Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Wierszyki urodzinowe dla mezczyzny

Serwis www.wierszyki.uuf.pl to prawdopodobnie największa
baza wierszyków i życzeń w sieci!
Znajdziesz tutaj życzenia urodzinowe, imieninowe, walentynkowe, jubileuszowe, andrzejkowe, bożonarodzeniowe, wielkanocne czy nawet życzenia ślubne, sylwestrowe, noworoczne, życzenia na osiemnastkę, na dzień babci, dzień dziadka, dzień kobiet, dzień mężczyzn, dzień matki, dzień ojca, dzień dziecka.
Oferujemy również wierszyki miłosne, na dzień dobry,
na dobranoc, na przeprosiny, o tęsknocie i przyjaźni

Jeżeli szukałeś dobrego portalu z życzeniami to właśnie taki znalazłeś !
Jako nieliczni oferujemy częste aktualizacje.
Chciałbyś dodać swój wierszyk?
Nic prostego – dodaj bez zadnej rejestracji i pomóż w tworzeniu serwisu

Dzieki wierszyki.uuf.pl nie zapomnisz o żadnym ważnym świecie !
Na stronie jest dokładny roczny harmonogram świat

Dodaj nas do ulubionych, poleć znajomym !

www.wierszyki.uuf.pl


Kiedy się nauczę spoglądać na dół strony głównej by dowiedzieć sie kto np. ma urodziny?
Od dzisiaj! Zapewne! A Paniom - Kornelii, Beatce i Zosi - Kobietkom z Wenus wierszyk o Wenus dedykuję życząc spełniania się wymyślanek. Indianeczce - odejścia smuteczków!!

Sandro Boticelli
"Narodziny Wenus" - 1482

Dotykają cię
zazdrosne spojrzenia kobiet
którym lata odebrały to
co ręka artysty
tobie dała na wieki

A ja tylko pytam
tylko pytam
jak o boska znosisz
łakome spojrzenia mężczyzn
wychodząc na brzeg

Ale kombo urodzinowe. W dodatku wszystkich znam ^^

Auroro! Ażeby Ci wiersze wychodziły coraz to wspanialsze (chociaż nie wiem czy można jeszcze lepsze pisać ) + standardowego zdrowia, pieniędzy, szczęścia oraz dużej ilości mężczyzn.
Urziela coś tam z IRCa kojarzę. Zdaje się, że sesji chciałeś ta? No to samych sesji (RPGowych oczywiście) Ci życzę. No i dodatkowo szczęścia, pieniędzy i zdrowia. No dobra, kobiet też Ci życzę.
Tevery! Ty tu długo już chyba siedzisz? No w każdym razie zdrowia, szczęścia, pieniędzy i haremu kobiet.

Anulko kochana!!
Życzę Ci przede wszystkim duzo radości i zadowolenia z życia, spełnienia marzeń i aby Bezzębny rósł Ci na zdrowego, wspaniałego mężczyznę
I jeszcze wierszyk z książeczki urodzinowej:

ABYŚ ZAWSZE...

..zdążyła otworzyć drzwi
i dobiec do telefonu,
zanim przestanie dzwonić;
...potrafiła wybrać dobre wino w restaruacji;
...miała dość pieniędzy
na powrót do domu;
...była komuś potrzebna;
...znajdowała brakującą monetę
w podszewce kieszeni;
...była zaskoczona swoimi zdolnościami;
...odkrywała, że nie wróżąca nic dobrego,
brązowa koperta zawiera
przekaz pieniężny;
...kochała rzeczywistość, a nie urojenia;
...znajdowała właściwą odpowiedź
- zwięzłą i trafną - we właściwym czasie,
a nie pół godziny później
...miała tyle dobrych wspomnień,
abyś dzięki nim mógła przetrwać złe chwile.

Wszystkiego najlepszego



1. Nie mam pojęcia
2. Być tolerancyjną i puszczać mimo uszu
3. Nie wiem.

1. Czy piszesz wiersze do szuflady?
2. Zatrzymuje Cię mężczyzna w hipermarkecie i prosi o pomoc przy wyborze kremu dla swojej żony, która ma urodziny, Ty...
3. Czy używasz lokówki?

Auć, mój mężczyzna ma urodziny za trzy dni! Na szczęście dla mnie wraca dopiero na początku października, więc na zakup prezentu mam trochę więcej czasu.

Niby nie mam problemu z wyborem prezentu, ale dylematów całkiem sporo się nazbierało. Niedawno zginęła mu ulubiona zapalniczka, więc zastanawiam się czy nie kupić mu nowej ZIPPO. Lubi również jak facet uli_jente "Top Gear", a na informację dotyczącą książki "Świat wg Clarksona" zareagował żywo.

