości. Tą głupią,świeżą wiosenną, gorącą w
lecie,dojrzałą,czasem gorzką - jesienną i tą ciepłą,spokojną, przy której się
grzejemy lub wspominamy.
Wspaniałe głosy,nienaganna dykcja /a to rzadkość teraz/,entuzjazm i autentyczna
radość z tego co robią.No i oprawa muzyczna - zróznicowany zespół - i gitary
elektryczne i flety i akordeon i wspaniałej klasy fortepian i perkusja
prawdziwa.A wiem,że ta młodzież naprawdę nie ma lekko.Nie wszyscy mieszkają w
miasteczku,niektórzy mają sporo do autobusu i potem jeszcze dojechać, a zimy u
nas srogie.
Wzruszyłam się do "spoconych oczu" w czasie wykonywania piosenki-dialogu Edyty
Geppert /rozmowa mamy i córki/ i przy dramatycznym,wspaniałym wykonaniu "Nie
dziwi nic" .Dziewczyna po prostu urosła na scenie!
A teraz grzane winko...

Ech... dziesięciolatkowi na zakończenie III klasy szkoła podarowała wierszyki o
zwierzątkach:
merlin.pl/Poznajemy-zwierzaki_Marek-Waclaw-Judycki/browse/product/1,512216.html
Dziecku oczytanemu, wysyłanemu przez ową szkołę na szkolne i międzyszkolne
konkursy wiedzy (polonistycznej, matematycznej).

Inne dzieci ponoć dostały jakieś encyklopedie dla dzieci... Może uznano, że
skoro mój jedną z takich encyklopedii dostał w nagrodę za konkrus międzyszkolny,
to druga mu zbędna? ;)

Ja tych wierszyków nie czytam nawet trzylatce, bo są okrpne wg mnie.

Jeśli książki mają być sfinansowane przez komitet rodzicielski (dla całej
klasy), to też ustalana jest dość niska składka. Co roku na f. Książki dziecięce
i młodzieżowe pojawiają się pytania, co fajnego kupić dzieciom za określoną kwotę.
Niestety, dla większości rodziców książka dla dziecka w wieku szkolnym to nie
jest ważka potrzeba i dają temu wyraz portfelem.
A w sumie, średnio się dziwię, koniec roku szkolnego to rozmaite składki na
kwiatki, zaliczki albo i pełne wpłaty na obozy i kolonie, jakaś koszula na
zakończenie roku (bo z wrześniowej dziecko wyrosło, a komunia tylko w II
klasie, potem ewentualnie jeszcze jedna wiosenna uroczystość kościelna), a
wcześniej rozmaite wycieczki, które też chłoną kasę.

I jeszcze jak popatrzę na to, co zazwyczaj dzieci dostają (jeśli nie trafi się w
komitecie rodzicielskim zorientowana matka), to sama mam ochotę zamknąć portfel.
Rok temu mój Pierworodny na koniec III klasy podstawówki dostał takie coś:
merlin.pl/Poznajemy-zwierzaki_Marek-Waclaw-Judycki/browse/product/1,512216.html
Wcisnęłam gdzieś w kącik, bo nie nadawało się nawet do czytania trzylatce (ma
lepsze wiersze na półce).

U nas jak po maśle - gimnazjaliści bez problemów, z tym, ze Panna bardzo dobrze,
a kawaler ma solidne 3+ i chwała. Drugoklasistka obsypana pochwałami, byłaby
najlepsza w klasie, ale granie na skrzypach obniża jej tę ocenę. No i zerówczak
- pożegnanie z przedszkolem - już skończył książkę z plastelinkiem, jeszcze
tylko jednego wiersza musimy się nauczyć na zakończenie (na tym zakończeniu będę
osobiście). Szczerze powiedziawszy o jego osiągnięciach mam dość mgliste pojęcie
- widzę, ze się ogromnie przez ten rok rozwinął, nauczył czytać i pisać
drukowanymi. I oświadczył dziś, ze pisanych się uczyć nie zamierza :)

ciupazka napisała:

> ...i Święto ul. Kościeliskiej! Zapraszamy!
>
> www.watra.pl/rozne/zakopane/koscieliskaa.html

X Międzygminny Konkurs Recytatorski im. Stanisława Nędzy-Kubińca,

Zapraszamy młodzież do wzięcia udziału !Konkurs odbędzie się 19 października.
Komisja przesłuchania rozpocznie o godz. 9.30. Zgloszenia do 13 października.

Stanisław Nędza-Kubiniec zaliczany jest do największych poetów chłopskich.
Edukację zakończył na 4 klasie szkoły podstawowej. Jego pierwsze utwory,
głównie wiersze okolicznościowe, zamieszczano w prasie ludowej. W 1936 roku
Związek Podhalan wydał jego zbiór wierszy "Na nową perć". W roku następnym
wiersze Nędzy-Kubińca weszły w skład antologii pt. "Poezje młodego Podhala",
wydanej przez Koło Studentów UJ w Krakowie. Po wojnie opublikował następujące
prace: "Janosik", "Poemat o zbójniku, który chciał porównać świat"
(1946), "Wiersze wybrane" (1950), "Na Czorsztyńskim zamku" (1954), "Sabałowe
czasy" (1959) "Posiady na Groniku" (1962), "Mity Halne" (1968), "Wiersze i
poematy" (1973), "Uroczysko" (1977). W 1997 roku, w setną rocznicę urodzin
poety, został wydany przez Oficynę Podhalańską pośmiertny tom wierszy.

Z a p r a s z a m y !!!

X Międzygminny Konkurs Recytatorski im. St. Nędzy-Kubińca, organizowany przez
Gminny Ośrodek Kultury Regionalnej w Kościelisku to kolejne święto poezji
góralskiej.

wiersz na zakończenie roku szkolnego
Poszukuję strony internetowej która będzie zawierała wiersze, podziękowania
dla nauczycielki na zakończenie roku. Może ktoś ma jakiś wiersz na
pożegnanie wychowawczyni, niezbyt długi aby mogły nauczyć się go dzieci z
III klasy podstawówki.Z góry dziękuję

Zastanawiałam się nad korzyściami, jakie dziecko wyciąga z lektury książek,
również tych trochę trudniejszych, teoretycznie ponad jego wiek. Antek (obecnie
10 lat) zawsze zafascynowany był książkami trudniejszymi. Nie bawiły go
wierszyki, krótkie opowiadania w stylu duże litery - mało treści. W wieku
czterech lat strawił "Króla Maciusia" Korczaka, chociaż ja byłam za tym, żeby
zakończyć tę mękę wcześniej (jak się okazało męczyłam się tylko ja ;-)). Teraz
jest w klasie trzeciej i bez problemu potrafi napisać wypracowanie na zadany
temat w formie wielowątkowego opowiadania, operując przy tym niezwykle bogatym
słownictwem. Sama byłam zaskoczona, kiedy nauczycielka dała mi do przeczytania
jego pracę. I tak sobie myślę, że te korzyści z czytania często ujawniają się
dużo, dużo później, niekoniecznie tu i teraz. To sobie gdzieś tam kiełkuje,
rośnie i czeka na odpowiedni moment. Kiedy miał te cztery lata, nie zawsze
umiał dokładnie opowiedzieć treść czytanej książki. Mylił bohaterów. Ale
upierał się, żeby tę właśnie książkę czytać. I czytaliśmy. I widocznie tego mu
trzeba było :-)
P.S. Dziś czyta tylko komiksy :-( Zastanawiam się, jakie z tego będą korzyści ;-
)

Ja też uwielbiam Poego!! Właściwie wszystkie jego opowiadania są bardzo
mroczne, takie osobliwie 'złe' i doskonale trzymają klimat - w odróżnieniu od
twórczości dzisiejszych 'mistrzów' horroru. Moim ulubionym jest 'Eleonora' -
tak pięknie się zaczyna i jako jedno z nielicznych nie kończy się źle, ale
nawet to dobre zakończenie sprawia, że ciarki przechodzą :))
A wiersze to już zupełnie klasa mistrzowska - przede wszystkim "Annabel
Lee", "For Annie" i kultowy "Raven" - jak ktoś kiedyś napisał, najważniejszy
wiersz półkuli zachodniej.

'Quoth the Raven - nevermore...'

A u nas od szkoły dla szóstoklasistów , wychowawcy razem z nauczycielami uczącymi przygotowuja specjalne pamiatkowe albumy dla każdego, z różnymi zdjęciami, wydarzeniami powaznymi i nie tylko z całego okresu nauki w szkole
A wychowawczyni dostaje tez cos pamiątkowego od klasy, i klasy przygotowuja na zakończenie roku jakies niespodzianki dla całej szkoły typu przedstawienie , wiersze własne i inne tego typu pomysły

To jest ostatnia twoja zaczepka, na którą odpowiadam - szkoda palców na pisanie.
Należysz do grupy ludzi dla których rozmowa znaczy uchylenie rąbka własnej
mądrości tej gromadzie głupców dookoła. A powiem ci i myślę, że autorce tego
wątku też się to przyda, że rozmawianie z ludźmi ma tylko wtedy sens, kiedy jest
to proces nakierowany na wzajemne poznanie, że tak powiem stanu umysłu, uczuć,
pragnień rozmówcy i dążenie do ich zrozumienia. Inaczej to tylko wymiana zdań. A
już rozmowa z nastawieniem udowodnię ci, że jesteś w błędzie prowadzi donikąd,
zwłaszcza w związku. Jeśli rozmowa nie ma na celu "pokaże ci w taki sposób żebyś
to zrozumiał jak mnie boli twoje postępowanie" to gwarantuję, że zakończy się
pyskówką. To tyle w kwestii rozmowy i umiejętności czytania, pisania i
rozumienia treści między wierszami.
A odnosząc się do tego co napisałeś wyżej nazywając mnie prostakiem, wiedz, że
ludzie z klasą nie muszą innych nazywać prostakami, żeby poczuć się lepiej. Tak
czynią tylko więksi prostaczkowie wyzywając mniejszych. Prostota postaw
życiowych i prostactwo to nie są synonimy.
A jak lubisz sygnaturki to ja też mam.

O lekturach i nie tylko
Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

> cytat dla Felicii - której uczucia "Żcie towarzyskie i uczuciowe" Tyrmanda
nie
> przypadły do gustu. Akurat z tej samej strony Herlinga, dlatego szkoda, by
się
> taki piękny intelektualny cytat zmarnował.

