A co, nie wolno mi?
Kiedy po Krakowie rozeszła się wieść, że 29 maja 1967 roku arcybiskup Karol
Wojtyła został kardynałem, ojciec Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, znany
obecnie z prowadzenia programów telewizyjnych, pogratulował nominowanemu w
typowy dla księży sposób: ukląkł na jedno kolano i pocałował go w rękę. Ku
zaskoczeniu ojca Leona świeżo upieczony kardynał zrobił dokładnie to samo.
"Proszę Księdza Kardynała!" - zawołał zmieszany i zażenowany benedyktyn.
"A co, nie wolno mi?" - odparł z figlarnym uśmiechem przyszły papież.
Wierszyki na różne okazje
Podczas wypraw turystycznych ze studentami ks. Karol Wojtyła, zwany "Wujkiem",
często układał
wierszyki i piosenki do różnych sytuacji. W 1957 roku w
Bieszczadach recytował taki oto dwuwiersz:
"Rano mnie chwalą, wieczorem mnie ganią
i jak tu można wierzyć tym... paniom".
W 1952 roku swojej podopiecznej, świeżo upieczonej nauczycielce, podarował
notes z dedykacją:
"W tym notesie nie pisz dwójek,
o to prosi Cię dziś Wujek!".
W 1955 roku, podczas spływu kajakowego na Drawie, cała grupa, potwornie
zmęczona, dotarła na biwak o zmroku. Jedynie "Wujek" nie tracił rezonu i całą
sytuację spuentował rymowanką:
"Za te całodzienne harce,
Zmówię brewiarz przy latarce".
Wierszyki do różnych sytuacji układał również będąc biskupem i kardynałem.
Kiedy wyjeżdżając na narty do Zakopanego zatrzymał się w klasztorze urszulanek
na Jaszczurówce, "dokuczał" jednej z sióstr, o imieniu Alfonsa, ułożonym przez
siebie wierszykiem: "Siostra Alfonsa na mnie się dąsa".
Nie ma
chrztu bez wody
15 maja 1977 roku, po wielu trudnościach i po długoletnich oczekiwaniach na
pozwolenie budowy kościoła, odbył się wreszcie długo oczekiwana konsekracja
świątyni w Nowej Hucie-Bieńczycach. Na uroczystościach w mieście, gdzie według
założeń władz komunistycznych nie miało być miejsca dla Boga, przybyło
kilkadziesiąt tysięcy osób. Stali oni cierpliwie kilka godzin mino nieustannie
padającego ulewnego deszczu. Kardynał Karol Wojtyła dodawał im ducha
słowami: "Konsekracja to jakby
chrzest, a gdzie jest
chrzest, tam musi być i
woda".
Czy jest tu biskup?
W 1960 roku, wracając po Bieszczadach, grupa "Wujka" wsiadła do pociągu do
Krakowa w Sanoku. Nagle do przedziału wtargnął konduktor i zakrzyknął: "Czy
jest tu Biskup?". Wszyscy zaniemówili, nie widząc o co chodzi. Widząc zdziwione
miny, konduktor wyjaśnił: "Uczeń Biskup z Rybnika". Pierwszy ocknął się ks.
Wojtyła, który był już wówczas biskupem i odpowiedział: "Nie, nie ma go tutaj".
Okazało się, że konduktor znalazł legitymację niefortunnego Biskupa i szukał
go, by mu ją oddać.
Papież to nie mistrz olimpijski
Pracownicy Watykanu nie mogli pogodzić się z tym, że nowy papież nie chce
korzystać z lektyki papieskiej, zwanej sedia gestatoria.
"Bez sedia gestatoria Ojciec Święty nie będzie widziany, może więc jakiś
podest?" - nie dawali za wygraną "watykańczycy".
"Na podest nie wejdę, nie jestem mistrzem olimpijskim!" - oznajmił stanowczo
Jan Paweł II.
Górale obronią
Nazajutrz po uroczystości inauguracji pontyfikatu, 23 października 1978 roku,
papież spotkał się w Auli Pawła VI ze swoimi rodakami licznie przybyłymi do
Rzymu. Dostrzegłszy górali w pięknych, tradycyjnych strojach, podszedł do nich
i powiedział: - "No, jacyż to z was są górale, co ciupagi macie, a swojego
metropolitę toście wypuścili z Krakowa?". Na to Staszek Trzebunia
odpowiedział: "Przecież jakby się tu wom jaka krzywda działa, to my przyjdziemy
i was bydziemy bronić!".
W momencie, kiedy przygotowaliśmy ten tekst, Papież jeszcze żył. Tym bardziej
teraz pamiętajmy nie tylko o tym, że odszedł, ale o tym, jak wielkim
człowiekiem był przez te wszystkie lata, szczególnie dla nas, Polaków. Nie
tylko był człowiekiem wielkim, dobrym, otwartym, ale zawsze też potrafił w tym,
co nas otacza, znaleźć coś przekornego, coś figlarnego, coś ,co ma w sobie to
drugie znaczenie. Teraz jest po drugiej stronie życia i jestem przekonany, że
chce, abyśmy w naszym smutku też o tym pamiętali.
Redakcja JM
Autor: Wybór z książki pod tytułem Kwiatki Jana Pawła II dokonał Apostoł
Źródło:
www.webgp.thc.net.pl/