Na Boże Narodzenie w zeszłym roku podarowałam mu pamiętnik w pięknej okładce w którym wypisałam własnoręcznie swoje wiersze, dorzuciłam sporo informacji na swój temat, a teraz dopisuję w nim smsy, które mu wysyłam, a których w pamięci telefonu nie może przechowywać bo pamięć pęka w szwach

Zresztą, jak są dylematy to można to rozłożyć na kilka okazji

Zbliża się Boże Narodzenie, więc problemy z wyborem prezentów dla bliskich dopiero przed nami.. ale lubię dawać własnoręcznie zrobione drobiazgi, więc może jakoś to będzie.

Aha,to dlatego mężczyźni mnie nie widzą
[b]anka39 wytrwałości i pogody ducha ci życzę a na urodziny taki wierszyk;
KOBIETA
Kiedy ma 5 lat:
ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę
Kiedy ma 10 lat:
ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka
Kiedy ma 15 lat:
ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę przyrodnia Kopciuszka
"mamo,przecież tak nie mogę iść do szkoły".

Kiedy ma 20 lat:
ogląda się w lustrze i widzi się za gruba,za chuda,za niska,za wysoka,włosy za bardzo kręcone albo za proste.
ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba ,za chuda, za niska,za wysoka
włosy zbyt kręcone albo zbyt proste
ale uważa,że teraz nie ma czasu,żeby się o to troszczyć
i mimo wszystko wychodzi z domu

Kiedy ma 40 lat
ogląda się w lustrze i widzi się za gruba,za chuda, zaniska,za wysoka,
włosy zbyt kręcone albo zbyt proste
ale mówi,że jest przynajmniej czysta
i jednak wychodzi z domu

Kiedy ma 50 lat
ogląda się w lustrze i mówi:
JESTEM SOB¡
i idzie wszędzie

Kiedy ma 60 lat
patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi,
którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze
wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat
patrzy na siebie i widzi mądrośc,radość i umiejętności.
wychodzi z domu i cieszy się życiem

Kiedy ma 80 lat
nie troszczy się o patrzenie w lustro
po prostu zakłada liliowy kapelusz
i wychodzi z domu,żeby czerpać radość
i przyjemność ze świata.

Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej
założyć taki liliowy kapelusz..........

Pięknych dni i nie zapominajcie liliowego kapelusza!

Dżizas, jak ja Ci wierszyki na urodziny bedę pisał? Rym do Khielve?

Witaj kobieto. Mężczyzno. Surykatko.

"O szyby deszcz dzwoni... deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednako ,miarowo, niezmiennie...." w taką pogodę to tylko spać a tu trza firanki prać
Pozwoliłam sobie na mała odskocznię i wpadłam na Wasze forum iii dobrze zrobiłam bo się Jadziu Twoim wpisem rozbawiłam... nic dodac nic ująć Władca Twojego serca jest BEZBŁĘDNY... to cały PEDRO
Ale... ale niektóre wpisy trącą nutką.... czyżby zazdrości ....czy tu chodzi o Ciebie Wiguś, czy o Twoje pełne humoru wpisy, czy o Twoje wiersze czy o MENÓW .Zapewnie znajdę odpowiedź czytając uważnie wszystkie wpisy no ale teraz mykam w real
LEO wyczytałam , że jesteś miłośniczką poezji ... serdecznie zapraszam na moja ulubiona stronkę http://www.eugeniusz.com/ zajrzyj ...myslę ,że nie bedzie to czas stracony. Innych równie miło zapraszam na ZACHĘTE pozwole sobie przytoczyć jeden z wierszy ......
List do Dzieciątka pisany wierszem przez kobietę

Kochane Dzieciątko w Niebie
W liście co piszę do Ciebie
Życzeń wyszepczę drobinkę
Co dostać chcę pod choinkę

Poślij mi miłego meżczyznę
Co potrafi..., i ma tężyznę
Co mnie komplementami zaleje
I pupki mojej nie wyśmieje

Co mnie na rękach nosił będzie
I adorował zawsze i wszędzie
O urodzinach będzie pamiętał
ag będzie chciał od święta

Stópki mi będzie masował
Zachcianki wszystkie finansował
Kochał mnie będzie wciąż od nowa
I smacznie będzie gotował

Kochane Dzieciątko w Niebie
W Ps. poproszę jeszcze Ciebie
Niech będzie czuły i tkliwy
Wierny jak pies i troskliwy.......... E.J.