(...)
Przytoczoną przez ciebie opowieść przeczytałam z zainteresowaniem. A swoją
drogą to z tego A. Tołstoja to była szuja pierwszej klasy. To straszne czasy.
Czy ludzie w tak strasznych czasach nie mogą być inni? Tak mi ż a l ich
wszystkich: i tych heroicznych, i tych szujowatych, zeszmaconych; plujących i
opluwanych. To relatywizm moralny?
Są ofiary i są kaci. Jest czas, gdy wkracza prawo. Można osądzić zbrodnie,
które się udowodni. Co z winami intuicyjnie wyczuwanymi, co z winami, których
nie można jako zbrodni osądzić. Klatka Pounda? Możemy dzisiaj sobie pozwolić na
tyle ostracyzmu, ile chcemy. Możemy powsadzać kogo chcemy pod pręgierz słów.
Nikt nam dzisiaj nie narzuca żadnych autorytetów, na szczęście możemy je sobie
wybierać. Bo mamy w y b ór.
Totalitaryzm na żaden wybór nie pozwalał. Był zbrodnią na sumieniach. Takiej
zbrodni nie można ukarać w sposób przewidziany prawem. Każdy natomiast z nas
może szukać swoich winnych i karać ich tak, jak potrzebuje. I dzielić się tą
potrzebą z innymi.
Hiacyncie, nie będę cytować tyle, ile ty cytujesz, bo czas mi nie pozwala na
dodatkowe myszkowanie po bibliotece. Wolę zresztą żebyśmy się wymieniali swoimi
własnymi opiniami o tym, cośmy przeżyli.
Dlatego chcę ci opisać jak sie zaczęło moje przeżywanie Herberta. Był rok 1969,
gdy w księgarni na Nowym Świecie kupiłam skromny tomik zatytułowany "Napis".
Poruszyło mnie kilka wierszy. Ale szczególnie jeden zapadł mi w pamięć,
zwłaszcza zakończenie: "Rów w którym płynie mętna rzeka / nazywam Wisłą. Ciężko
wyznać: / na taką miłość nas skazali / taką przebodli nas ojczyzną". Te słowa
były tym, co czułam od marca roku poprzedniego. One mnie zbudowały.
Hiacyncie, napisz coś o sobie. Każdy w końcu czyta jakieś książki, a o sobie
wiemy tak mało.
pozdrawiam
felicia

ja_nek napisał:

> I tak ostatni fajerwerk zimplodował.
> Ech Zahedan, ta zabawa widzę była zbyt grubymi nićmi szyta:)
> Co prawda Messja niegdyś pisała, ze musi jakąś Ważną Znajomość zakończyć i
> pozostać przyjaciółką tegoż mężczyzny, ale Ty nie miałeś widzę nic wspólnego
z
> tamtą sytuacją. Tamten cytat wygrzebany w archiwum dotyczył zatem kogoś
innego
> może Zxc.

1) janku twoje kazanie teraz jest najobrzydliwszym przykladem hipokryzji, jakie
to forum kiedykolwiek widzialo. zwsze z wiatrem, zawsze pod publiczke janek
pisze:)
najpierw przylaczyl sie do "zabawy" zahedana i probowala dostosowac
poziom "zartu" przy pomocy "inteligentnych" docinkow typu "zla kobieta" itp:)
teraz, gdy miedzy innymi ludzie, tak przyzwoici jak von-koza, ocenili
negatywnie zachowanie zahedan, w janku nagle obudzilo sie "sumienie"
i "szlachetnosc". kiedy czyta sie wypowiedzi osob tak zaklamanych i
pozbawionych najmniejszego sladu kregoslupa, to autentycznie robi mi sie
niedobrze. z dwojga zlego, naprawde juz wyglupy i zaczepki zahedana wydaja mi
sie mniej obrzydliwe.
2) janku nie baw sie w detektywa, do kogo, o czym i dlaczego pisalam krotki,
wiersz (nienajlepszy zreszta:) ponad rok temu. po pierwsze marny z ciebie
detektyw, po drugie to naprawde NIE TWOJA SPRAWA, wiec przestan czepiac sie i
wlazic z butami w czyjes prywatne zycie, kiedy nikt cie o to nie prosi.

> Zatem przegrałeś tą rundę w kiepskim stylu. Von Koza ma rację.
>
> Pozdrawiam
> janek
> P.S. Źle wyszło Zahedan bo pomysł nie w tej klasie

podobne przeslanie detykuje tobie janku, z tym, ze ty dokonales cudu -
stoczyles sie nawet o klase nizej niz zahedan:)

do ja_ka i do messji
messja napisała:

> ja_nek napisał:
>
> > I tak ostatni fajerwerk zimplodował.
> > Ech Zahedan, ta zabawa widzę była zbyt grubymi nićmi szyta:)
> > Co prawda Messja niegdyś pisała, ze musi jakąś Ważną Znajomość zakończyć i
>
> > pozostać przyjaciółką tegoż mężczyzny, ale Ty nie miałeś widzę nic wspólne
> go
> z
> > tamtą sytuacją. Tamten cytat wygrzebany w archiwum dotyczył zatem kogoś
> innego
> > może Zxc.
>
> 1) janku twoje kazanie teraz jest najobrzydliwszym przykladem hipokryzji,
jakie
>
> to forum kiedykolwiek widzialo. zwsze z wiatrem, zawsze pod publiczke janek
> pisze:)
> najpierw przylaczyl sie do "zabawy" zahedana i probowala dostosowac
> poziom "zartu" przy pomocy "inteligentnych" docinkow typu "zla kobieta" itp:)
> teraz, gdy miedzy innymi ludzie, tak przyzwoici jak von-koza, ocenili
> negatywnie zachowanie zahedan, w janku nagle obudzilo sie "sumienie"
> i "szlachetnosc". kiedy czyta sie wypowiedzi osob tak zaklamanych i
> pozbawionych najmniejszego sladu kregoslupa, to autentycznie robi mi sie
> niedobrze. z dwojga zlego, naprawde juz wyglupy i zaczepki zahedana wydaja
mi
> sie mniej obrzydliwe.
> 2) janku nie baw sie w detektywa, do kogo, o czym i dlaczego pisalam krotki,
> wiersz (nienajlepszy zreszta:) ponad rok temu. po pierwsze marny z ciebie
> detektyw, po drugie to naprawde NIE TWOJA SPRAWA, wiec przestan czepiac sie
i
> wlazic z butami w czyjes prywatne zycie, kiedy nikt cie o to nie prosi.
>
>
> > Zatem przegrałeś tą rundę w kiepskim stylu. Von Koza ma rację.
> >
> > Pozdrawiam
> > janek
> > P.S. Źle wyszło Zahedan bo pomysł nie w tej klasie
no cóz janek twój głos sprawiedliwy nie zostac doceniony przez massja;zbyt
nagle ty choragiewka zmienic

> podobne przeslanie detykuje tobie janku, z tym, ze ty dokonales cudu -
> stoczyles sie nawet o klase nizej niz zahedan:)
messjo miło mi słyszec.ze ja jeszcze na samym dnie nie byc

Szkoły żegnają Papieża:
Krystyna Ptak - Dyrektor Szkoły Podstawowej w Borowinie Sitanieckiej.
W sobotę 02. 04. 2005r. o godz. 16.00 modliliśmy się całą szkołą wraz z
wychowawcami i rodzicami uczniów naszej szkoły w Kościele Matki Boskiej
Częstochowskiej w Czołkach o jego zdrowie. Mszę św. i różaniec pprowadził
Proboszcz Parafii ks. Wiesław Wróbel. W niedzielę budynek szkoły został
oflagowany flagami państwowymi i papieskimi z zaznaczeniem żałoby. W
poniedziałek o godz. 8.00 ponownie udalismy się całą szkołą do tego samego
Kościoła w intencji Ojca św. Pani K. Gmiterek i Pani D. Czarny zadbały o
gazetki w szkole w najbardziej widocznych miejscach poświeconych pamięci
Ojca św. Na jęz. polskim uczniowie piszą wypracowania:" Kim był dla mnie
papiez - Jan Paweł II ?". Godziny wychowawcze i religia pośiecone sa
analizoaniu bioografii Ojca św. W czwartek zostanie zorganizowany apel z
udziałem przedstawicieli uczniów wszystkick klas od klasy przedszkolnej do
klasy szóstej apel zakończony minutą ciszy. Będziemy sie rownież modlić w
szkole z udziałem księdza tutejszej parafii. Scenariusz zawiera ulubione
piosenki papieża, wiersze i fragmety jego encyklik. Apel ten zostanie
powtórzony w niedzielę na mszy św. podczas kazania w tutejszej parafii.
Nosimy czarne wstążeczki. W piątek nie idziemy do szkoły. Żeganamy Papieża
indywidualnie w sercach. W naszej pamięci zostanie na zawsze i nie tylko
teraz będziemy o Nim mówić. Z pewnością bedziemy poświęcać Mu w naszej szkole
wiele miejsca i pamięci. Pokój Jego duszy i cześć Jego pamięci. Jest wielki.
Czujemy sie wyróżnieni, że żyliśmy w jego czasach.

Wychowawczyni mojej młodej :(
Z panią ciężko się dogadać. Pani jest w szkole nowa i geeralnie nic
nie wie. Ostatnio "zabroniła" rodzicom przychodzić do niej do klasy,
bo stwierdziła, że absolutnie nie można rozmawiać na temat dzieci na
korytarzu. Jak mamy sprawę to mamy to wpisać do zeszytu
korespondencji.
Napisałam więc dziś rano młodej w zeszycie, że proszę o rozsadzenie
jej od dziewczynki z którą siedzi, bo Nina ciągle zagaduje młodą i
ta nie może się skoncentrować. Wiem, że inni rodzice też skarżyli
się na tą dziewczynkę i pani przesadzała ją na ich prośbę. No i
jakież było moje zdziwienie gdy przed chwilą przeczytałam odpowiedź
pani, że usadzanie dzieci zakończyło się w 1 tygodniu września i ona
nie będzie absolutnie nic zmieniać. I że rozmawiała z moją młodą i
tą dziewczynką i "sytuacja ma się nie powtórzyć". I wkurzyłam się,
bo poprzednie przesadzenie na prośbę rodzica było na pewno po 1
tygodniu września. Więc czemu teraz nie może? Czemu poszła na rękę
innym rodzicom? A, i pani kazała mojej młodej zgłaszać do pani jak
tamta dziewczynka będzie ją zagadywać...
Druga sprawa - nieszczęsny konkurs rezytatorski... Wiadomo, że jutro
jest konkurs. Poszłam tydzień temu do pani z pytaniem, czy rodzice
muszą pójść z dzieckiem (konkurs jest w czasie szkoły, a odbywa
się w ośrodku kultury), czy szkołą wysyła nauczyciela z dziećmi.
Pani powiedziała, że najpierw będą eliminacje i dopeiro jak młoda je
przejdzie to pójdzie na konkurs. Pytam więc pani na kiedy córka musi
umieć wiersz, kiedy będą te eliminacje. Odp pani "na już" (???????)
Wczoraj dostałyśmy info, że była próba, że dzieci mają poćwiczyć
intonację itp i że dziś będą eliminacje. Córka wraca dziś do domu i
mówi, ze eliminacji nie było. W dzienniczku żadnej informacji od
pani, czy mam ją szykować na konkurs, czy nie. Wysłałam do pani smsa
z zapytaniem - czekam na odp.
No i tak się chciałąm pożalić. Dziękuję za uwagę...

Próbny egzamin gimnazjalny z Operonem i GazetaE...
U mnie generalnie nawaliła organizacja, bo pisaliśmy w klasach, pilnował nas
wychowawca, a nasza wychowawczyni jest młoda i niedoświadczona, tuż po
studiach. Chodziła po klasie, stukając swoimi obcasami, przy okazji odwracając
wszystkim kartki w trakcie czytania, by upewnić się, że wszyscy napisali kod.
Poza tym, nie upilnowała porządku, więc non stop ktoś nas rozpraszał.
JAk zobaczyłam ten mit, to się przeraziłam, bo nigdy w życiu nie pisałam mitu,
ale cóż - trzeba przyznać, że lepsze to, niż pisanie rozprawki na jakiś
wymyślny temat i szukanie na siły lektur, potwierdzających daną tezę.
Napisałam to właściwie w formie opowiadania - wstęp, rozwinięcie, zakończenie,
z elementami fantastycznymi. Tak jak już wcześniej wspomniałam, nigdy nie
pisałam mitu, dlatego nie wiem, czy moja całkiem niezła opowieść zostanie uznana.
Jeśli zaś chodzi o tekst promocyjny, to w zasadzie - co tu omawiać? Stykamy
się na co dzień z reklamami książek/filmów/czegokolwiek innego - zachęcić
potencjalnego czytelnika do kupna i pokrótce opisać, o czym owa lektura
opowiada. Ups, chyba zapomniałam tytułu, właśnie sobie to uświadomiłam. ;D
Zaskakuję się codziennie od nowa.
Generalnie egzamin utwierdził mnie w przekonaniu, że jestem durna jak but,
strzelałam w pytaniach typu "czytam, więc jestem", rozwiń skrót BN (pod koniec
mnie oświeciło i napisałam dobrze).
Bogu dzięki, że nie było opisywania obrazu, niestety pytania o to, co
sprawia, iż wiersz jest dynamiczny (czy coś w ten deseń) też nie były mi na
rękę, ale poważnie - mogło być znacznie, znacznie gorzej.
Ponadto, strzelałam w prawie wszystkich pytaniach dotyczących historii - nawet
nie wiedziałam, kiedy był trzeci rozbiór Polski, o epokach również mam małe
pojęcie - oczywiście oficjalnie się do tego nie przyznam, bo wstyd! ;D
Aha, i u nas też oczywiście te egzaminy będą brane pod uwagę. Nie łudźmy się -
na każdego patrzy się przez pryzmat tego, co tam wypisał, nawet, jeśli się o
tym nie mówi. Proste.
Podsumowując - za dużo historii, mit był okej, generalnie było okej. Jutro
będzie gorzej. ;D

Moja córka obraoniła przed niespełna miesiacem pracę magisterską
(skończyła informatykę) więc lata jej edukacji mam za sobą ...
ale ... mogę sporo na ten temat powiedzieć.
Mojej córce kontrolowałam zeszyty, sprawdzałam wyrywkowo co ma
zadane i czy odrobiła lekcje, czasem gdy widziałam,że nie usiadła
nawet nad zeszytem to wyłączałam TV, video i kazałam sprawdzić
zeszyty, zajrzeć do ksiązek. W pewnym mommencie tak chyba koło 5
klasy zobaczyłam,ze totalnie odpuszcza więc trochę bardziej z mężem
zaczęliśmy kontrolować ale raczej wyznaczać godziny szlabanów na
wyjścia by się uczyła i sprawdzaliśmy oceny w szkole. Oczywiście
zuważyliśmy,że dziecko mamy "techniczne" (jak i my) i matematyka
przychodzi jej bez trudu, fizyka interesuje ale wiesza zupełnie nie
rozumie (jak coś w słupku i nie cyfry to łapie blokadę). Sprawdzałam
wypracowania, pomagałam przeredagować, narowadzałam na sedo sprawy.
W ósmej klasie zaczęliśmy przygotowwać córkę do egzaminiu do szkoły
średniej - ja polski, mąż matematykę. Zdała celująco. W szkole
śrdeniej wyjątkowo zdarzało się,że sama przychodziła do mnie z
matematyką, chemią czy fizyką (miałą dobre społeczne liceum) ale
dość regularnie z tymi wypracowaniami i syntezami wierszy :) W
maturalnej klasie sporo przerabiałam z nią zadań z matematyki i
fizyki a mąż głównie testy. Na informatykę dostała się bez problemu
i zakończyliśmy nawet pytanie jej czy się uczy.
Mam siosirę która tak jak ty uczy się z własnymi dziećmi (na
szczęście ma tylko 2) i spędza codziennie ze 3-4 godizny. Ona na nic
nie ma czasu a jej dzieci nie potafią same usiąść i się pouczyć. 11-
letni syn ją obarcza tym,że się nie nauczył bo ona była za długo w
pracy!!!!
Mam koleżankę która chciała skńczyć studia ale po pół roku je
przerwała bo syn w ogóle sam nie mógł się uczyć, nie umiał się uczyć
a ona nie miałą czasu nad nim siedzieć. Przerobła z nim całą
podstawówkę i liceum a gdy nie zdał z historii matury to była "jej
wina" :( Tragedia :(

Tropicielom sladow Panu Kaganowi

Mlodociani i dojrzali, wyrosli nam jak po deszczu w obozie
zawodowych antykomunistow znawcy literatury. Zawodowi bo
nie z powodu wlasnego wyksztalcenia, bo nie z powodu ze mieli
z kumunizmem jakis wiekszy kontatkt - ich znajomosc i walka
z komunizmem wydaje sie byc sprawa genetyczna, - wrodzona.

Powstaja jak po deszczu internetowe strony pelne przykladow ideoligicznego
skrzywienia - przykladow zaprzedania sie komunistczynej idei.
Lem, Szymnorska, Kolakowski..dluga lista nazwisk.

Nie chcac byc w tyle za tymi krytykami literarury chcialbym i ja dolozyc
mala cegielke na oltarzu reinkarnacji - oczyszczenia polakiej literatury.
Ponizej zamieszczam cytat autora przy ktorym blednie zarowno Szymborska
jak i Lem, ktory napisal nie pare ale tysiace slow na chwale socjalizmu i
rewolucji. Autor ktory dla komunistow byl piwerwowzorem i protoplasta
plomienej idei rewolucji, podpora PRL'owskich lekcji polskiej literetury.

Mimo iz w 1799 zakonczyla sie jedna z najkrwawszych kart w dziejach europy
gdzie krew tysiecy zabarwila na czerwono Paryski bruk, niepomny mordow i
tortur pisal:

(z dedykacja Panu Kaganowi aby pospiesznie zmienil zawartosc swoich stron
z Lema na tego najwiekszego chyba grzesznika rwoloucji)

Adam Mickiewicz
Miasta Robotnicze nr. 41 - Paryz 24 kwietnia 1849 roku.

"Z tymi uwagami zwracam sie do robotnikow,
przyszlych mieszkancow tych miast. Niech beda
przekonani ze to duch rewolucyjny i socjalistyczny
ze to duch Lipca i Lutego zmusil kapitalistow do
uznania koniecznosci zajecia sie nareszcie dobrobytem
proletariusza. Pomoc ktora kapitalisci ofiaruja klasie
robotniczej, nalezy uwazac za ustepstwo wydarte
egoizmowi przez postep humanitarny, a nie za dzielo milosci
chrzescijanskiej"

Czyz potrzeba na wiecej dowodow? Narodzie do bibliotek wyzucic
podeptac Telimene i jej kawalera.. Wyszlo sztdlo z worka .. sorry
Wyszedl Jankiel z worka.. juz teraz wiemy.. Mizkiewicz zdemaskowany..

W.
PS. Na glupote nie ma rady.. tego sie nawet wierszem nie da opisac.

Syzyfowy egzamin
Nikt nie mówi, że uczniowie nie mają czytać lektur. Pojawiają się
tylko pytania: Czy takie? Czy na egzamin, który ma sprawdzać
wiadomości i umiejętności, a nie znajomość lektur. Ci wszysycy,
którzy zarzucają teraz nauczycielom i uczniom lenistwo, brakoróbstwo
itd. niech trochę ochłoną. Do końca roku szkolnego jest jeszcze dwa
miesiące. Dlaczego, zgodnie z sugestiami wielu egzaminatorów (sam
nim jestem) egzamin nie jest organizowany po zakończeniu roku
szkolnego? Wtedy CKE moze pytać nawet o konkretny wiersz, jeśli
znajdzie sama dla siebie uzasadnenie po co. A tak na marginesie, kto
zmienia reguły gry? Dlaczego do tej pory musieliśmy (sprawdzam
egzamin od 7 lat) przyznawać uczniom punkty za to, że zamiast
literackiego ogrodu, opisali ogródek babci jako miejsce. Nikt wtedy
nie mówił, że powinni przeczytać, np. "Tajemniczy ogród",
fragment "Pana Tadeusza", itd.
CKE polecam ponadto lekturę całej "Podstawy programowej", gdyz na
moje oko jest wiecej niż 5 książek do przeczytania w gimnazjum. Poza
tym prosiłbym bardzo, aby wskazać taki standard, który mówi, że
egzamin "bada znajomość lektur". Pisanie charakterystyki to także
kompozycja, język, styl, zapis. W sumie 10 punktów, których autorzy
zadania pozbawili uczniów.
Żeby było jasne, w tym roku nie mam trzeciej klasy, w tym roku w
ogóle nie uczę w gimnazjum. A uczniowie mojej szkoły akurat w
ostatnich dniach omawiali "Kamienie na szaniec". Ale takie
postępowanie mi sie nie podoba. Bo czy w przsyzłym roku muszę omówić
do 20 kwietnia wszytsko, co zapisane zostało w "Podstawie
programowej". To w takim razie, po co są standardy? Skrócmy zatem
czas nauki trzeciej klasie gimnazjum, tak jak maturzystom.
I na koniec o maturze. Łatwiej jest ją zdać, bo nawet jeśli nie
czytają lektur, to otrzymują fragment i na jego podstawie mogą
zdobyc do 75% pkt. A to wystarczy, aby zdać. No chyba, że w tym roku
będzie inaczej. Bo i to jest możliwe!
Pozdrawiam CKE, MEN i wszystkich pasjonatów "Syzyfowych prac".
Toczmy ten głaz po górę.

Witajcie!
Przeczytalem wszystkie posty i wspomnienia powrocily...
Matura 82.
Wspaniale 4 lata we wspanialym srodowisku! Na nauczycieli zawsze mozna nazekac
ale warto takze dostrzec ich dobre cechy, np. Solka od rosyjskiego. Strasznie
rysyfikowala ale trzeba przyznac, ze wszystko miala super zaplanowane: zdazyla
przepytac 2-3 osoby z poprzedniej lekcji, poprowadzila nowy temat, pozwolila na
czestowanie cukierkami z okazji imienin/urodzin (jak zwykle jubilat/solenizant
przedluzal na poczatku lekcji ten rytual) a na zakonczenie miala czas by
odpytac w celu przypomnienia z biezacej lekcji. Na prawde podziwiam jej
organizacje mimo ze drzalem przed odpytywaniem.
Wielu nauczycieli przewinelo sie przez te lata: historia: Narbut, Notkowska,
Zalewska, Biologia - Gil-Pac, Geografia - Cichocka, Chemia - Golkowski, WF -
Ciapinski a potem Gonzo, polski - Martin (jednoroczny meteor), Falkowski (jako
mlody nauczyciel pomylil kiedys klasy i wszedl na lekcje do p. Narbutt, ktora
zmierzywszy go wzrokiem wykrzyknela:"Co, spozniony na lekcje? I do tego w
trampkach? Prosze wyjsc!), Juzefowicz (?), Radziwill (pamietam dziwne oceny np
pierwiastek kwadratowy z 2 i oceny lamane: ja kiedys dostalem 2/5 - 2 z wiedzy
teoretycznej a 5 z probki wiersza symbolicznego, ktory na poczekaniu ulozylem),
fizyka - Sawicki, matematyka - Malek. Strasznie sie rozpisalem ale uwazam te
lata za wspanialy czas: bedac na zwolnieniu lekarskim nie moglem sie doczekac
powrotu do szkoly, no moze nie do szkoly co do klasy bo ludzie w niej byli
niesamowici - do dzis spotykamy sie na klasowych Wigiliach.
Wydaje mi sie ze wtedy szkola miala swoj niepowtazalny styl, klase. Pewnego 1
kwietnia umowilismy sie z klasa z LO Sepolowskiej, ze oni przyjda na lekcje do
Lelewela a my pojdziemy do nich. Gdy juz bylismy na lekcjach w XVI i sprawa sie
wydala nas w Sepolowskiej potraktowali ja zloczyncow: sprawdzanie legitymacji
krzyki grozby itd. A co w Lelewelu? Cichocka zrobila im klasowke z Geografi!
Mozna wiele mowic zlego o gronie pedagogicznym ale uwazam ze wszyscy z tego
okersu (przynajmniej ci, ktorzy mnie uczyli) mieli mimo wszystko klase! I to
swiadczylo o renomie tego liceum.
Moze ktos jeszcze z tego rocznika uwaza tak samo?