Urodzony w roku 1977 w Świnoujściu. Zmarły w 1997 w Krakowie. Całe swoje życie pamiętam jako pasmo depresyjnych i złych zdarzeń, od których jedyną ucieczką był dla mnie świat poezji. I ona - Ania. Z nią marzyliśmy o ucieczce gdziekolwiek, wyrwaniu się z matni naszych rodzinnych domów i małomiasteczkowego gówna wścibskich i podłych ludzi. Początkowo tylko czytałem, w wieku 17 lat zacząłem także pisać. Po pójściu na uniwersytet i wyprowadzeniu się z domu, myślałem, że już wszystko będzie wporządku. Ucieczka od okropnych starych, od okropnego miasta, nowi ludzie, nowe perspektywy. Jednak nie układało się tak dobrze. Moja dziewczyna popełniła samobójstwo wieszając się na klamce. Ja z rozpaczy zacząłem pić. Zdarzyło się tak, że moje wiersze wydane w kilku gazetach zwróciły uwagę dostojnego mężczyzny, który zaczął po moich 20 urodzinach regularnie mnie odwiedzać. Chciał czytać co piszę, zachwycał się, namawiał, żebym wysłał je do wydawnictwa. Byłem tak pijany, że nigdy nawet nie zaprotestowałem, gdy całował mnie po szyi, ramionach, brzuchu i udach. Nawet to zimno jego ciała nie obchodziło mnie. Dawał mi pieniądze. Miałem za co pić. Uśmiechał się do mnie, a ja nie wiedziałem, czy maluje usta na czerwono, czy przegryzł sobie wargę z podniecenia. I pisałem. Miał przyjść do mnie następnej nocy. Dać mi coś, co zmieni moje życie. Pożegnał się tak czule, że zaraz po jego wyjściu zwymiotowałem. Poszedłem po butelkę. Rozbiłem ją i zacząłem napuszczać wody do wanny. Tej nocy chciałem umrzeć. I tak się stało. Zanim zdążyłem wyzionąć ducha w wannie w śmierdzącej melinie, zanim z moich przeciętych żył wypłynęła ostatnia kropla krwi zobaczyłem anioła. Wyciągnęła mnie stamtąd bez najmniejszego wysiłku. Ugryzła. Wypiła. A potem nakarmiła. Nie zobaczyłem jej więcej.
Kiedy przyszedł do mnie następnej nocy, leżałem w krwi obcych ludzi, śmiejąc się jak... szalony. Wtedy nie rozumiałem co mówił. "Miałeś być moim synem, miałeś być Toreadorem". Splunąłem mu w twarz. Spojrzałem jak strużka krwi spływa po jego policzku. Wyszedłem. Wyjechałem z miasta. Do dziś nienawidzę Krakowa.

Jako wampir mieszkałem w Warszawie. Wydałem kilka tomików poezji, zrobiłem się sławny. Zaakceptowano mnie i nauczono tradycji, powiedziano mi kim jestem i do jakiego klanu należę. Miałem szczęście. I talent. To wpływowi Toreadorzy przekonali księcia, by pozostawił mnie przy istnieniu, kiedy mnie odkryli. Mimo to klan ten nie jest dażony przeze mnie sympatią.

>> > Oddział terenowy Centralnego Biura Śledczego w Nowym Targu, dzwoni
>> >
>> > telefon:
>> > - Słucham
>> > - Dobry.....kciołem podać,że Jontek Pipciuś Przepustnica chowie w stogu
>> > drzewa maryhuanę.
>> > - Dziękujemy za doniesienie, zajmiemy sie tym.
>> > - Kolejnego dnia zjawiają się na podwórku u Przepustnicy spragnienii
>> > sensacji agenci CBŚ, rozwalają drzewo, rąbiąc każdy kawałek na 2, ale
>> > narkotyków nie znaleźli. Wydukali do przyglądającego się ze zdziwieniem
>> > Przepustnicy "przepraszam" i odjechali.
>> > - Zdziwiony Przepustnica słyszy w domu dzwoniący telefon, idzie odebrać:
>> > - Słucham
>> > - Cesc Jontek....Stasek godo. Byli u Ciebie z cebesiu?
>> > - Byli, tela co pojechali
>> > - A drzewa Ci narąbali?
>> > - Ano narąbali
>> > - Syćkiego nojlepsego z okazji urodzin,hej!

.........

Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonnica
> wchodzi do baru. W barze panuje standardowy zgiełk, jednak co
> parę minut gaśnie światło i cała sala zaczyna wiwatować.
> Zakonnica podchodzi do baru i pyta, gdzie znajdzie toaletę .
> > - Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzić.
> > - Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica
> > - Bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego
> jedynie listkiem figowym.
> > - Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzyć w
> jego stronę .
> > Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje
> standardowy barowy hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej
> wejście, przerywają rozmowy i zaczynają bić jej brawo.
> > Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.
> > - Proszę pana, o co im chodzi, biją mi brawo, bo byłam w
> toalecie?
> > - Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas -
> odpowiada barman.
> > - Nadal nie rozumiem - mówi zaskoczona zakonnica.
> > - Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu, w
> barze gaśnie światło, a siostra tu zrobila prawie dyskotekę.

.......