Kochana Mlodziezy
bo tak juz mam prawo sie do Was zwracac. Konczylam
Traugutta, klase matematyczna francuska (z nieoceniona
p. Czerniak jako wykladowca - stara przedwojenna
szkola!!! Ale jaka skuteczna!!!)w... 1977 roku. Do
Traugutta wchodzilo sie wowczas bocznym wejsciem, po
rurach przerzuconych przez kaluze. Chodnik ukladalismy
wlasnymi rekami, by sucha noga odebrac matury. A zespol
harczeski nagrywal wowczas do telewizji. Kogo tam nie
bylo i ilu domoroslych artystow wyzylo sie w kabarecie
z muzyka Grzegorza Nowaka i Mirka Kapsy. Za teksty o
wlos nie wylecielismy ze szkoly. A blogoslawione napady
wscieklosci wspanialego rusycysty Kolmana, ktory sial
terror przez dwa tygodnie, by zmusic wszystkich do
wkuwania regulek, po czym wymazywal paly (a bywalo ich
po piec). A niezapomniany historyk Tkocz, ktory nudzil
sie piramidalnie na lekcjach, bo za duzo wiedzial, za
to raz jak go napadlo przedstawic dynastie
Hohenzollernow, zbraklo i kredy, i tablicy. Dobrze, ze
jeszcze sciany bylo sporo.... Ukoronowaniem wszystkiego
byla musztra przed zajeciami z przysposobienia
wojskowego. Przysposobic sie nie przysposobilam, ale do
dzis pamietam, co to jest kolorymetr. No, co to
jest???? Itd, itp, nie wylaczajac polonisty, ktory
wyrywal do tablicy dzieweczki w mini spodniczkach, coby
sie czerwienily. Zaprawde, blogoslawiona byla to epoka,
tym bardziej, ze poziom okazal sie niczego sobie, w
1978 czy 1979 (a moze troche pozniej) Traugutt znalazl
sie na drugim miejscu w rankingu polskich liceow! Inna
sprawa, ze nasza klasa byla "normalna".
Bezpretensjonalna i rozpasjonowana. Czy wyobrazicie
sobie, ze sposrod tych 35 osob 14 mialo abonamenty do
Filharmonii, a obydwa festiwale - Jeunesses Musicales i
G. Bacewicz obsadzalismy rowno. Wiadomo bylo
powszechnie, ze trzeci rzad na balkonie zarezerwowany
jest dla klasy "C" z Traugutta i nie nalezy dziwic sie
wyciom i szalenczym brawom. A ile pieknych historii
milosnych sie tam zaczelo...
Na zakonczenie lezka: od mojego najserdeczniejszego
przyjaciela z Traugutta dziela mnie tysiace kilometrow.
Znalezlismy sie przypadkiem (a moze nie) w ubieglym
roku. I (merci, Internet) do dzisiaj mamy sobie wiele
do powiedzenia. Bynajmniej nie wspomnien...
Tak wiec, uczcie sie, kochana Mlodziezy, w Traugutcie,
ale i zyjcie. Szalejcie, piszcie glupie wierszyki i
latajcie jak szaleni po miescie, ktore nabiera barw w
zaleznosci od Waszego spojrzenia i Waszego w nie
zaangazowania...

Gość portalu: atomski napisał(a):

> No takiego idioty ,to jak zyje nie widziałem .
> Ja wiem o tym ,ze Sdi mozna rozdzelić i na 8 komputerów .Chodzi to,to jak
> kalulatory ,ale chodzi .Istotą sprawy jest natomiast to ,ze ja traktuje
> wypowiedzi Krzyzaka jako jego własne ,bo wyraźnie napisął ,ze robiono to za
> jego zgoda ,czy nawet namową .

Drugi strzal w ryj masz zapewniony. Za przyzwoleniem! pracownicy. Normalni
zrozumieja roznice.

> A teraz bawimy sie dalej :
>
> Krotoss :
> "Nie no to straszne sie juz robi jak ci cos udowadniam, wytykam-Omega, mowisz
> przestanmy skupmy sie na tym itp. Tak ci na reke jakos bardziej nie? "
>
> -Podejrzewam ,ze miałeś problemy w średniej ze streszczaniem
> lektur ,wałkowaniem wierszy . Jak ty w ogóle dostałeś sie na studia ?
> Wątki poboczne urastają u ciebie do rangi głownych ??? Do sensu całego
> założenia ?

O no jakos sie dostalem (i co powiesz???), lektury zawsze czytalem cale i
interpretacje wierszy mialem jedna z najlepszych w klasie :o))) Takie male info
bo widze, ze cie to interesuje.

> Tak . Bo Tobie to pasuje !!
> Spiesze jednak z wyjaśnieniem ,ze w nieszczęsnym wątku w którym zarzucam ,ze
> Krotoss ,zamiast prezesurą zajmuje się jedynie uganianiem za dupami,że
> zaniedbuje swoje owieczki pojawiła się sprawna inaczej kolezanka Krotossa z
> Gadu-Gadu .Bełkotała coś ,ze ona to jest inna Omega . Potem zaczęła sobie ze
> mną pogrywac po przedszkolnemu ,więc ....
> Dostała po nosie i poszła . Kroti ,kolo ,czy omega ,to Omega to pikuś . Wątek
> poboczny nic nie wnoszacy do meritum sprawy . Czyli Twojego opierdalactwa na
> stanowisku prezesa . Niechlubnego równiez odcinka czasu w historii netbitu...
> Panimajesz kolo ????

Wnaszacy tyle, ze udowadniam ci twoja nieumiejetnosc przyznania si edo bledu,
jaki tam popelniles. Ale sobie sam tlumacz, ze masz racje-moze to i sposob... Co
do prezesa nie bede wracal, powiedzialem juz chyba wszystko co mialem w tamtym
watku, czyli to, ze gadasz bzdury i zle pojmujesz prezesowstow netBiT'u. Aha a
ty co zrobiles? Rozwaliles netBiT od wewnatrz na pewno...

> "Co do bluzgania, to powiem tak: myslisz, ze jak nawolywalem, do tego zeby
> przestac a ty zaczynasz mi tu w kasze dmuchac i robic wycieczki osobiste bede
> siedzial cicho? Bzdurne tlumaczenie o strusiach wsadz sobie w buty. A teraz
> jak radza inni trzeba to jakos zakonczyc. "
>
> Już raz tłumaczyłem . Cierpliwym . To i drugi raz wytłumaczę . Traktuj jako
> lekcje pokory . Nie masz racji ,a i tak brniesz po pachy w gównie. Wymyślasz
> takie teorie ,ze z nóg zwalają . Tym razem więc po prostu cie sprowokowałem i
> udowodniłem wszystkim co chciałem -Krotoss to hipokryta.
> Popytaj może kolegów ,kolezanek ,bo brakuje ci obiektywizmu .Fakt ,ze z mojej
> strony szlachetne to nie było ,ale tutaj to akurat Ty wybrałes oręż .Ja się
> tylko dostosowałem.

Wiersze Nostradamusa tez przepowiadaja przyszlosc, szkoda ze takze zawsze juz po
fakcie sa odczytywane. I juz tez ci raz tlumaczylem, ze nikt nie bedzie mi
bezkarnie wciskal bzdur i obrazal. Walczylem twoja bronia ty zaczoles nie probuj
tego odwrocic! Ale to idiotyczne i infantylne sie okazalo, wiec przestalem i dam
ci w ryj przy okazji (za obrazanie mnie)

> "Wiec pozostaje tylko dac ci w ryj, bo pic z toba nie mam zamiaru, a trzeba
> sie sluchac madrych rad he he (dzieki Krzyzak, Fore za podpowiedz).
> KroTosS"
>
> Fakt piwo nam nie grozi.Przybywaj więc dac mi w ryj .

Szkoda, ze nie podales gdzie... ale i tak nie mam zamiaru cie gdzies specjalnie
szukac-szkoda mojego cennego czasu. Po prostu spotykajac kiedys przy okazji
gowno na drodze usune je spod podeszwy swojego buta. narty

KroTosS "von" KMM

Ogólnopolski Tydzień Bibliotek
W ramach obchodów IV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek w Lidzbarku
obchodzonego pod patronatem Burmistrza Lidzbarka Pana Jana Rogowskiego w
Bibliotece Miejskiej odbyło się szereg imprez popularyzujących czytelnictwo.

Uczniowie Gimnazjum w Lidzbarku brali udział w prezentacji
multimedialnej "Historia bibliotek" oraz spotkaniu autorskim z poetką Panią
Teresą Dwórznik-Romańską. Uczniowie starszych klas Szkoły Podstawowej w
Lidzbarku brali czynny udział w lekcji bibliotecznej połączonej z prezentacją
na temat "Warsztatu informacyjnego współczesnej biblioteki". Niezwykłym
wydarzeniem była inauguracja nauki obsługi komputera dla emerytów, rencistów i
innych osób starszych. W spotkaniu wzięło udział kilka osób, które przez
kolejne spotkania będą poznawały tajniki obsługi komputera, w miłej atmosferze
w dogodnym dla siebie tempie.Ogromnym powodzeniem cieszył się konkurs
recytatorski poezji Marii Konopnickiej, który ze względu na dużą liczbę
chętnych został podzielony na trzy kategorie wiekowe.
Jako pierwsza do recytacji przystąpiła grupa około 30 uczniów klas I ze Szkoły
Podstawowej w Lidzbarku, Dłutowie, Bryńsku i Słupie. W komisji konkursowej
zasiadły Panie: Anna Cieślak, Jadw iga Leszczyńska, Maria Zielińska, która
przyznała pięć wyróżnień i trzy nagrody główne.

I miejsce - Mateusz Miszczak - Szkoła Podstawowa w Lidzbarku II miejsce -
Natalia Trzaskalska - Szkoła Podstawowa w Bryńsku III miejsce - Paulina
Lesiak - Szkoła Podstawowa w Lidzbarku

W kolejnej kategorii wystąpili uczniowie klas III ze Szkoły Podstawowej w
Słupie, Bryńsku i Lidzbarku. Recytacje oceniały Panie: Irena Romulewicz,
Jadwiga Marszak, Maria Zielińska. Po długotrwały i burzliwych obradach
przyznano siedem wyróżnień i trzy nagrody główne.

I miejsce - Joanna Rybicka - Szkoła Podstawowa w Bryńsku II miejsce -
Piotr Sieński - Szkoła Podstawowa w Słupie III miejsce - Łukasz Paturalski -
Szkoła Podstawowa w Lidzbarku

Ostatni do recytacji przystąpili uczniowie II klas - około 20 uczestników ze
Szkoły Podstawowej w
Bryńsku, Dłutowie, Lidzbarku, Słupie, Wąpiersku. Komisja konkursowa : Pani
Elżbieta Wilamowska, Pani Maria Margaszewska, Pani Maria Zielińska przyznała
trzy nagrody główne i pięć wyróżnień.

I miejsce - Mariusz Jankowski - Szkoła Podstawowa w Wąpiersku II miejsce -
Anna Malikowska - Szkoła Podstawowa w Bryńsku III miejsce - Mariusz
Grzybicki - Szkoła Podstawowa w Dłutowie
Po raz pierwszy w Bibliotece Miejskiej zostało zorganizowane spotkanie
integracyjne dla bibliotekarzy z gminy Lidzbark. Gościem specjalnym była Pani
Wiesława Borkowska - Nichthauser z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, która
przedstawiła "Rolę i zadania biblioteki i bibliotekarza w XXI wieku".

Uczniowie młodszych klas Szkoły Podstawowej w Lidzbarku i przedszkolaki z
Przedszkola Miejskiego w Lidzbarku odwiedzili bibliotekę w celu zapoznania się
z pracą bibliotekarza i zwiedzenia biblioteki.

W II konkursie poezji dziecięcej "Recytować każdy może..." uczniowie klas 0 z
całej gminy Lidzbark recytowali wiersze dowolnie wybranego twórcy. Komisja
konkursowa : Pani Danuta Muszyńska, Pani Małgorzata Waleszkowska, Pani Maria
Zielińska przyznała trzy nagrody główne i cztery wyróżnienia.

I miejsce - Żaneta Puczyńska - Szkoła Podstawowa w Kiełpinach II miejsce -
Paulina Łozińska - Szkoła Podstawowa w Wąpiersku III miejsce - Kamila
Grabowska i Natalia Wardowska - Przedszkole Miejskie w Lidzbarku

W piątek 11 maja odbyła się uroczysta impreza podsumowująca konkursy
organizowane przez Bibliotekę Miejską. Na spotkanie przybyli przedstawiciele
władz lokalnych, dyrektorzy szkół, przedszkoli, uczestnicy konkursów.

Rozstrzygnięto:
Konkurs ortograficzny o tytuł Mistrza Ortografii Lidzbarka 2007

Mistrzem Ortografii 2007 została Agnieszka Kapela

Wyróżnienia otrzymali: Pan Ireneusz Dzida
Joanna Grajewska
Joanna Lewandowska
Pani Daniela Ratowska

Konkurs plastyczno-literacki "Komiks"

I miejsce Wojciech Kawka - Szkoła Podstawowa w Lidzbarku
I miejsce Natalia Kwiatkowska - Gimnazjum w Lidzbarku
I miejsce Mateusz Olszewski - Gimnazjum w Lidzbarku
Konkurs afiszowy "Moja biblioteka"

Aleksandra Kulesza - Gimnazjum w Lidzbarku

Obchody IV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek zakończył "Maraton czytania"
książki Astrid Lindgren. W czytaniu wzięli udział uczniowie klas I-III Szkoły
Podstawowej w Lidzbarku.

Biblioteka Miejska serdecznie dziękuje wszystkim, którzy wzięli udział w
Tygodniu Bibliotek.

Adam Kreczmar kochał życie i piękne kobiety
Szanowny Panie Redaktorze J. Skoczylasie
Nawet partykuła "nie", nie usprawiedliwia istotnych błędów
zawartych w życiorysie mojego przyjaciela Ś.p. A.Kreczmara.
Debiutował on wraz ze śp. J.Koftą w kabarecie studenckim ASP w
Warszawie (a nie na AWF-ie)z której to scenki "ściągnął" go do
Hybryd właśnie Jonasz K. Jako uznani już kabareciarze Adam i ja
zostaliśmy zaproszeni i zaangażowani do napisania oraz
wyreżyserowania całego programu Studenckiego Kabaretu GAG przy
AWF w którym nigdy nie było M. Rodowicz. Ona bowiem jako
solistka grupy rockowej "Szejtany" nie była zainteresowana tą
dziedziną sztuki, zaś piosenka "Jak cię miły zatrzymać" była
pomyślana przez Adasia jako piosenk satyryczna (" gdyś w mych
ramionach moich zimny jak w przeręmblu")i była istotnym
fragmentem scenariusza owgo programu który nosił tytuł "Rodzynki
w cieście". To ja podjąłem decyzję by skomponować do tego tekstu
muzykę liryczną, co w końcu Adam zaakceptował. Do jej
premierowego wykonia doszło jednak w kabarecie Hybrydy i w nim
śpiewała ją Janeczka Ostala wywołując ogromny aplauz. Następnie
piosenkę tę śpiewała na tzw. Giełdzie piosenki T. Tutinas, która
wyszedłszy na estradę poprosiła publiczność szczelnie
wypełniającą górę kawiarni "Nowy Świat" o wybaczenie nie
najlepszego jej wykonanie albowiem "jestem poprostu zaziębiona i
chora". Po zakończeniu rozległy się ogrome brawa, zaś b.
popularny w owych czasach redaktor Wojciech Giełżyński z "D.Ś."
zawołał :Tereniuuuu! choruj nam tak dalej" Dopiero teraz M.
Rodowicz poprosiła nas o zgodę wykonania jej przez się na
studenckim festiwalu w Krakowie i jak wiadomo wygrała go
rozpoczynając tym samym swoją długą, ciekawą karierę. A sama
piosenka tegoż roku została zaprezentowaną z sukcesem i nagrodą
na festiwału w Opolu przez Teresę T. Dopiero po tych
wydarzeniach Maryla R. poprosiła Adama o specjalnie dla niej
napisane teksty. Znakomity tekst Jonasza K. "Pamiętajcie o
ogrodach" też ma Adamową "proweniencję" w postaci
Adamowych "Kiedyś było wiele drzew". Przyjaźnili się oni wielce
i szanowali na wzajem, i jako studenci uczelni malarskiej (Adam
w klasie prof. Kobzdeja)i jako poeci i jako podstawowi autorzy
kabaretu HYBRYDY później POD EGDĄ. Tu dodć muszę iż duet ten
dopełniał wraz ze mna tworząc nie tylko przyjacielski kwartet
poeta i autor Natan Tenenbaum wybędzony z PRL po marcu 68r. Po
tej przyjaźni (Adama z Natanem) zachowała się rzadka na owe
czasy bardzo dowcipna, pisana wierszem epistolografia. Tak,
prawdziwą jest Adamowa atencja z wzajemnością do J.
Markuszewskiego wynikająca z n a s z e j wspólnej działalności
radiowej.To jemu, Adamowi K. Mietkowski zaproponował szfowanie
redakcji satyry. Nie znosząc jednak tzw. dyscypliny pracy i
urzędniczenia, a nadewszystko ustawicznego użerania sie z
cenzorem radiowym Adam zaproponował zaprzyjaźnionego z nami J.
Janczarskiego. Ale w roli reżysera jako pierwsi współpracowali z
nami Zdzisław Habielski realizując kilka napisanych wspólnie
przez nas wodewilów radiowych, czy M. Dmochowski reżyserując
popularny serial radiowy "Przygody żubra Pulpita" sam wżubrzając
się w tytułowego bohatera zakochanego w pospolitej, ludowej
krowie w którą wcieliła (odwrotny procec biologiczny)się E.
Krakowska nie licząc innego przyjaciela świnię.Tego świnię
wykonywał bodaj Jacek Maria Hohezee, też malarz i poeta . Cóż to
się działo podczas nocnych sesji nagraniowych!Boże mój. Trzeba
tu wspomnieć zastępczynie Mietkowskiego znakomitą poetkę i
tłumaczkę Ludmiłę Mariańską która wraz z nie
najlepiej "widzącym" lokalnym cenzorem p. Matynią na wiele
naszych pomysłów przymykali oczy. Pozwalając sobie na tę długą
korespondencję bardzo, bardzo jednak Panu Panie Skoczylasie
dziękuję za tę garstkę wspomnień o moim wielkim nieżyjącym już
przyjacielu wraz z najlepszym chyba Jego konterfektem.
Pozdrawiam Jerzy A. Marek.

wczoraj jedynie sluszna i prawdomowna gazeta
czyli GW - podala jak to najwyzszy ranga w watykanie Polak ( po smierci JP2)
kard Grocholewski , prefekt kongregacji ds wychowania katolickiego bedac w
Toruniu - szerokim lukiem ominal imperium zla o. T Rydzyka. GW pochwalila
Grocholewskiego piszac o jego wysokich kwalifikacjach i niekwestionowanej
inteligencji, gdzies miedzy wierszami mozna bylo nawet przeczytac, ze
Grocholewski jest juz niemal tak mądru, dobry i piękny jak sam Jozef
Zycinski ( troche mu jeszcze brakuje ale rzecz do nadrobienia) a tu taka
niespodzianka:

"Kardynał Grocholewski w Radiu Maryja

- Katolicy muszą być obecni w mediach - mówił wczoraj w Toruniu ksiądz
kardynał Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego
przy Stolicy Apostolskiej, goszczący w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej oraz Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Spotkanie, jak sam przyznał,
zostało wywołane niekompetencją prasy, a konkretnie "Gazety Wyborczej".
W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, Radiu Maryja i Telewizji
Trwam gościł wczoraj ksiądz kardynał Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji
ds. Wychowania Katolickiego przy Stolicy Apostolskiej. Ksiądz kardynał
przebywa w Ciechocinku, niedaleko Torunia, na urlopie. Odpoczynek zakłócają mu
jednak nierzetelne informacje pojawiające się w prasie. - Odwiedziłem waszą
szkołę, ponieważ wchodzi to w zakres moich kompetencji, ale ściśle mówiąc, nie
jest to wasza zasługa, że właśnie dzisiaj odwiedziłem waszą uczelnię -
żartował ksiądz kardynał. - Jest to "zasługa" "Gazety Wyborczej", która
napisała bardzo tendencyjny artykuł, interpretując moją wizytę w Toruniu jako
pewnego rodzaju afront dla waszej uczelni, dla waszego zgromadzenia, co
oczywiście nie ma żadnego uzasadnienia - mówił wczoraj dostojny gość. -
Powoływanie się na anonimowych duchownych, zamiast sprawdzenia genezy i natury
mojej wizyty, wskazuje na nieprofesjonalność i tendencyjną interpretację
"Gazety Wyborczej". Dlatego czułem się zobowiązany przybyć dzisiaj, by moja
osoba nie była instrumentalizowana w celach, które są mi obce - tłumaczył ks.
kard. Grocholewski i zaraz dodał, że cieszy się z przybycia do Wyższej Szkoły
Kultury Społecznej i Medialnej, gdyż prawdopodobnie przybyłby tu i tak innym
razem.
Wizytę wywołał artykuł we wczorajszej "Gazecie Wyborczej", w którym
insynuowano, że prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego z premedytacją
ominął Radio Maryja i powstałe przy nim dzieła. "Po śmierci Jana Pawła II to
właśnie kardynał Grocholewski jest najwyższym rangą polskim duchownym w
Stolicy Apostolskiej. Gdyby odwiedził rozgłośnię redemptorystów,
przysporzyłoby to ojcu Rydzykowi dużego prestiżu. Nie jest tajemnicą, że
mediom o. Rydzyka od miesięcy krytycznie przygląda się Watykan. Ale
redemptorystom bardziej zależało na przyciągnięciu kardynała do swojej uczelni
- Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Nie ma ona oficjalnie statusu
katolickiej, ale bardzo o to zabiega. Wizyta watykańskiego ministra edukacji
uwiarygodniłaby szkołę mającą opinię mocno upolitycznionej. Kardynał ominął
jednak imperium ojca Rydzyka wielkim łukiem. Wolał spotkać się z prorektorem
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Andrzejem Radzimińskim i porozmawiać z
prezydentem miasta Michałem Zaleskim (Stowarzyszenie Ordynacka). Znalazł też
czas na zwiedzanie toruńskiej Starówki i wysłuchanie koncertu organowego w
katedrze" - takie insynuacje snuła wczorajsza "Wyborcza".
- Jestem u was z wielką przyjemnością, cieszę się, że ten ośrodek się rozwija
i życzę całym sercem, by była to uczelnia solidna, by zdobywała coraz
wspanialszych profesorów, by przygotowywała solidnych ludzi dla mediów,
solidnych ludzi dla pracy społecznej w naszym kraju, także dla aktywności
politycznej, ponieważ od ludzi, od ich solidności, od ich moralności, zależy
bardzo dużo, zależy przyszłość, zależy dobro naszego kraju. Życzę wam, żeby ta
uczelnia miała jak najwięcej sukcesów - mówił ks. kard. Grocholewski. -
Katolicy, którzy udzielają się w życiu społecznym, powinni być
profesjonalistami wielkiej klasy - dodał gość.
W spotkaniu z ojcami redemptorystami posługującymi w Radiu Maryja i Telewizji
Trwam oraz władzami uczelni ksiądz kardynał zwrócił także uwagę na integralny
wymiar wychowania. - Uczelnia winna nie tylko dostarczać wiedzy, ale formować
człowieka - podkreślił, co ucieszyło wykładowców WSKSiM, gdyż tak właśnie
starają się czynić.
- Cieszę się z tego pięknego rozwoju, zwłaszcza uczelni. Dzisiaj są potrzebne
tego rodzaju uczelnie, by przygotowywać dla mediów ludzi uczciwych, solidnych,
którzy nie instrumentalizują innych, tylko starają się szukać prawdy - dodał
na zakończenie spotkania ks. kard. Grocholewski."