>>> Czy znasz już nową wersję wierszyka o murzynku Bambo? Jesli nie, to
>>> proszę bardzo:

>>> Tadeusz Rydzyk w Toruniu mieszka
>>> czarną sukienkę ma ten koleżka.
>>> Uczy, tłumaczy w Radiu Maryja
>>> kto godny chwały a kto wręcz kija.
>>> Leje na serce miód swoim gościom
>>> do adwersarzy zionie miłością.
>>> Żyda, Masona czuje z daleka
>>> wszystko w nim widzi oprócz człowieka.
>>> Glemp traci nerwy: "Rydzyk - łobuzie", Tadzio z uśmiechem nadyma
>>> buzię.
>>> Pieronek błaga: "Daj na wstrzymanie",
>>> to on rozkręca nową kampanię.
>>> Życiński prosi: "weź - odpuść sobie",
>>> a Rydzyk: "spadaj, co zechcę - zrobię".
>>> Rząd go popiera, prezydent chwali
>>> Lepper z Giertychem pokłony wali.
>>> Czuje się bosko jak w siódmym niebie
>>> do Sejmu wchodzi tak jak do siebie.
>>> A gdy podskoczyć ktoś mu próbuje
>>> armię BERETÓW mobilizuje.
>>> Ich nie obchodzi, co sądzi prasa
>>> - że dla Rydzyka Bogiem jest KASA.
>>> Mohery wielbią swego pasterza
>>> dla nich ważniejszy jest od PAPIEŻA!

............

Mama dała Jasiowi ostatnie 50 zł na zakupy (do wypłaty było jeszcze 2
tygodnie) i mówi:
- Jasiek kupisz chleb, margarynę i kawałek sera. Reszta kasy trafia na stół.
Jasiek poszedł do sklepu, ale po drodze spodobał mu się misiek za całe 50 złotych. Kupił misia i pędzi do domu:
Matka na to:
- Jasiu {cenzura czuwa} co żeś zrobił ty baranie, natychmiast idź sprzedaj tego misia.
Jasiek bez namysłu poszedł opchnąć misia sąsiadce.
Wchodzi do jej mieszkania, a sąsiadka w łóżku z jakims facetem.
Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Sąsiadka wpycha faceta razem z Jasiem do szafy.
Jasiek w szafie do faceta:
- Kup pan misia.
- Spadaj chłopcze.
- Kup pan misia bo będę krzyczał.
- Masz pięćdziesiąt złotych i się zamknij.
Jasiu dalej do gościa:
- Oddaj misia.
- Nie oddam.
- Oddaj, bo będę krzyczał.
Sytuacja powtarza się parenaście razy. Jasiu zarobił kasy od cholery, wraca do domu z zakupami (kawior, krewetki, szynki, i całą furę szmalu jeszcze przytargał).
Matka do Jasia:
- Jasiek chyba Bank obrabowałeś, natychmiast do księdza idź się wyspowiadać!
Jasiek poszedł do koscioła, podchodzi do konfesjonału i mówi:
- Ja w sprawie Misia,
- Spie####, już nie mam kasy.

Dziś dwa bardzo ważne dla mnie wiersze. (Ciotka Lucyna domyśli się czemu)

Il Sogno - Jacek Dehnel

Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia,
te pasaże pod górkę „bycia-dwojgiem-ludzi”,
gdzie zmiana każdej nuty bardzo wiele zmienia,

to budzenie się rano ze ścierpłym ramieniem,
bo całą noc się spało tak, by cię nie zbudzić,
te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia:

gemmy francuskich kremów, pianek do golenia,
by mniej drapać policzki, by mniej je utrudzić
w pocałunkach – a taka zmiana wiele zmienia

w ulepszaniu techniki – jak szlifu kamienia,
bo każdy blask się w końcu może nieco znudzić,
te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia

w łagodzeniu – jak spory zręcznie pouziemiać,
w jak najmniejszej ilości ruchów je obrócić
na nice lub choć na nice (ton tak wiele zmienia,

dobór słów, ruchy ramion). Głaskać. Ukorzeniać
to, co jeszcze kiełkuje, dopiero się budzi
wśród dziennego, nocnego, żmudnego ćwiczenia.

I jeszcze ta świadomość, że coś się utlenia,
bezpowrotnie rozpada, nieustannie studzi.
Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia
by wszystko, odmienione, mogło się nie zmieniać

Szczęście - Jacek Dehnel

dla P. T.

W przyszłym tygodniu masz urodziny
za rok pewnie
już cię nie będzie.