cytuję:

ZAWISZA ARTUR CZARNY (1808-1833) powstaniec, działacz narodowy, uczestnik
wyprawy Zaliwskiego.

Ur. 24 XI 1809 (wg in. źródeł w 1808) w majątku Sobota nad Bzurą. Był
synem szlachcica Jana Gwalberta Cypriana Zawiszy Czarnego (zm. 1827),
szambelana księcia warszawskiego Fryderyka Augusta i radcy departamentu
warszawskiego, i kasztelanki Marii Karnkowskiej. Pierwsze nauki szkolne
pobierał w Piotrkowie, we wrześniu 1824 rozpoczął naukę w klasie IV szkoły
wojewódzkiej w Radomiu. W latach 1826-27 kształcił się w Szkole Wojewódzkiej
Kaliskiej. Brał udział w manifestacjach patriotycznych i głosił hasła
wolnościowe. Sprawiał szkole kaliskiej wiele kłopotów. W aktach szkolnych
odnotowano: ?Artur Zawisza Czarny, przejęty złymi zasadami, jest zarazą nie
tylko klasy VI, ale całej szkoły?, a kurator Jankowski dopisał: ?żadnego nad
sobą nie cierpiał dozoru i często późno w noc widywano go na ulicach?. Po
ukończeniu Szkoły Wojewódzkiej w Kaliszu, w X 1827 zapisał się na Królewski
Uniwersytet w Warszawie, gdzie studiował na Wydziale Prawa i Administracji. Po
wybuchu powstania listopadowego wszedł w skład komitetu redakcyjnego ?Kuriera
Polskiego?, później pracował w ?Nowej Polsce?. W I 1831 wstąpił do 1 Pułku
Jazdy Płockiej, późniejszego 8 Pułku Ułanów. Brał udział w wielu bitwach, m.in.
pod Białołęką, Grochowem, Ostrołęką, Balicami, awansując do stopnia kapitana.
Kampanię zakończył w Modlinie. Za waleczność otrzymał krzyż ?Virtuti Militari?.
Po upadku powstania, w X 1831 przekroczył granicę zaboru pruskiego; w III 1832
podążył na emigrację do Francji. Był członkiem Towarzystwa Demokratycznego
Polskiego, należał do loży wolnomularskiej ?Trójcy Nierozdzielnej? i związku
węglarskiego ?Namiot Sekwany? - międzynarodowej organizacji bojowej. We Francji
studiował prawo, filozofię i literaturę. Gdy w 1832 rozpoczęły się
przygotowania wyprawy partyzanckiej do Królestwa Polskiego, Z. mianowany został
przez pułkownika Józefa Zaliwskiego - organizatora wyprawy, dowódcą okręgowym w
województwie mazowieckim na obwody warszawski i sochaczewski. W II 1833 Z.
opuścił Paryż, przez Belgię i Niemcy dotarł do Turzna k. Torunia, gdzie spotkał
się z matką i bratem Augustem, tu też 20 III napisał testament. 14 VI 1833
ujęty został ze swym kilkuosobowym oddziałem w lesie k. Krośniewic (woj.
płockie) i osadzony w dawnym klasztorze karmelitów w Warszawie. Sąd Wojenny
skazał go na śmierć przez powieszenie, egzekucja odbyła się publicznie 26 XI
1833 (wg in. źródeł 15 XI) na placu kaźni w Warszawie (od 1928 - Plac Artura
Zawiszy Czarnego). Śmierć Z. odbiła się echem na emigracji we Francji, oddawano
hołd jego pamięci, w odpisach krążył napisany przez Z. przed śmiercią wiersz
Adieux `a la Pologne. Konstanty Gaszyński poświęcił Z. wiersz Pamiątce Artura
Zawiszy. W 1938 w Łowiczu postawiono pomnik poświęcony Arturowi Zawiszy.

Gerber R., Studenci Uniwersytetu warszawskiego 1808-1831. Słownik biograficzny.
Wrocław 1977 s. 251; Tyrowicz M., Towarzystwo Demokratyczne Polskie 1832-1863.
Przywódcy i kadry członkowskie. Przewodnik biobibliograficzny. Wwa 1964 s. 803-
804. - Wegner J., Artur Zawisza Czarny. Łowicz 1979, 12 s. - Tegoż, Testament
Artura Zawiszy Czarnego, Przegląd Historyczny 1946 T. 36 s. 120-123.

Opracowała dr Ewa Andrysiak

O życiu i twórczości Theodorakisa cz. 2
Muzyka zakazana
Aspasia Poulakis pochodziła z Azji Mniejszej. W 1922 r., wraz z 1,5 mln
uchodźców, przybyła do Grecji. Jorgos Theodorakis pochodził z Krety. Poznali
się na Chios, gdzie 29 lipca 1925 przychodzi na świat ich syn Mikis. Polityczne
obowiązki ojca zmuszają rodzinę do podróży. Pierwszym przystankiem jest wyspa
Siros, potem Ateny, miasteczko Argostoli na wyspie Kefalonia – gdzie dzięki
rodzicom i dziadkom pięcioletni Mikis styka się z folklorem i bizantyjskimi
hymnami religijnymi. Pierwsze lekcje muzyki w klasie skrzypiec i lekcje muzyki
chóralnej pobiera w Patras, próbuje sił jako kompozytor, organizuje amatorski
chór i daje pierwsze koncerty. Wkrótce w jego życie wkracza polityka.
W 1939 r. wstępuje do Narodowej Organizacji Młodzieżowej, przybudówki
faszystowskiej partii gen. Metaxasa. 25 marca 1943, podczas demonstracji przy
grobowcu bohatera narodowego Theodorosa Kolokoronisa, włoska policja aresztuje
Theodorakisa za uderzenie oficera. Jest torturowany w więzieniu. Spotyka tam
komunistów i wstępuje do nielegalnej Greckiej Partii Komunistycznej, gdzie
poznaje Myrto Alttinoglu, przyszłą żonę. W 1944 r. w Atenach znów zostaje
aresztowany. Jest świadkiem zakatowania przez Niemców przyjaciela, ale mimo to
zostaje uwolniony (podobno okupantów zaciekawiło słowo „kompozytor” wpisane w
rubryce „zawód”).
W 1964 r. tworzy Młodzieżówkę Demokratyczną i zostaje członkiem Parlamentu.
Trzy lata później, po przewrocie wojskowym, schodzi do podziemia i zakłada
Front Patriotyczny. Dekret junty faszystowskiej zakazuje wykonywania, a nawet
słuchania jego muzyki. Theodorakis ponownie zostaje aresztowany i zesłany wraz
z żoną i dziećmi do Zatouny; następnie internowany w obozie koncentracyjnym.
W 1969 r. John Barry, przyjaciel kompozytora, przemyca nagrane w więzieniu
taśmy z nowymi piosenkami i wierszami Mikisa oraz opis nieludzkich warunków
jego zesłania. Szostakowicz, Strawiński, Bernstein, amerykańscy dramaturdzy
Albee i Miller występują w obronie kompozytora. Junta musi uwolnić
Theodorakisa, ale w 1970 r. wygania go z Grecji. Na emigracji komponuje i
organizuje koncerty na rzecz demokracji w ojczyźnie i dla zniewolonych narodów
(Kurdów, Chilijczyków, Palestyńczyków). Staje się międzynarodowym symbolem
walki z tyranią.
Po upadku junty wraca triumfalnie do Grecji. W latach 1974-92 tworzy muzykę
symfoniczną, filmową i sceniczną, działa jako polityk. Wchodzi do Parlamentu
(1981-86, 1989-93), jest ministrem w rządzie Konstantinosa Mitsotakisa (1990-
92, odpowiada za reformy w kulturze i edukacji). Broni praw człowieka i wspiera
Amnesty International. Żąda uwolnienia Nelsona Mandeli, broni mniejszości
greckiej w Albanii i kurdyjskiej w Turcji, potępia naloty NATO w Serbii.
Zakończywszy działalność polityczną, obejmuje dyrekcję artystyczną Wielkiej
Orkiestry Symfonicznej Greckiego Radia i Telewizji. Z tureckim muzykiem Zülfü
Livanelim zakłada Towarzystwo Przyjaźni Grecko-Tureckiej. W 2000 r. wymieniany
jest jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla.

cdn.

Na maturę w dresie...
Egzamin dojrzałości zdawało wczoraj pięciu więźniów w Zakładzie Karnym w Nowym
Wiśniczu
Przed maturą przez godzinę chodzili po spacerniaku, żeby pooddychać świeżym
powietrzem. Niektórzy na egzamin przyszli w zwykłym dresie, inni specjalnie na
tę okazję zaopatrzyli się w garnitur. Dostali soczek i drożdżówkę, a także
miętową gumę do żucia, aby przez 5 godzin wytrzymali bez papierosa.

Wczoraj, kilka minut po godzinie szesnastej, pięciu więźniów z Zakładu Karnego
w Nowym Wiśniczu przystąpiło do zdawania egzaminu dojrzałości. Więzienna szkoła
w tym mieście to jedyna małopolska placówka, w której w tym roku odbywa się
matura za kratami.

Tuż przed rozpoczęciem egzaminu żaden z maturzystów nie chciał z nami
rozmawiać. - Są bardzo przejęci tym egzaminem i ogromnie zestresowani -
tłumaczył Waldemar Świątek, dyrektor Zespołu Szkół nr 1, który mieści się w
nowowiśnickim więzieniu.