M. Roberts, Lacrymae rerum

Być tą brzydką Angielką - chudą, podstarzałą,
niezbyt dobrą poetką; mieszkać w letnim domu
ze stygnącym mężczyzną (serce czy rak nerek -
przyczyny nieistotne). Wnosić mu po schodach
(wąskich, zawilgłych schodach) tacę ze śniadaniem
i siebie. Pisać: "W przyszłym
tygodniu - bzyk muchy -
- masz urodziny - znowu - za rok pewnie - krzyczy
z bólu - już cię nie będzie". Iść do niego. Głaskać.
Leżeć z nim w wannie, płacząc. Patrzeć, teatralnie
ale przecież prawdziwie, przez okno na drzewa.
Mieć za sobą te lata, te listy, te flamy,
znać numer kołnierzyka, buta, obwód głowy.
Nie umieć się obejrzeć za innym mężczyzną.
Używać tamtych zwrotów, pieszczotliwych imion.
I udawać, że wcale nie jest gorszy w łóżku,
mając w pamięci tyle miejsc, razów, sposobów:
w hamaku, w soku z jagód, w pociągu pędzącym
z Wenecji do Nicei, na biurku wydawcy,
w bocznej salce muzeum. Przyjmować wizyty
przyjaciół i lekarzy. Kręcić kogel-mogel.
Nie móc udawać dalej i dalej udawać.

Lecz nade wszystko wiedzieć, że wszystko, co było
nie mogło, nie powinno być inaczej, z innym,
gdzie indziej, kiedy indziej - to właśnie jest szczęście.

Widziałeś całość. Teraz odchodzisz, powoli
skubiąc liście z gałęzi. Ktoś zasłania lustro,
ktoś dzwoni, ktoś rozmawia. Taca. Wanna. Łóżko.

Witam

http://www.terebess.hu/english/oxherding.html (jez. angielski)

Proste, jednocześnie jasne i głębokie wyjaśnienia faz w praktyce zen.

"Dziesięć obrazów pasterskich" są jednym z przykładów "Obrazów pasterskich". Tutaj, nasza esencjonalna natura [essential self] prównana jest do wołu. Poszukujemy woła, chwytamy go, oswajamy a końcowo jaźń, która zawsze poszukiwała staje się jednym z wołem. Jenakże często zapominanym jest, że teraz po prostu wiedziemy nasze zwykłe życie. To jest proces opisywany przez Obrazy. Precyzyjnie pokazują one nasz postęp w praktyce, są bardzo pomocne w badaniu własnej praktyki i zachęcają do jej kontynuacji. Mam nadzieję iż studiowanie Dziesięciu Obrazów pasterskich da możliwość nam wszystkim by nieprzerwanie rewidować naszą praktykę oraz dać wskazówkę do samorefleksji nad tym, do której z faz obecnie dotarliśmy.

Wszystko co wiemy o autorze wersów do Dziesięciu Obrazów pasterskich, mistrzu Kakauanie Shion, jest to iż był uczniem Daizu GenjĂ´ [1065-1135], dwunastego w lini Mistrza Rinzai [chin. Lin Chi]. Data jego urodzin jaki i śmierci, jak również inne informacje są niejasne. Do każdego z obrazów, Mistrz Kakuan wpierw ułożył wiersz, a następnie, ja powiedziano, jego uczeń Jion (niektórzy mówią iż był to sam Kakuan, niektórzy mówią iż przyjaciel Kakuana) ułożył ogólny wstęp oraz krótkie wyjaśnienie do każdego z wierszy.

W Dziesięciu Obrazach pasterskich, widzimy dziecko oraz wołu. Wół jest esencjonalną naturą której poszukujemy. Małe dziecko reprezentuje 'ja' świata fenomenów, które bardzo pragnie uchwycić esencjonalną naturę - nie poprzez koncepcje i myślenie, ale taką jaka naprawdę jest. To małe dziecko ('ja' świata fenomenów) w zasadzie ciągle czegoś poszukuje. Chce pieniędzy, statusu i chwały. Jednak życie to coś więcej niż pieniądze, więcej niż status i więcej niż tylko chwała. A zatem, 'ja' poczyna poszukiwać, wpierw poprzez taką filozofię, później poprzez tą religię, usiłując rozwijać się i uczynić tyle postępów ile tylko jest to możliwe. Niektórzy zostają pokonani przez zmagania, stają się neurotyczni a nawet dochodzi do tego, iż odbierają sobie życie. Dla nich, duch poszukiwania był tylko czynnikiem ujemnym; fakt tego iż nadal inwestują energię i kontynuują poszukiwania nie zmienił się.

Dlaczego jednak jest tak, iż kobiety i mężczyźni zawsze poszukują czegoś w taki sposób? Zgodnie z nauczaniem Zen, kobiety i mężczyźni są esencjonalnie doskonali i kompletni, w rzeczywistości nieograniczeni i absolutni (to nazywane jest "buddhą" [hotoke] lub "esencjonalą istotą-buddhy" [honrai-jĂ´butsu]). Pomimo iż są tacy, jawią się fenomenalistycznie jako niedoskonali, ograniczeni, relatywni, jako istoty grzeszne (czasami zwani "zwykłymi ludźmi" [bompu] a czasami "żyjącymi istotami" [shujĂ´]). Poza tym, pomimo iż ludzkie istoty zrodzone są w ten sposób, nie znają swojej esencji (natury Buddhy) własnej doskonałości i nieskończonej absolutności.

Dziesięć obrazów pasterskich konkretnie opisują proces, w którym niedoskonałe, ograniczone i relatywne 'ja' (małe dziecko) budzi się do doskonałości, nieskończonej i absolutnej własnej natury (wół), chwyta ją, oswaja, zapomina o niej i całkowicie łączy z osobowością. Należy jednak podkreślić, iż te obrazy oraz wiersze są zaledwie wskazaniem drogi praktyki, nie przedmiotem dla konceptualnej myśli. Zatem studiowanie Dziesięciu obrazów pasterskich jest bardzo użyteczne dla tych, którzy usiłują sprawić jasnym prawdziwą naturę w Zen poprzez faktyczne siedzenie ze skrzyżowanymi nogami. Jednak dla tych, którzy chą tylko nauczyć się uzasadniania Zen, muszę przestrzec, iż te obrazy i słowa będą tylko "białymi słoniami" bez jakiegokolwiek pożytku.

(...)


Pozdrawiam
/M

W myśl edukowania portalu bej, kilka wierszy Jacka Dehnela i w związku z tym pytanie: czy te wiersze są warte takiej nagrody, bo różne są opinie.
**********************

Szczęście
dla P. T. v. T.
W przyszłym tygodniu masz urodziny
za rok pewnie
już cię nie będzie.
M. Roberts, Lacrymae rerum
Być tą brzydką Angielką – chudą, podstarzałą,
niezbyt dobrą poetką; mieszkać w letnim domu
ze stygnącym mężczyzną (serce czy rak nerek –
przyczyny nieistotne). Wnosić mu po schodach
(wąskich, zawilgłych schodach) tacę ze śniadaniem
i siebie. Pisać: „W przyszłym
tygodniu – bzyk muchy –
– masz urodziny – znowu – za rok pewnie – krzyczy
z bólu – już cię nie będzie”.Iść do niego. Głaskać.
Leżeć z nim w wannie, płacząc. Patrzeć teatralnie,
ale przecież prawdziwie, przez okno na drzewa.
Mieć za sobą te lata, te listy, te flamy,
znać numer kołnierzyka, buta, obwód głowy.
Nie umieć się obejrzeć za innym mężczyzną.
Używać tamtych zwrotów, pieszczotliwych imion.
I udawać, że wcale nie jest gorszy w łóżku,
mając w pamięci tyle razów, miejsc, sposobów:
w hamaku, w soku z jagód, w pociągu pędzącym
z Wenecji do Nicei, na biurku wydawcy,
w bocznej salce muzeum. Przyjmować wizyty
przyjaciół i lekarzy. Kręcić kogel-mogel.
Nie móc udawać dalej i dalej udawać.
Lecz nade wszystko wiedzieć, że wszystko, co było
nie mogło, nie powinno być inaczej, z innym,
gdzie indziej, kiedy indziej – to właśnie jest szczęście.
Widziałeś całość. Teraz odchodzisz, powoli
skubiąc liście z gałęzi. Ktoś zasłania lustro,
ktoś dzwoni, ktoś rozmawia. Taca. Wanna. Łóżko.

Warszawa, 7. III. 1904

*************************
dla P. W.
zaczęli sezon grzewczy – na parterze wisi
stosowna kartka. Dla nas to żadna nowina;
tak jest – od niedawna – ciepło, miękko, czule,
bezpiecznie i przytulnie. Codzienna obojniość
wygładza kontur zdarzeń – a jeszcze nie mamy
po siedemdziestąt parę lat, gdy każda sójka
lecąca nad podwórkiem, każda zmiana czasu
z letniego na zimowy, każde wyjście z domu
urasta do rozmiarów Ważnej Części Życia.
Ta złość o zbitą szklankę! Przestawianie kubków
na ich właściwe miejsce, z cichą, zwartą furią!
Te kłótnie o kolejność czegokolwiek, troska
że spodnie się przetarły... My za lat pięćdziesiąt:
czuwanie nad strukturą, która, nić za nicią,
niepowstrzymanie pęka, pruje się zaciekle,
aż w końcu wypłyniemy na nieopisane
morze bez znanych portów.
Na razie możemy
pomijać rozpoczęcie sezonu grzewczego
milczeniem, lekceważyć porządek talerzy.
Śmierć jest jak użyteczny, lecz nie używany
przedmiot, który gdzieś leży w tekturze i folii
na pawlaczu, pomiędzy pudłami z bombkami
a nie noszonym płaszczem – pewna i gotowa;
wystarczy po nią sięgnąć, gdy będzie potrzebna.
Warszawa, 6-10. X. 1903

**********************************

dla P. T. v. T.
Jak cienka igła, wartkim nurtem krwi niesiona
przez żyły młodej szwaczki byłaś: precyzyjna,
chłodna, nieodwołalna, wędrująca z rytmem
miarowych skurczów serca. Utajone prądy
rzuciły cię na brzegi moich dni i tętnic:
smukły i ostry drakkar z odpornego stopu.
Jesteś, bo być musiałaś – płynąc po omacku
mimo wszystko trafiłaś i utkwiłaś pewnie,
przywiedziona krwi szumem i mądrością stali.