Stres pojawił się jednak na długo przed dniem egzaminu. Początkowo chęć
zdawania matury deklarowało 10 słuchaczy Zespołu Szkół nr 1. Pięciu
zrezygnowało, bo - jak twierdzi Waldemar Świątek - obawiali się porażki i
negatywnej reakcji współwięźniów. - Według mnie zrobili dobrze, rezygnując ze
zdawania - mówi dyrektor Świątek. - Na próbnej maturze nie mieli najlepszych
wyników. Oni po prostu nie czytają lektur, tylko oglądają ich ekranizacje.
Zresztą to samo robią uczniowie innych szkół, także tych na wolności.

W Zespole Szkół nr 1 uczy się obecnie 85 więźniów. Część z nich uczęszcza do
liceum zawodowego i zasadniczej szkoły zawodowej, inni wybrali liceum
ogólnokształcące, po zakończeniu którego zdaje się maturę. W każdej klasie jest
ok. 25 osób. - Co roku mamy znacznie więcej chętnych niż miejsc - zapewnia
Waldemar Świątek. - W tym roku szkolnym musieliśmy odrzucić podania 40
kandydatów. Niektórzy tak bardzo chcą chodzić do naszej szkoły, że proszą o
przeniesienie z innych zakładów karnych do Nowego Wiśnicza.

Do szkoły przyjmowani są przede wszystkim więźniowie, którym do końca odsiadki
pozostało niewiele czasu. Ale są także tacy, którzy zza krat wyjdą, będąc już w
podeszłym wieku lub odsiadują dożywocie; takich uczniów w Nowym Wiśniczu jest
trzech.

- Nasi słuchacze to zwykle młodzi ludzie, w których tkwi potrzeba powrotu do
czegoś, co kiedyś utracili. Cieszą się, że mogą robić coś więcej - podkreśla
Waldemar Świątek.

Jak przyznaje dyrektor, niektórzy więźniowie chodzą do szkoły, dobrze się uczą
i są grzeczni jedynie z chęci zdobycia dodatkowego widzenia z bliskimi lub
uzyskania warunkowego zwolnienia. Jednak już po zdaniu matury lub innego
egzaminu są z siebie naprawdę bardzo dumni. Cieszą się, kiedy na zakończenie
roku szkolnego przyjeżdżają rodzice lub żony i gratulują im świadectwa.
Oczywiście nie zawsze jest ono z czerwonym paskiem. Na koniec zimowego semestru
w klasie maturalnej średnia ocen wyniosła 3,6.

Choć wielu uczniów ZS nr 1, to groźni przestępcy, to jednak dyrektor Świątek
nie narzeka na ich zachowanie.

- Od lat obowiązuje u nas jedna niepisana zasada: w szkole jesteś tylko i
wyłącznie słuchaczem - mówi dyrektor.

I to się sprawdza. W zakładzie karnym więźniowie dzielą się na grypsujących
(stosujący się do zasad podkultury więziennej) i tych, którzy tego nie robią. W
szkole taki podział nie istnieje.

- Grypsujący niejednokrotnie siedzi w jednej ławce z niegrypsującym, podczas
gdy w więzieniu na pewno nie podałby mu ręki - mówi dyrektor Świątek. - Po
wejściu na teren szkoły zapominają na chwilę o tych więziennych podziałach.

Wczoraj więźniowie pisali wypracowania na te same tematy, z którymi po południu
zmagali się uczniowie ze szkół dla dorosłych na wolności. Musieli więc znaleźć
receptę na życie, odpowiedzieć na pytanie, kim są zbuntowani, zastanowić się
nad wizerunkiem człowieka lub zinterpretować wiersz Wisławy Szymborskiej
pt. "Nienawiść". Na ten ostatni temat zdecydowało się 2 więźniów, pozostali
pisali na 1, 2 i 3 temat.

Dziś nowowiśnickich maturzystów czeka egzamin z wybranego przedmiotu. Wszyscy
postanowili zdawać historię.

W ubiegłym roku do matury w Nowym Wiśniczu przystąpiło 5 więźniów. Czterech
zdało egzamin. Czy w tym roku uczniowie osiągną równie dobry wynik? Dyrektor
Świątek wierzy, że tak.

Za rok w szkole odbędzie się już nowa matura. Jak na razie chęć jej zdawania
zadeklarowały 3 osoby.(A. KOLET-ICIEK)

Nadmiar z rana.... :)
Wsalam 'prawa' noga,zasiadlam nad poranna kawa i .....temat zakochania
powrocil..... ...Ech....,skad wczorajsze watpliwosci,ze zakochanie to 'stan
ponad stany' ?
I przypomnialo mi sie.....Mam traumatyczne podejscie do 'nie swoich uczuc'......
Lat ponad 25 temu....,na trawnik przed wiezowcem 'spadla' dziewczyna .....Nikt
nie widzial 'lotu' - ale ludzie z osiedla twierdza,ze towarzyszyl temu okropny
krzyk: 'nieeeeeeee'....
Po paru dniach .... -"grupki blokowe' juz wiedzialy....Dziewczyna - ta z tych
milych i spokojnych,calkiem dobra uczennica i ukochana corka.....
nigdy nie sprawiajaca innym klopotow..... - sprawila sobie klopot w
postaci.....nieszczesliwego zakochania....
Kolega nie byl skory do wzajemnosci....Za nic mial jej motyle w brzuchu,czekanie
na telefon i interpretowanie kazdego dzwonka,ze to wlasnie ....teraz juz na
pewno....on dzwoni.....,wiersze pisane dla /i pod wplywem/ niego,podkrazone oczy
od bezsennego marzenia o tym.....,ze kiedys.......
I kiedy - dziewczyna /z tego zakochania/ stawala sie coraz smutniejsza i
smutniejsza - stalo sie najgorsze......
"on" sie zakochal ....Pechowo.... - bo nie w niej......Na dodatek -zakochal sie
z wzajemnoscia,ktora to 'wzajemnosc' przypieczetowal spacerem za reke z
ukochana....pod samym 'nosem' wiezowca.....
"Reszta' -wedlug 'blokowiakow' -potoczyla sie blyskawicznie.....
Korzystajac ze swojego 'nadmiaru' - mysle,ze bylo to tak.....
Dziewczyna wygladnela przez okno.Tak samo - jak od miesiecy - jej wzrok
skierowany byl na lawke,na ktorej on chetnie przesiadywal wychodzac z psem
/podpalajac przy tym papierosy,ktorych nie mogl jeszcze palic legalnie /...
Jakze sie ucieszyla,widzac jego.....Byl....Stal przy lawce.....taki piekny,madry
i wysoki ......Taki ....zupelnie inny......,niz cala reszta z klasy,ulicy i z
calego swiata.......
I ,kiedy dziewczyna juz,juz zaczela sie zastanawiac nad tym,co sprawia,ze on
wydaje sie taki inny......kraaach....
Obrazek przy lawce pociemnial jej w oczach......"Co on robi?.....Co on
zrobil?.....Kim jest 'tamta',nad ktora on sie schylil i pogladzil po
wlosach....I czemu... ta 'tamta' tak sie usmiecha......'.....
Juz nie tylko 'lawka' pociemniala.....,ale wszystko....Ciemna byla cala
przyszlosc.....nauka,relacje z rodzicami,kolezankami,nastepne
zakochanie......Cieeee - mno....
Dziewczyna wyskoczyla na klatke /tak,tak.... tylko to pozostalo/,przesadzala
schody po cztery / tak,tak/.......,dopadla klamke od wejscia na strych /
otwarte/ /tak,tak/,dobiegla do niskiej zapory na skraju dachu
/tak,tak/,przesadzila prawa noge na krawedz /tak,tak/.........
................................................
I tyle ....juz po nieszczesliwym zakochaniu.....
Postawiono znicze pod blokiem....Przyszedl nawet chlopak z 'tamta' i pomyslal
ze smutkiem....'Szkoda ....Fajna dziewczyna z niej byla'....
.......................
Chociaz ....jak sobie pomysle..... - to jednak dalej nikt nie wie -czemu Jej
ostatnim slowem bylo ' nie'?......
.................................................
I czy.....- gdyby dziewczyna "mieszkala w domu jednopietrowym' - to moglaby
doswiadczyc innych zakochan z innym zakonczeniem ?

kaj.ka napisał:

> Odmienianie nazwiska to bardzo czesto sprawa delikatna, osobista,
> powiemdziałbym - intymna.

Nie uważam tak. Nazwiska, tak jak imiona i inne nazwy własne poddają się
zasadom fleksji. Nazwiska pochodzące od rzeczowników pospolitych nie są tu
żadnym wyjątkiem.

> Poseł Ziobro na przyklad ostro zaprotestował
> przciwko odmienianiu swego nazwiska. No, ale ono nie kończy się spłgłoską.

Poseł Ziobro może sobie protestowac w sprawie ustaw sejmowych lub ustaleń
sejmowej komisji śledczej. Jeśli posłowi Ziobrze nie podoba się jego nazwisko,
jesli uważa, że jest śmieszne i stawia go w niekorzystnym świetle, to niech
sobie to nazwisko zmieni, (jest taka prawna możliwość) a nie zmusza innych
ludzi, by gwałcili zasady fleksji nazw własnych.
Moim zdaniem, nieistotnym jest czy nazwisko kończy się na samogłoskę, czy na
spółgłoskę. Panu, np.: Rawie też nazwisko kończy sie na samogłoskę, a przecież
nie powiemy: "proszę pozdrowić pana RAWA".

> Czy jednak wydzielenie nazwisk kończących się spółgloską, jako klasy z reguły
> odmiennych, i odmienianych, jest słuszne?

Oczywiście, że nie. Fakt kończenia się nazwiska na taką czy inną głoskę nie ma
wpływu na jego zdolność fleksyjną. (o czym wyżej)

> Czy i jak odmieniać takie nazwiska jak: choćby ten Wróbel albo Kopeć, Marzec,
> Wypych, Gacek, Kozieł, Kozioł, Grzybek.

Wróbla, Wróblowi, itd. Wyobrażasz sobie, że mówisz: Jadę na delegację z panem
Wróbel"? Albo - "idę na imieniny do pana Wróbel"?

> K.I Gałczyński napisał "Ja się nie boję braci Rojek..." Czy powinien
> napisać "braci Rojków"?

"O nie, o nie, o nie! - po prostu rym tak chce!
(...) Bo rym to rym i rym-cym-cym!"

To , z kolei, Tuwim tak tłumaczy różne dziwolągi gramatyczne w wierszach, jak
choćby ten u mistrza Ildefonsa.

> Wiele wątpliwości powstaje na gruncie odmiany nazwisk zakonczonych -a i -o:
> Pietruszka, Baryła, Gruszka, Kurzawa, Rybka, Gałka albo taki Pereszczako czy
> Ziółko, no i ten Ziobro.

Czemu są wątpliwości w odmianie takich nazwisk, a nie ma ich w odmianie,
tożsamych z nimi, rzeczowników pospolitych? Czy pan Baryła dopiero zaczyna być
baryłą, gdy mu się odmieni nazwisko? To jakiś nonsens.

> Czasem, kiedy dzwonię do Pana Gruszki, gorączkowo
> szukam w myśli jakiegoś zwrotu, ażeby uniknąc stereotypowego: - Czy zastałem
> pana Gruszkę? Raz, że panu Gruszce zmieniam płeć; dwa, że wyczuwam
> niezręczność w odmienianiu nazwiska będącego często używanym rzeczownikiem
> pospolitym.