Warszawa, 26. III. 1904

Symetria

dla P. T. v. T.
Leżymy coraz dalej od siebie. To samo
łóżko, ta sama pościel, ale coraz dalej.
Jak kwiat przez nietoperze zapylany, łóżko
rozchyla się co wieczór – my na przeciwległych
płatkach. Wciąż coraz dalej. Leżymy od siebie.
Nie da się sięgnąć ręką, dotknąć stopą stopy –
– z twojego brzegu słychać wilgi i mruczenie
żbików, na moim widać perkozy i, z rzadka,
gronostaja, co czmyhnął w zarośla pościeli.
Coraz szerzej. Kasztele i śluzy kamienne,
pełne porty, ogrody, bezkresne pustynie.
Każde po swojej stronie nocy. Równolegli
w samotności i ciszy. Nie da się przywołać,
nie da się nad przepaścią stanąć i usłyszeć.
Rozwiązane więzadła, rozluźnione rymy.
Bliżej do drzwi i okien niż do siebie. Śpimy.

Łódź-Warszawa, 8. XII. 1903

Zasłona
dla A. hr. J.

Jeszcze trzy lata po naszym rozstaniu

wiodłem na jawie życie podwójne
klisze nakładały się
i oto
na tle tego, co widziałem:
sypialni, ulicy, szafy, sali teatralnej
pojawiały się sceny z innej, przerwanej historii.
Wychodziliśmy do filharmonii
jedliśmy obiady w jakimś obcym pokoju
nasze twarze się zmieniały.
Szczegóły ukazywały mi się
ze zwodniczą dokładnością
szukałem małych spinek do mankietów
na brzegu dywanu, którego nie znałem
a przecież i spinki i wzór na dywanie
jeszcze dziś mógłbym narysować z niepamięci.
Wszystko to
było jak kawały tłuczonego szkła w oczodołach
wielkie trójkątne pokrwawione drzazgi
wiedziałem bowiem
że oto światło przenika przez bisior i jedwab
zasłony świata
i tamto życie jest równie prawdziwe
tylko się właśnie nie zdarza.

Warszawa, 5. III. 1903

Damie minionego czasu
niegdyś niesłusznie

dedykowane pannie A. J. – P.

Taką cię odkopałem
używając pędzelka srebrnej szpatułki i innych

instrumentów używanych przez
wykwintnych archeologów przełomu stuleci
taką cię odkopałem wczoraj wieczorem

jeszcze prawie całą
z kości słoniowej z perłowej macicy

w desenie zawiłe
taką cię odkopałem i powiedziałem do innych
stojących za moimi plecami
o, patrzcie jaka żywa
że rzec by się chciało wciąż jest moja ja jej
a przecież minęły trzy tysiące lat
i to tylko chińska księżniczka w nefrytowej szacie
zmyślnie łączonej złotymi drutami
Warszawa, 9. I. 1901

wiersze pochodzą z tomu: Żywoty równoległe

*****

Przez kilka dni po koncercie żyłam jak w transie . Nie mogłam zapomnieć tego uśmiechu i spojrzenia w którym zatonęłam . Vitas zadzwonił zaraz następnego dnia i dzwonił odtąd codziennie , i pytał co porabiam , i kiedy znowu będzie mnie mógł zobaczyć . W końcu udało nam się spotkać . Kiedy go zobaczyłam miałam uczucie , że zaraz zemdleję z wrażenia . Był jeszcze piękniejszy niż wtedy kiedy pierwszy raz zobaczyłam go z bliska . Spędziliśmy ze sobą cały dzień i nie potrafiliśmy się rozstać . Miałam ochotę zabrać go ze sobą do domu i nie pozwolić mu już odejść . Niestety było to niemożliwe . Vitas obiecał mi jednak , że będziemy się spotykać tak często jak tylko będzie to możliwe . I rzeczywiście zdarzało się , że był u mnie codziennie . Nie zachowywał się wcale jak gwiazda . Przy mnie był zwyczajnym mężczyzną , a przynajmniej starał się tak zachowywać . Jeśli nie mogliśmy się spotkać dostawałam bukiet kwiatów z romantycznym bilecikiem . Za każdym razem wierszyk mówił o miłości . Piękne były te słowa , a kiedy zadzwonił , to wydawało mi się , że to sen , z którego zaraz się obudzę . Któregoś dnia Vitas zaproponował mi , żebym została u niego na noc . Zgodziłam się , bo uznałam , że jestem już na to gotowa . Zdawałam sobie sprawę z tego , że będzie liczył na coś więcej , ale kiedy odprowadził mnie do sypialni i przed drzwiami życzył dobrej nocy , poczułam się dziwnie . Miałam nadzieję , że przyjdzie do mnie kiedy będę już leżeć w łóżku , jednak nie pojawił się do rana . Następnym razem postanowiłam sama zadziałać . Cicho weszłam do jego sypialni i wsunęłam się pod przykrycie . Poczułam niesamowity chłód i przeszedł mnie dreszcz . Spojrzałam na niego i zamarłam . Spoglądał na mnie z ogniem w oczach . Jednak nie wykonał żadnego ruchu . Delikatnie się uśmiechnął i pokręcił głową wskazując mi drzwi . Nie mogłam w to uwierzyć .
- Nie chcesz tego . - szepnął w odpowiedzi na niezadane przeze mnie pytanie .
- W takim razie dlaczego tu przyszłam ? - zapytałam ze złością .
- Bo wydaje Ci się , że chcesz .
- Co z Tobą jest nie tak ?
- Nic . Nie chcę Cię skrzywdzić . Kocham Cię , ale mamy jeszcze czas .
- To po co mnie tu zapraszasz ?
- Żebyś nie musiała się tłuc autobusem po nocy .
- Przestań ! Jakoś zawsze sobie dawałam radę .
- Ale teraz jesteś moją dziewczyną i ja nie mogę na to pozwolić . Najchętniej to nie pozwoliłbym Ci w ogóle do domu wracać .
- Mam tu mieszkać ? - zapytałam zaskoczona .
- Jeśli tylko zechcesz , to nawet od teraz . Nie musiałbym się martwić o Ciebie .
- Przecież Ciebie wiecznie gdzieś nosi . Co by zmieniło to , że tu mieszkam ?
- Gdybyś mieszkała ze mną , to mógłbym Cię zabierać ze sobą wszędzie .
- Ty po prostu chciałbyś mieć mnie na oku . - zażartowałam .
- Rozgryzłaś mnie . - uśmiechnął się . - Boję się , że jak nie jestem przy Tobie , to sprzątnie mi Cię jakiś koleś i znowu będę sam ...
- Zazdrośnik . - zaśmiałam się . - A co ja mam powiedzieć jak Ty całujesz się z tymi wszystkimi dziewczynami ?
- To moja praca , ale jak chcesz to już nie będę ich całował .
- Zastanowię się . A teraz ... - zaczęłam go całować i nagle poczułam jak zesztywniał . - Co się dzieje ? - zapytałam .
- Nic ...
- Nie chcesz ? Nie pociągam Cię ?
- Nie chodzi o Ciebie . Nie chcę , żebyś cokolwiek robiła wbrew sobie .
- Co Ty się tak mną przejmujesz ? Jak nie będę chciała , to tego nie będę robiła .
- Myślałem , że chcesz zaczekać do ślubu ...
- To mogę się nie doczekać . Zresztą nie chcę kupować kota w worku .
- Mrrrauuu . - zaśmiał się i w końcu mnie przytulił .
Od tej nocy wszystko toczyło się w tak szybkim tempie , że powoli traciłam orientację . Nawet nie zorientowałam się kiedy na moim palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy . Przygotowania do ślubu pochłonęły mnie bez reszty . Vitas tylko czasem wtrącił kilka pomysłów i już go nie było . Kiedy wszystko było zapięte na ostatni guzik mogłam w końcu spokojnie usiąść i dokończyć czytanie książki , którą dostałam od niego w prezencie urodzinowym . Spojrzałam na tytuł i uśmiechnęłam się . Czytałam z zapartym tchem . Vitas dawno już spał kiedy skończyłam . Spojrzałam na zegar - była czwarta nad ranem . Westchnęłam ciężko zastanawiając się , jak przeżyję nadchodzący dzień . Najważniejszy dzień reszty mojego życia . Wtuliłam się w mojego mężczyznę i zasnęłam . Rano obudził mnie głos mojej mamy .
- Wstawaj córcia . Dziś wielki dzień . - uśmiechała się szczęśliwa .
- Gdzie Vitas ? - rozejrzałam się po sypialni .
- Nie ma go . Nie może oglądać panny młodej w dniu ślubu .
- Wygoniłaś go z jego własnego mieszkania ?
- Sam poszedł . Szykuje się u Siergieja .
Wstałam i zaczęły się te wszystkie przygotowania . Kiedy stanęłam przed lustrem , moim oczom ukazała się obca kobieta . Była piękna . Biała prosta suknia , wyszywana kryształkami , delikatnie lśniła w promieniach słońca wdzierających się do pokoju przez okno . Uśmiechnęłam się do swojego odbicia . Kobieta w lustrze to byłam ja . Taka piękna i szczęśliwa jak nigdy dotąd .
- Chwilo trwaj . - szepnęłam .
Spojrzałam jeszcze raz i ruszyłam na spotkanie mojej miłości . Wiedziałam , że od tej chwili już na wieki zostaniemy razem .