Nie widzę problemu. Nie zmieniasz panu Gruszce płci, odmieniając mu nazwisko.
On i tak, już na stałe, ma płeć żeńską ) Gruszka pozostanie gruszka,
obojętnie czy w mianowniku, czy w przypadku zależnym. Nie ma też niezręczności -
gdybym ja posiadał nazwisko tożsame z rzeczownikiem pospolitym i nazywał się,
powiedzmy: "Pies" i jeśli akceptowałbym to nazwisko (bo jeśli nie, to nie
akceptowałbym go przecież i w nominatiwie, i zmieniłbym je sobie np. na -
Poniatowski )), na pewno nie obrażałbym się za formę: "panu Psu" czy "dla
pana Psa"

> Tamat więc nie jest "dyzurny", to jest - zupelnie wyeksploatowany i warto o
> zjawiskach, niuansach dalej rozmawiac bez kompleksu, do czego zachęcając,
> pozdrawiam,

Ja też tak uważam i również pozdrawiam.

Imac, to ty ideologizujesz i niewiele jest logiki (a raczej wiedzy)
w tym co piszesz, wydaje ci się na przyklad, że dzisiejsza ekonomia
zależy od polityki. O stanie ekonomii decydują światowe rynki
kaptalowe a ekonomia nie jest czystą arytmetyką, zawiera w sobie
bowiem element sprawiedliwości, który jest domeną filozofii.
Piszesz na przykład:
"Ja nie potrzebuję władzy, która będzie mi wciskać, że moje podatki
idą na ratowanie stoczni, ani zwiększanie produkcji mleka. Nie
potrzebuję władzy, która będzie mi wciskać, że buduje mocarstwową
Polskę - dla mnie i mojego szczęścia.
Chcę władzy, która nie tyle będzie wydawać polecenia i rozkazy, co
NIE BĘDZIE PRZESZKADZAĆ itd.."

Pytam: Przeszkadzać komu?.

Mowisz o władzy tak jakbyś nie rozumial zasadniczej idei wladzy i
biurokracji, wygłaszając przy tym dawno przebrzmiałe liberalne
teorie o podłożu silnie socjalistycznym. Władza nie może pomagać
nikomu dojść do społeczeństwa, bo wszyscy jesteśmy członkami
społeczeństwa i jako to społeczeństwo w dzisiejszej kretyńskiej
demokracji wladzę tę sobie wybieramy po zakończeniu cyrku 'kampania
wyborcza'.

Według ciebie jedne społeczności chcą takiej wladzy a inne innej,
wybacz, ale to relatywistyczna bzdura. Ty wierzysz w demokrację, co
samo w sobie jest ideologiczne, ale nie zastanowileś się co to
dziwne słowo dzisiaj znaczy. Nie wszyscy ludzie na ziemi chcą naszej
demokracji i bronią się przed nią (a nie z nią walczą jak mowią
media). Nie znaczy to jednak, że pragną tyranii albo dyktatury.

Zabawny jest rownież twój sentymentalizm historyczny "w kraju
powstań itp...)

Pouczasz wszystkich ale sprawy, o ktorych rozmawiamy wymagaja czegoś
więcej niż zdrowego rozsądku, ten nawet ruchu nie potrafi
wytłumaczyć.

Chłopie, Od poczatku świata władza to przywileje i decydowanie za
innych, monarchia, demokracja, oświecona dyktatura czy tyrania.
Ponadto nie ma demokracji dla wrogów demokracji, czego dowodem wojny
prowadzone na całym swiecie w imię tej ideologii.

“masy dzielą sie na klasy, klasy reprezentowane są lub wyrażane
przez partie, a partie prowadzone są przez wodzów". Lenin.

Mamy, więc ostatecznie coś, co od historycznego działania albo
historycznej roli mas prowadzi nas do imion własnych. Nazwisko
wielkiego wodza jest symbolicznym wyrazem wszystkiego, co dzieje się
w procesie politycznym. Ale moja konkluzja nie jest polityczna, ale
poetycka związana z wielkim amerykańskim poetą Wallacem Stevensem.
Simon Critchley napisał ostatnio piękną książkę o Stevensie
zatytułowaną, "Rzeczy po prostu są.". Rzeczy po prostu są to typowa
poetycka i niepolityczna afirmacja. Ponieważ na polu polityki rzeczy
po prostu nie są. W jednym z wierszy Stevensa jest takie
zdanie: "ostateczna wiara na pewno zawiera się w fikcji." I w
istocie najtrudniejszy dzisiejszy problem to problem nowej fikcji.
Najważniejszy problem polityczny to problem nowej fikcji. Musimy
odróżnić fikcję od ideologii. Ponieważ generalnie ideologia nie jest
czymś, co wiąże się z nauką albo z prawdą, albo z rzeczywistością,
prawda mieści się w strukturze fikcji i musimy stworzyć taką fikcję,
którą pozbędzie się wszelkich wodzów. Nasz wódz nazywa się na razie
Kaczyński i Kaczyzm funkcjonuje tak jak leninizm, maoizm,
castroizm...

Też jestem przeciwny władzy "silnej ręki", ale dlatego, że daleko mi
do faszyzmu. Nie dziwi cię to, że ludzie dzisiaj pragną represji nie
tylko dla innych ale takze dla siebie? Chcą być ograniczani zakazam
i nakazami.

Gość portalu: wieslaw6 napisał(a):
> Mlodociani i dojrzali, wyrosli nam jak po deszczu w obozie
> zawodowych antykomunistow znawcy literatury. Zawodowi bo
> nie z powodu wlasnego wyksztalcenia, bo nie z powodu ze mieli
> z kumunizmem jakis wiekszy kontatkt - ich znajomosc i walka
> z komunizmem wydaje sie byc sprawa genetyczna, - wrodzona.
>
> Powstaja jak po deszczu internetowe strony pelne przykladow ideoligicznego
> skrzywienia - przykladow zaprzedania sie komunistczynej idei.
> Lem, Szymnorska, Kolakowski..dluga lista nazwisk.
K: Mam album o Polsce z lat 1950tych z wierszami Szymborskiej, chwalacymi
tzw. realny socjalizm w stalinowskim wydaniu.
Kolakowski z Baczka atakowali Kotarbinskiego, ze ten ostatni, choc niby
materialista, to jdnak zly materialista, bo nie marksista.
O Lemie juz chyba sie wypowiedzialem...

> Nie chcac byc w tyle za tymi krytykami literarury chcialbym i ja dolozyc
> mala cegielke na oltarzu reinkarnacji - oczyszczenia polskiej literatury.
> Ponizej zamieszczam cytat autora przy ktorym blednie zarowno Szymborska
> jak i Lem, ktory napisal nie pare ale tysiace slow na chwale socjalizmu i
> rewolucji. Autor ktory dla komunistow byl piwerwowzorem i protoplasta
> plomienej idei rewolucji, podpora PRL'owskich lekcji polskiej literetury.
>
> Mimo iz w 1799 zakonczyla sie jedna z najkrwawszych kart w dziejach europy
> gdzie krew tysiecy zabarwila na czerwono Paryski bruk, niepomny mordow i
> tortur pisal:
>
> (z dedykacja Panu Kaganowi aby pospiesznie zmienil zawartosc swoich stron
> z Lema na tego najwiekszego chyba grzesznika rwoloucji)
>
> Adam Mickiewicz
> Miasta Robotnicze nr. 41 - Paryz 24 kwietnia 1849 roku.
>
> "Z tymi uwagami zwracam sie do robotnikow,
> przyszlych mieszkancow tych miast. Niech beda
> przekonani ze to duch rewolucyjny i socjalistyczny
> ze to duch Lipca i Lutego zmusil kapitalistow do
> uznania koniecznosci zajecia sie nareszcie dobrobytem
> proletariusza. Pomoc ktora kapitalisci ofiaruja klasie
> robotniczej, nalezy uwazac za ustepstwo wydarte
> egoizmowi przez postep humanitarny, a nie za dzielo milosci
> chrzescijanskiej"
>
> Czyz potrzeba na wiecej dowodow? Narodzie do bibliotek wyzucic
> podeptac Telimene i jej kawalera.. Wyszlo sztdlo z worka .. sorry
> Wyszedl Jankiel z worka.. juz teraz wiemy.. Mizkiewicz zdemaskowany..
> W.
> PS. Na glupote nie ma rady.. tego sie nawet wierszem nie da opisac.
K: RACJA! Bo co innego walka z nieludzkim, XIX wiecznym kapitalizmem,
a co innego kolaboracja ze zbrodniczym, stalinistycznym rezymem
wczesnego PRLu! Pamietaj tez, ze Marks byl zawsze za wolna i niepodlegla
Polska! Life is NOT black & white...

Do "Patrioty" - PATRIOTYZM

Grusza

Jest rok 1574 .

W upalne, letnie popołudnie, Jan znalazł schronienie w cieniu poteżnej
gruszy - spał.
Robił to zawsze wtedy, kiedy słońce zajęte było dojrzewaniem zboża nie
oszczędzając przy tym niczego, ani nikogo w zasięgu swoich promieni. Promienie
sięgały daleko, bo aż po sam horyzont dając do wiwatu mieszkańcom dworku
Kochanowskich.

Zimą, uwagę Jana przyciągała ta sama grusza pod którą spał latem i nie wiedział
czy to na wspomnienie tamtych chwil, czy być może, ze wzgledu na bialą szatę
jaką wdziała na siebie tuż po pierwszych opadach śniegu.
Jan był poetą - historia mówi że, pierwszym piszącym po polsku - i jak wiemy
napisał
o niej wiersz. Grusza nie była jedynym źrodłem natchnienia Jana, który z
czasem znalazł także inne tematy, równie niewinne w swej treści.

Od tamtej pory minęły wieki. W międzyczasie Jan Kochanowski stał sie znanym
poetą zdobywąjac sobie bardzo duże uznanie wśród rodaków.

Jest rok 1964.

Do szkoły podstawowej nr.21 w Gdyni podąża Jasiu. W tornistrze niesie
wypracowanie na zadany mu temat : " Jan Kochanowski - narodziny patriotyzmu
w poezji polskiej ".
Jasiu jest wyjątkowo zadowolony, gdyż przy pomocy starszego brata odkrył
formułę
wedlug której autor - niezależnie jaki, byle był polski - jest patriotą, a
jego tworczosc dowodem na miłość do ojczyzny. Poeta - patriota - piękna
grusza - piękna Polska, a
w niej jedyna i nie powtarzalna nasza polska grusza.
Taka analiza, wzbogacona licznymi cytatami potwierdzającymi powyższą
teorię, musiała okazać się trafną.
Dopiero potem okazało się, że z tego typu wskazówek skorzystała cała
klasa
z wyjątkiem Albina, który nie otrzymując żadnych rad napisał to co myśli
naprawdę :
" Polska grusza jest patriotką ponieważ uchroniła przed udarem słonecznym
jednego z największych poetów Polski ".
Jego wypracowanie konczyła mysl : " Polacy nie gęsi też swoje gruszki mają "

Za nietrafność opinii Albin został ukarany stukrotnym przepisaniem do
brudnopisu następującego zdania :
" Kochanowski był patriotą ponieważ opisywał piękno polskiej gruszy ".

Po zakończonej lekcji Albin podszedł do mnie i ściszonym głosem zapytał :
- Czy prawdą jest, że patriota to ktoś kto kocha polskie gruszki ?
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, ale w końcu stwierdziłem :" że nie tylko, że
także ten kto kocha polskie jablka, polską marchewkę ....i wszystko to co jest
polskie "
Chwilę potem Albin powiedział mi w wielkim zaufaniu :
- Wiesz co, bardzo lubię amerykanskie gumy do żucia, tylko proszę Cię, nie mów
nikomu o tym, dobrze?... .